Dużą popularnością cieszy się dość brutalny (ale i oddający ówczesną rzeczywistość) serial „Świt Ameryki” (American Primeval) dostępny na platformie Netflix.
Właśnie jestem w połowie serii, gdyż bardzo lubię temat eksploracji Ameryki Północnej, nie zawsze związanej z „Dzikim Zachodem”. I chyba nawet zdajemy sobie sprawy z tego, że efekty kolonizacji miały wpływ także na zielarstwo – nawet nie trzeba daleko szukać: immunostymulująca jeżówka purpurowa, podstawa wielu terapii jesienno-zimowych, pierwotnie była codzienną rośliną leczniczą plemion indiańskich.
Postacie w „Świcie” bywają nietrzeźwe, gdyż skutki konsumpcji alkoholu często były jedyną dostępną rozrywką na bezludnych połaciach kontynentu. Oczywiście trunki bywały przeróżne, ale pragnę zasygnalizować istnienie jednego, niezwykle ciekawego (choć słabego), wprawdzie początkowo europejskiego, ale który zdobył dużą popularność właśnie w czasach kolonizacji Ameryki Północnej: to piwo świerkowe.
Najstarsze wspominki o piwie świerkowym pochodzą z fińskiego eposu narodowego Kalevala o wielowiekowej tradycji ustnej, ale formalnie prymat oddaje się poematowi z czasów panowania Henryka VII (to nie ten co ścinał żony), z samego początku XVI wieku. Napój jest wymieniony w utworze poświęconym pijakowi cierpiącego na tak potwornego kaca, że musiał spisać testament. Kontekst wskazuje, że było importowane z jakiegoś niemieckiego państewka portowego, gdyż użyto zwrotu „Sprossen”, które łączy się z rejonem Prus, więc niewykluczone, iż statek z beczkami piwa wyruszył… z Gdańska. Zresztą późniejsze określenia tego trunku – Danzig spruce – oraz zachowane reklamy i broszury jasno na to wskazują. Najpewniej było to zwykłe piwo chmielowe, ale z dodatkiem świerka albo jodły. Świerki nie rosną naturalnie na Wyspach Brytyjskich, a drewno i surowce świerkowe przywożono właśnie z Prus – angielska nazwa rośliny jest wtórna względem pochodzenia, a być może ma taką piwną genezę. Bez wątpienia był to napój drogi, ekskluzywny, przywożony w niewielkich ilościach, a przez to mało popularny, więc postrzegany częściej jako lek.
Po drugiej stronie świata, francuski korsarz, podróżnik i odkrywca Jacques Cartier poznawał okolice dzisiejszej Kanady. Szczególnie trudne były lata 1535-1536, gdy ostra zima, niedostatek żywności i szkorbut, dziesiątkowały załogi statków. Przyjazne Cartierowi plemię Huronów pokazało jak wyleczyć choroby trapiące jego załogę przy pomocy żywotnika zachodniego (Thuja occidentalis), a zwłaszcza odwarów warzonych z jego kory. Rady poskutkowały, ale dziwnym trafem dość szybko zapomniano o żywotniku, a w celach leczniczych zaczęto eksploatować świerki. W faktoriach, osadach i małych miasteczkach rozpoczęto warzenie leczniczego, antyszkorbutowego piwa na bazie igieł i gałązek świerka, które stało się głównym trunkiem francuskich kolonistów.
Szwedzki botanik Pehr Kalm w połowie XVIII wieku zwrócił uwagę, że lokalni mieszkańcy francuskojęzyczni nie piją żadnego alkoholu poza piwem świerkowym. Zwrócił uwagę, że na terenach kolonii angielskich nie ma zbyt wielu świerków, a w Kanadzie jest ich obfitość, która zachęca do takiej formy eksploatacji. Kalmowi piwo smakowało na tyle, iż postanowił opisać sposób jego warzenia:
Weź 12 galonów wody (55 litrów, gdyż chodzi o tzw. galon angielski) i zagotuj. Dodaj tyle pociętych listków i gałązek świerka ile weźmiesz w dwie dłonie i gotuj przez godzinę. Przecedź, pozostaw do ostygnięcia. Następnie dorzuć drożdży i funt (pół kilograma) cukru, aby brzeczka fermentowała. Jak skończy, można przelać do beczek, ale najlepiej od razu butelkować. Piwo świerkowe jest dobre do długiego przechowywania, ma przyjemny smak i nie kwaśnieje szybko. Wygląda jak zwykłe piwo, przypomina 'ale’ gdy jest nalewane do szkła z butelki. Jest zdrowe i moczopędne. Czasami dodaje się kilka szyszek, co według niektórych poprawia smak. Inni wzbogacają je prażonymi ziarnami pszenicy albo upalonym chlebem.
Piwo świerkowe stało się napojem… wojennym w czasie konfliktu Francuzów z Brytyjczykami, czyli w trakcie tzw. wojny o panowanie w Ameryce Północnej. Brytyjczycy początkowo borykali się ze szkorbutem, gdyż nie byli przyzwyczajeni do „dzikości Kanady”, ale gdy zaczęto zaopatrywać ich oddziały w ten trunek, wiele problemów ze zdrowiem żołnierzy nagle – wręcz od ręki – zniknęło. Sprawą trunku – jako kwestią najważniejszą – zajmowały się najwyższe władze państwowe i militarne Korony.
Do wielce szanownego Lorda Komisarza Admiralicji, pokorny memoriał Thomasa Bridge’a z Bread-Street z Londynu, kupca z zawodu.
Wasz memorialista oraz doktor Henry Taylor z miast Quebec informują o niezwykłych skutkach leczniczych piwa świerkowego wobec żołnierzy i marynarzy, którzy przybywają tutaj wykończeni szkorbutem, a które utrzymuje ich w zdrowiu, co dostrzeżono na Nowej Fundlandii. Biorąc pod uwagę opinię doktora Johna Fothergilla i innych wybitnych autorytetów, wszyscy podzielamy pogląd, że piwo świerkowe ma liczne zalety i w formie dobrze zrobionego trunku, może być najlepszym środkiem zapobiegającym i leczącym szkorbut.
Główny dowódca ekspedycyjnych sił brytyjskich – generał Jeffrey Amherst tak doceniał znaczenie piwa świerkowego dla zdrowia żołnierzy, iż nakazał utworzyć specjalny browar wojskowy przy każdym pułku i zobowiązał do hojnego dodatku melasy. W swoich dziennikach nawet zanotował krótki przepis:
Gotować siedem funtów (3,5 kg) dobrego świerka z 30 galonami wody (135 litrów) do momentu, aż kora zacznie odchodzić. Dodać trzy galony melasy, zrobić piwo.
Historia piwa świerkowego oczywiście jest o wiele dłuższa i nadaje się raczej na długi artykuł w czasopiśmie, niż na wpis na Facebooku. Ale gdy spotkacie w lesie kilka świerkowych gałązek zrzuconych przez wiatr, możecie uwarzyć dobry i zdrowy napój:
5 litrów wody
3 szklanki miodu lub cukru
pociętych młodych pędów świerka „w dwie dłonie”
1 cytryna lub 2 limonki
paczka drożdży do win musujących
+ można dodać kilka plasterków kłącza imbiru, kawałek kory cynamonu, szczyptę gałki muszkatołowej; bardziej wyrafinowaną (i autentyczną) przyprawą będzie kora sasafrasu; miłośnicy goryczy powinni dodać solidną szczyptę chmielu
Do bardzo dużego garnka wlej wodę (butelki nie wyrzucaj), dodaj słodziwo, świerk, plastry cytrusa i przyprawy. Pod przykryciem doprowadź do wrzenia i gotuj kilkanaście minut. Ochłódź do temperatury pokojowej. Przecedź przez czystą ściereczkę z powrotem do butelki i upewnij się, że nie jest wypełniona w całości (niech będzie kilka centymetrów wolnego miejsca). Dodaj 2-3 g drożdży szampańskich, zatkaj korkiem z rurką fermentacyjną. Zostaw na 2-3 tygodnie. Po tym czasie możesz zlać i zabutelkować.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz