Jak powiedział Kazimierz Pawlak: „Widać państwo teraz takie dyplomy wymyśliło, że nie przeszkadzają głową ruszać!„
I taka mentalność jeszcze utrzymuje się w Niemczech – na aptecznych półkach możemy znaleźć medykament, który już niedługo będzie obchodził… 300-setną rocznicę istnienia! Że stary? Ważne, że skuteczny! Tym razem w ramach „Katalogu Leków Ciekawych” przyjrzymy się osławionym Kroplom Hoffmanna (Hoffmannstropfen), czasami mianowanymi Spirytusem Hoffmanna (Hoffmannsgeist). Nie jest to jednak ścisłe określenie farmaceutyczne, gdyż takowe brzmi… „Spiritus aetherus” – Spirytus eterowy, zaś jego synonimem jest „Liquor anodynus Hoffmanni” – płyn kojący Hofmanna. A więc zaczynamy!
Aby opisać ten środek, muszę wyjść od samego Friedricha Hoffmanna, który użyczył swego nazwiska preparatowi. Ten wybitny lekarz oraz aptekarz urodził się w 1660 roku w Halle i podobno już od najmłodszych lat wykazywał wielkie zainteresowanie naukami ścisłymi. W wieku 18 lat rozpoczął studia medyczne w Jenie, a później przeniósł się do prestiżowego Erfurtu: mając zaledwie 21 lat, uzyskał tytuł doktora medycyny! Przez kilka lat prowadził swoją praktykę, po czym bliżej związał się z Uniwersytetem w Halle, gdzie pracował i tworzył aż do śmierci. Dzięki rozległej wiedzy – oraz związanej z nią sławie – doradzał wielu możnym osobom, książętom, a nawet samym władcom: leczył króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I (był jego osobistym medykiem), a nawet samego cesarza Karola VI Habsburga. Hofmann zmarł w 1742 roku, lecz jego nazwisko przetrwało w annałach farmacji między innymi dzięki tym kroplom.
Trudno powiedzieć, na ile receptura kropli Hoffmanna wywodzi się od samego Hoffmanna, gdyż ten podobno preferował roztwory bazujące na kwasie siarkowym niżby na eterze, który jednakże również bardzo doceniał i często z nim eksperymentował. Dlatego powszechnie uznaje się, że ich twórcą jest właśnie Friedrich Hoffmann. Formuła tytułowana jego nazwiskiem pojawiła się w druku już w 1732 roku i szybko zdobyła wielką popularność w całej Europie. Później skład został ujednolicony i zapisany w lekospisach pod nazwą „Spiritus aethereus„, dzięki czemu środek mogła wytwarzać każda apteka. Obecnie lek ten nie jest dostępny w Polsce, lecz łatwy do nabycia w Niemczech – buteleczka kosztuje ledwie kilka euro. Wytwarza go zakład Hofmann & Sommer z Königssee w Turyngii, znany z fabrykacji wielu różnych kropelek, które z pewnością pojawią się w ramach niniejszego Katalogu.
Formuła spirytusu eterowego jest wręcz boleśnie prosta: to mieszanina eteru dietylowego ze spirytusem w proporcji 1 do 3. Farmakopea Polska II (1937) przewidywała użycie alkoholu czystego, inni rekomendowali użycie nieco rozcieńczonego etanolu – Bronisław Koskowski wspomina o alkoholu 90%, zaś krople w sprzedaży wykorzystują etanol 88%. Uzyskana ciecz jest bezbarwna, przezroczysta, lotna, łatwopalna (niestety), o silnym zapachu eteru i wyraźnie palącym smaku.
Spirytus eterowy w Polsce klasyfikowano jako środek odurzający ze względu na obecność eteru, przez co podlegał restrykcjom związanym ze sprzedażą. Niegdyś Krople Hoffmanna były dostępne powszechnie i bez większych trudności, lecz zaczęto wykorzystywać je jako używkę wobec niedostępności czystego eteru (eteromania lat 30. XX wieku), co wymusiło zmianę ich klasyfikacji na lek wydawany z przepisu lekarza. Eter stosowany „konsumpcyjnie” wprowadza w stan euforii, podniecenia, w nadmiarze wywołuje zamroczenie i halucynacje. Ściśle dozowany jako spirytus eterowy w dawce 10-30 kropli na cukier, wykorzystywano jako analepticum czyli środek ożywiający i przeciwbólowy. Dlatego Krople Hoffmanna promowano jako środek ożywiający i pobudzający, zwłaszcza w stanach zapaści, a w Niemczech wciąż są opisywane jako poprawiające samopoczucie w okresie osłabienia psychofizycznego (wyczerpania, apatii) oraz podczas omdleń. Stosowane zewnętrznie (zresztą wewnętrznie też…), na przykład naniesione na wacik, wykazują walory kojące i przeciwbólowe – takie tamponiki przykładano na bolący ząb. Stąd wzięło się określenie „anodynki” na rozmaite płyny eterowe – anodynum oznacza lek przeciwbólowy i kojący układ nerwowy.
Eter ma się dobrze w Niemczech – w Polsce nikt o nim życzliwie nie pomyśli. Takie widać u nas dyplomy: przeszkadzają głową ruszać.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz