Niedawno pojawiły się interesujące informacje dotyczące żeń-szenia (Panax ginseng) w kontekście znanych oraz nowo wykrytych zafałszowań tego surowca.
Myślę, że podane fakty oraz sformułowane tezy i wnioski z pewnością Państwa zainteresują, zważywszy na dużą popularność korzeni jako skutecznego – lecz drogiego – adaptogenu.
Rodzaj wszechlek (Panax) już sam w sobie jest dość różnorodny i liczny, gdyż gromadzi aż 16 gatunków, nie tylko ten właściwy wszechlek żeń-szeń (Panax ginseng), lecz również amerykański wszechlek pięciolistkowy (Panax quinquefolius) czy wietnamski wszechlek fałszywy (Panax notoginseng), które są chętnie eksploatowane i często oferowane w handlu, ale posiadają nieco inny profil fitochemiczny, a więc i właściwości lecznicze. Niemniej namnożyło się także wiele różnych innych wszechleków/żeń-szeniów, które z rodzajem Panax łączy na ogół jedynie nazwa potoczna, ewentualnie zbliżony – choć nie taki same – wpływ na człowieka.
Wszyscy słyszeliśmy o 'żeń-szeniu syberyjskim’ (Eleutherococcus senticosus; eleuterokok), 'żeń-szeniu indyjskim’ (Withania somnifera; ashwagandha) czy 'żeń-szeniu peruwiańskim’ (Lepicium meyenii; maca), ale w obrocie także występuje 'dziki czerwony żeń-szeń pustynny (Rumex hymenosepalus), 'żen-szeń niebieski’ (Gynostemma pentaphyllum), 'żeń-szeń kalifornijski’ (Aralia californica) czy 'żeń-szeń malajski’ (Eurycoma longifolia). Jeszcze mógłbym wypisać 'żeń-szeń pacyficzny’, 'żeń-szeń brazylijski’… można długo ciągnąć, co nieuświadomionego pacjenta, a nawet dobrego zielarza może wprowadzić w niezłą nazewniczo-taksonomiczną konsternację. Z całą pewnością surowiec musi być wiarygodny, czyli prawidłowo opisany z farmakognostycznego punktu widzenia, gdyż inaczej cała dalsza fitoterapia psu na budę, skoro nie wiemy czym się posługujemy w jej trakcie – a to wymóg bezwarunkowy!
Matematyka jasno pokazuje, że oszustwo… nieźle się opłaca, gdyż można uszczknąć smaczny i obfity kawałek tortu. W samych Stanach Zjednoczonych w 2023 roku sprzedano produktów na bazie korzeni wszechleku żeń-szenia za około 8 milionów dolarów (29 mln złotych), więc każda oszczędność i każde zafałszowanie przynoszą realny dochód. Pewne manipulacje można łatwo wykryć analizami chromatograficznymi w poszukiwaniu odpowiednich ginsenozydów we właściwych proporcjach. Związki z tej grupy te występują w całej roślinie, dlatego uwagę nieuczciwych producentów ekstraktów przykuwają liście, które nadają się do zbioru już w 1. lub 2. roku uprawy – nie trzeba czekać aż pięciu lat na duże korzenie! Lecz liście mają nieprawidłowy stosunek poszczególnych substancji względem siebie, przez co wykazują mierny (o ile w ogóle) potencjał adaptogenny, jednak na opakowaniu można napisać „żeń-szeń”, albo w ogóle zataić źródło wyciągu.
Popularne są również tańsze gatunki wszechleków (jak pięciolistkowy czy fałszywy), albo „żeń-szenie” tylko z nazwy, które nie są tym, czego oczekuje i czego żąda pacjent oraz fitoterapeuta, płacąc grube pieniądze w nadziei na pełnowartościowy towar. O wypełniaczach (słynny przypadek ciecierzycy sprzedawanej jako zmielone korzenie żeń-szenia), substancjach pomocniczych, odpadach poprodukcyjnych nawet nie ma co wspominać, gdyż w przypadku podejrzanych suplementów to po prostu… norma!
Autorzy artykułu w czasopiśmie Natural Product Communications podsumowali znane – oraz dodali własne – badania w zakresie czystości preparatów żeń-szeniowych obecnych w obrocie na całym świecie. Na przykład w Brazylii wszystkie pobrane próbki… nie miały w sobie Panax ginseng! Wewnątrz znajdował się tzw. 'żen-szeń brazylijski’ (Pfaffia glomerata), choć etykiety deklarowały zupełnie coś innego. Odsetek zafałszowań dla Europy to 27,3%, a więc co czwarty produkt żeń-szeniowy wykazuje jakąś poważną niezgodność farmakognostyczną lub chemiczną. Natomiast wskaźnik globalny wynosi 39,8% – aż dwa z pięciu są oszukane…
Kilka analiz zwróciło uwagę, iż wszechlek żen-szeń nie zawsze bywa fałszowany innymi roślinami – pół biedy, jeżeli jest to eleuterokok albo ashwagandha, a nie ciecierzyca, mąka albo gips. Wielokrotnie wykryto naprawdę paskudne dodatki do rzekomo 100% naturalnych kapsułek i tabletek. Syntetyczny testosteron, tadalafil i sildenafil („rozpalacze konarów”) oraz tolbutamid i metformian (leki przeciwcukrzycowe) wykryto w aż 28 weryfikowanych partiach pochodzących m.in. z Chin, Bangladeszu, Rumunii, Hiszpanii czy Szwecji, więc ten problem wcale nie jest zawężony do tak zwanego „Trzeciego Świata”. Co ciekawe, cena wcale nie jest już żadnym wyznacznikiem jakości: marki tańsze i droższe przestają się między sobą różnić i nierzadko zawierają te same niezadeklarowane dodatki i wypełniacze.
Miłośnicy wszechleku żeń-szenia nie mają lekko. W dzisiejszych czasach trudno o naprawdę dobry produkt: nalewkę, ekstrakt, kapsułki czy proszek. Jedyny pewny wyrób to ten, który wykonamy własnoręcznie i osobiście. Oczywiście pod warunkiem, że zakupione korzenie nie są sfałszowane…
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz