Po opublikowaniu wpisu o strofantynie, dostałem kilka zapytań dotyczących Strophanthus Hevert – niemieckiego produktu leczniczego dostępnego w Polsce na różnych portalach sprzedażowych.
Koszt buteleczki (100 ml) to 250 złotych (w Niemczech połowa z tego), więc zanim ktokolwiek zdecyduje się wydać niemałe środki, powinien dowiedzieć się nieco więcej o tym preparacie.
Należy wyjść od tego, iż w Niemczech – tak jak i w Polsce – strofantynę można nabyć bez recepty (OTC), lecz w postaci leku homeopatycznego, co oczywiście wzbudza zrozumiałe kontrowersje. W przypadku niskiej potencji (rozcieńczenia) strofantyna faktycznie może być obecna w opakowaniu śladowych ilościach: o tym za chwilę. Strofantyny na receptę w Polsce nie znajdziemy, gdyż ostatni lek (Strodival) wycofano z obrotu ponad 10 lat temu. W Niemczech czysta strofantyna jest dostępna w charakterze już bardzo rzadkiego składnika recepturowego jako związek „G” w formie hydratu, z ogromnymi obostrzeniami w zakresie przygotowywania i wydawania. W praktyce nie jest stosowana, a o prawo do jej przepisywania i refundowania toczyły się spory sądowe, z tego co wiem – przegrane przez lekarzy i pacjentów.
Zatem poza nieoficjalnymi (i dość podejrzanymi) źródłami, do legalnej dyspozycji pozostają wyłącznie preparaty homeopatyczne, oferujące strofantusa w potencji decymalnej D4. Ale co to znaczy? Wyjaśniam!
W homeopatii – w zależności od szkoły i nurtu – funkcjonują różne metody przeprowadzania i zapisywania rozcieńczenia związku aktywnego. Powszechnie stosuje się potencję centymalną (C), czyli opartą na setkach (1+99), rzadziej wykorzystuje się decymalną (D), związaną z dziesiątkami (1+9). D1 mówi nam o stężeniu wynoszącym 10% (1+9), D2 to 1%, D3 to 0,1%, natomiast D4 to 0,01%. Jedna cząsteczka zawieszona w 9999 innych – i właśnie taką strofantynę znajdziemy w niemieckim preparacie homeopatycznym (Strophanthus D4). Kwestia tego, czy użyto nasion strofantusa, czy też wykorzystano czystą strofantynę – według mnie to pierwsze, na co też wskazuje nazewnictwo (Strophanthus jako surowiec roślinny, a nie Strophanthin czyli wyizolowany związek aktywny).
Ulotka Strophanthus Hevert informuje nas, iż 100 ml preparatu waży 92,6 g. Zatem nietrudno obliczyć, iż wsadu w całej buteleczce jest najwyżej 0,00926 g, a zatem ponad 9 miligramów. Coś wewnątrz jest, lecz bardzo niewiele.
ZAŁÓŻMY, że użyto czystej strofantyny, a nie nasion zawierających co najwyżej kilka procent glikozydów nasercowych. Zgodnie z wytycznymi Farmakopei Polskiej III (1954 r.), najwyższa dawka jednorazowa czystej strofantyny podawana doustnie to 0,001 g czyli 1 miligram, natomiast łączna dawka dobowa nie może przekroczyć 0,01 g – 10 miligramów. To względnie wysokie dozy (w szerszym ujęciu), co wynika z faktu kiepskiej biodostępności po podaniu per os – dawki dożylne z uwagi na naturalnie wyższą efektywność są znacznie niższe, odpowiednio 0,5 miligrama jednorazowo i ledwie 3 miligramy dobowo.
Co to dla nas oznacza? Z uwagi na niską potencję, Strophanthus Hevert faktycznie zawiera w sobie glikozydy, lecz podawane przed producenta schematy terapeutyczne (5 kropli do sześciu razy dziennie) z uwagi na homeopatyczne reguły oczywiście nie będą miały jakiegokolwiek działania. GDYBY do sporządzenia użyto czystej strofantyny, wpływ na mięsień sercowy miałyby znacznie hojniejsze dawki – przekładając to na wytyczne FP III, mówimy o około 1/10 butelki (~10 ml) jako najwyższej dawce jednorazowej i pełnej butelce (~100 ml) jako dawce dobowej. Kompletnie nieopłacalne w przypadku długotrwałej terapii, ale nawet rozsądne w stanach nagłych, doraźnych. Lecz z uwagi na użycie nasion, być może dopiero wypicie całej butelki jednym haustem dałoby jakiś odczuwalny efekt.
Pewnym – i to dużym – problemem związanym ze stosowaniem Strophanthin Hevert są… procenty. Płyn ma 49% etanolu, więc w przypadku hospitalizacji po nieudanej terapii homeopatyczną strofantyną, z pewnością na karcie przyjęcia zostałoby wpisane „pacjent pod wpływem alkoholu”.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz