ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Jemioła nie taka cudowna?

Do ziela jemioły pospolitej (Herba Visci) mam osobliwy stosunek.

Niezwykle doceniam właściwości hipotensyjne oraz stabilizujące krążenie wykazywane przez ten surowiec, co przekłada się na zdecydowanie lepszą pracę układu sercowo-naczyniowego. Ba! Nawet uważam, że eksploatacja w tym zakresie przez polskie ziołolecznictwo jest wciąż zbyt niska, aczkolwiek mamy dostępny intrakt i złożony Cravisol (PhytoPharm) oraz Venoforton (Leki Natury), więc nie można powiedzieć że „nie ma niczego”

Z drugiej strony ziele jemioły służy do uzyskiwania ekstraktów służących do iniekcji u pacjentów onkologicznych, dosyć popularnych w krajach niemieckojęzycznych, a poszukiwanych także i u nas, w cenach dość nieprzyzwoitych (kilkaset euro za miesiąc). W tym zakresie mam bardzo dużo „ale”, które dobrze podsumowuje artykuł opublikowany w czasopiśmie Journal of Cancer Research and Clinical Oncology w grudniu 2022 roku.

Zastrzyki jemiołowe są chętnie stosowaną metodą uzupełniającą, a niektórzy nawet decydują się na wyłączenie leczenie takimi przetworami. O ich popularności świadczy liczba preparatów obecnych lub niegdyś funkcjonujących w obrocie. Wyróżnia się zarówno klasyczne fitofarmaceutyki – na przykład Lektinol zawierający w jednej ampułce 15 ng lektyny jemiołowej I, jak i środki homeopatyczne albo (o zgrozo!) antropozoficzne, jak m.in. Helixor, Iscador albo Abnobaviscum. Można je łatwo rozróżnić od siebie, gdyż grupa 'alternatywna’ mocno podkreśla drzewo żywicielskie jemioły, co przy preparatach klasycznych (i zważywszy na biologię półpasożytów) jest nieistotne. Na ogół iniekcji podskórne wykonuje się do trzech razy w tygodniu, rzadziej wybiera się podanie dożylne albo wprost do zmian i guzów. Wielu badaczy podkreśla potencjał cytostatyczny i immunomodulujący potencjał przetworów jemiołowych, zaś inni wyżej cenią możliwość poprawy samopoczucia i ogólnej jakości życia – jednak wszystko przy tak specyficznych chorobach i nasyceniu badaniami sponsorowanymi jest trudne do bezspornego udowodnienia.

Autorzy artykułu, o którym wspominam, przeanalizowali 102 publikacje ze 108 różnych badań klinicznych, które objęły łącznie ponad 18 tysięcy pacjentów. Najczęściej dotyczyły osób z nowotworami piersi, trzustki, jelita grubego oraz czerniaka. Choć homeopaci i medycy antropozoficzni podkreślają znaczenie pochodzenia jemioły oraz oczekiwany wpływ drzewa na określone rodzaje raka, to w badaniach nie pojawiły się żadne konkretne i logiczne schematy lecznicze – nie wiązano choroby z konkretnym surowcem lub preparatem, choć w teorii powinno być to priorytetem. Co więcej, w analizach nie udało się udowodnić, aby miało to jakikolwiek wpływ na skuteczność albo lepszy przebieg leczenia. Nie ma ani pół dowodu świadczącego o tym, że jemioła jabłoniowa jest lepsza przy nowotworze X, jesionowa przy nowotworze Y a brzozowa przy nowotworze Z, o czym wielu wytwórców i terapeutów z lubością rozprawia.

Także metody podawania są bardzo różnorodne – zdarzały się drogi dopęcherzowe, dootrzewnowe, a nawet doooponowe. Przy podaniu podskórnym często występują silne reakcje miejscowe, czasami zniechęcające pacjenta do takiego środka, co trzeba mieć na uwadze, decydując się na taką formę wsparcia. Również dawkowanie, częstotliwość oraz długość terapii zdają się być dość przypadkowe i niekiedy skrajnie odmienne w podobnych schorzeniach i sytuacjach klinicznych – opisywano kuracje jednodniowe, kilkumiesięczne oraz wieloletnie. Wszystko to pokazuje, że terapia jemiołą jest wciąż źle opisana, nieustabilizowana, nieskoordynowana, niemal dosłownie „jak wiatr zawieje”, co przy nowoczesnej fitoterapii, którą przecież można ująć w karby precyzyjnych informacji, miejsca mieć nie powinno.

Wprawdzie terapia jemiołą – w ujęciu fitoterapeutycznym – to wciąż wolna amerykanka, bazująca raczej na przeczuciach, niż na cyferkach i procentach, ale to nie znaczy, że jest bezwartościowa czy nieskuteczna. O ile bezpośrednie dowody na właściwości cytotoksyczne są dość ubogie, przez co wciąż można podważać rolę „onkoterapeutyku”, o tyle potencjał do zmniejszania zmęczenia i podnoszenia jakości życia jest dość wyraźny – rola pomocnicza i wspomagająca nie budzi wątpliwości. Meta-analizy wskazują na zdolność jemioły do łagodzenia stanów wyczerpania, a intensywność jest szacowana na odpowiednik regularnych ćwiczeń fizycznych. Z tego względu jemioła może być rozważana u osób, które nie mogą prawidłowo poruszać się lub wykonywać jakiejkolwiek prawidłowej aktywności fizycznej, a przez to czują się niejako uwięzione w domu. Pamiętajmy, że ruch, świeże powietrze, pobudzenie mięśni są wskazany u pacjentów onkologicznych, a zastrzyki z jemioły nie są i nie mogą być jego zamiennikiem!

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *