Podobno seksapil to tajna broń kobieca, ale radzieckie badania jasno wskazały, że jest nią… ich własny mocz!
Tak narodził się Grawidan – niezwykły i niecodzienny preparat, rzekomo o wręcz cudownych właściwościach odmładzających i regenerujących. Ale zacznijmy opowieść od początku! Głównym bohaterem całej tej historii – oczywiście oprócz moczu – jest Aleksiej Andriejewicz Zamkow (1883-1942), czasami zapisywany w polskiej literaturze jako Zamkoff. Dzieciństwo miał całkiem znośne, zresztą po skończeniu czwartej klasy podstawowej, cała rodzina przeprowadziła się do Moskwy. Aleksiej po skończeniu szkoły podstawowej zapisał się na kursy księgowości, zaś w wieku 26 lat zdał maturę i zgłosił się na studia na wydział lekarski Uniwersytetu Moskiewskiego. Dyplom uzyskał w 1915 roku, po czym szybko trafił na front w charakterze chirurga wojskowego. W 1918 roku ożenił się ze słynną rzeźbiarką Wierą Muchiną, autorką znanego pomnika „Robotnik i kołchoźnica” oraz pięciokrotną laureatką bardzo prestiżowej Nagrody Stalinowskiej.
W 1927 roku Aleksieja zaproszono do współpracy w ramach Państwowego Instytutu Biologii Doświadczalnej, gdzie podejmowano liczne eksperymenty naukowe, w tym także medyczne. Zamkow wykazywał duże zainteresowanie długowiecznością oraz nowatorskimi metodami zwalczania chorób uznawanych za trudne w terapii lub nieuleczalne. Prawdopodobnie to prace niemieckich endokrynologów podsunęły mu pomysł skoncentrowania się na moczu ciężarnych kobiet, obfitującego w hormony z grupy gonadotropin, zwłaszcza w gonadotropinę kosmówkową, wpływającą na aktywność ciałka żółtego oraz produkcję progesteronu. Niemcy skupiali się na wyodrębnianiu poszczególnych hormonów z wydaliny, natomiast Zamkow stwierdził, iż znacznie łatwiej ten mocz wstrzykiwać, co miało stymulować układ rozrodczy oraz łagodzić jego dysfunkcje, które bezpośrednio wiązał z przyspieszeniem procesu starzenia się organizmu. Ponieważ efekty na zwierzętach wydawałyby się bardzo obiecujące, mocz ciężarnych – nazwany przez Zamkowa Grawidanem (łac. gravidus – ciąża) – zaczęto podawać także ludziom.
Pierwszym człowiekiem eksponowanym na Grawidan został… sam Aleksiej Andriejewicz Zamkow, który opisał, iż czuje się niczym „upity butelką szampana”, a uczucie ekscytacji i ożywienia miało trwać aż 10 dni. Grawidan zaczął generować wokół siebie szum, a Zamkow propagował go jako immunostymulant i tonik, odmładzające panaceum, zdolne do przywrócenia młodości, sił umysłowych oraz sprawności fizycznej.
Gazety – nawet i polskie – rozpisywały się o Grawidanie. „ABC: pismo codzienne” w numerze z 10 listopada 1935 roku donosiło, że króliki eksponowane na mocz mają zdrowe i silne potomstwo; stare, wyłysiałe i ślepe myszy z powrotem widzą, przy okazji odzyskując futro; leżące staruszki wracają do codziennej pracy, a poważne zmiany nowotworowe u chorych cofają się, aczkolwiek nie znikają całkowicie.
Sztandar Polski z 31 stycznia 1933 informował o preparacie w dość zgryźliwym, nieco satyrycznym tonie:
W prasie moskiewskiej było wiele krzyku z powodu nowego cudownego środka. „Grawidan” przedłuża życie, odmładza, z brzydkiego robi pięknego. Wynalazek sowieckiego profesora jest prosty: „Grawidan” to uryny ciężarnej kobiety. Dla obecnego bolszewickiego planu gospodarczego jest to rzeczą wysokiej wagi. Pisma sowieckie wyliczają, ile „grawidanu” może wyrabiać Rosja w ciągu najbliższej „piatiletki” (pięciolatki).
Istotnie, kobiecym moczem próbowano leczyć wszystko – od braku potencji, przez malarię (miał być skuteczniejszy niż chinina), zapalenie stawów i uzależnienie od narkotyków, aż po hemoroidy. Do Państwowego Instytutu Biologii Doświadczalnej zaczęły walić tłumy zdesperowanych pacjentów, a zamówienia na Grawidan podobno napływały nawet z Kremla. Sam Zamkow przestrzegał przed nieostrożnym stosowaniem tego środka, gdyż mógł nadmiernie pobudzać organizm, co uważał za szkodliwe przy gruźlicy, epilepsji czy schizofrenii.
Kariera Zamkowa i Grawidanu zgasła całkiem szybko – w 47. urodziny Zamkowa w prasie pojawił się apel pracowników Instytutu, którzy sprzeciwiali się nadmiernemu optymizmowi względem właściwości moczu oraz nadinterpretacji wyników badań. Wynalazcę oskarżano o eksperymenty na ludziach, ignorancję i szarlatanerię. W maju 1930 roku został zwolniony z Instytutu i popadł w niełaskę, aczkolwiek wpływy ochroniły go przed drastycznymi represjami, choć stracił majątek osobisty, a całą rodzinę zesłano do odległego Woroneża. Jednak Zamkow musiał mieć niezłych patronów – a wśród nich wymienia się Maksyma Gorkiego, a być może również wyleczonych ważnych pacjentów, gdyż już po dwóch latach wrócił do pracy naukowej, a terapia Grawidanem do łask. Nawet powołano Państwowy Instytut Terapii Urograwidanowej, a jako dyrektora wyznaczono właśnie Aleksieja Andriejewicza Zamkowa, któremu zlecono wyeliminowanie epidemii malarii na Kaukazie – i to właśnie za pomocą kobiecego moczu. Na terapię grawidanową łożono znaczne środki, gdyż rząd sowiecki liczył na tak potrzebne dewizy i twardą zagraniczną walutę pochodzącą z eksportu tego cudownego medykamentu.
Jednak ponownie – fortuna kołem się toczy – i w 1935 roku Zamkow znów został okrzyknięty szarlatanem, a Instytut Urograwidanowy zamknięto. Okres Wielkiego Terroru, a później wybuch II Wojny Światowej wpłynął na zdrowie Zamkowa – zmarł na zawał serca w Moskwie w 1942 roku. Wprawdzie po cichu nakazano kontynuowanie prac nad Grawidanem, lecz bez jego udziału nie osiągnięto już istotnych pozytywnych wyników terapeutycznych. W końcu 30 grudnia 1964 roku Ministerstwo Zdrowia ZSRR usunęło Grawidan z oficjalnego wykazu środków leczniczych, tłumacząc to brakiem skuteczności lub utratą zaufania środowiska medycznego.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz