Obecnie toczy się bardzo żywa i głośna debata o napojach alkoholowych w plastikowych saszetkach.
O ile forma i kolorystyka może budzić niepokój i sprzyja pomyłkom, o tyle dodatkowo wysnuwane postulaty – drastycznego wzrostu cen i ograniczenia dostępności wszelkich alkoholi, budzą pewien niepokój. Białe wino, wódka i spirytus są niezbędnym składnikiem wielu preparatów zielarskich, a wraz ze wzrostem cen, spada możliwość taniego samoleczenia produktami wyrobami własnego wyrobu.
Ktoś mógłby powiedzieć – alkohol to trucizna, trzeba być zawsze przeciw! To za duże słowa. O ile nadmierne, częste i niekontrolowane spożycie jest niebywale groźne w wielu aspektach i sferach, o tyle bardzo umiarkowana konsumpcja wydaje się mieć również efekty pozytywne. Oczywiście nawet w takiej formie występują kwestie negatywne dla zdrowia i psychiki, ale proporcję pomiędzy potencjalnym zyskiem i stratą trzeba rozważyć indywidualnie, a nie en masse.
Kilkukrotnie wykazano, iż umiarkowane spożycie alkoholu obniża ogólne ryzyko zgonu, a największe badania w tym zakresie są prowadzone od 2000 roku na obserwacjach populacji w 15 krajach. Racjonalna i ściśle kontrolowana podaż etanolu może zredukować szansę wystąpienia chorób serca naczyniowych, cukrzycy typu 2. oraz demencji. W niektórych analizach konsumenci „umiarkowani” prezentowali lepszy profil czynników ryzyka niż zupełni abstynenci, nie pijący od maleńkości.
Analiza przeprowadzona przez zespół Li (2019) pozwoliła wskazać, że niewielkie ilości alkoholu są wyjątkowo korzystne u osób utrzymujących zdrową dietę, poprawną masę ciała i jednocześnie niepalących: niższy odsetek zgonów z powodu nowotworów (o 65%) i chorób układu krążenia (o 82%) to dane nad którymi warto się zastanowić. Zaskakują, a wręcz szokują liczby „łatwiejsze do wyobrażenia” – to nawet 12-14 dodatkowych lat życia u osób po 50-tce! Ale protekcyjnie i ochronnie działa tylko bardzo umiarkowane spożycie, codzienne lub regularne – nie da się tego nadrobić w weekendy przy butelce wódki albo jakiejś berberuchy.
Przedstawione korzyści są trudne do szybkiego dostrzeżenia, ale wpływ na nasz układ odpornościowy powinniśmy zauważyć bez trudu. W 1993 roku w czasopiśmie American Journal of Public Health opublikowano wyniki interesującego doświadczenia prowadzonego w latach 1986-1989 w Anglii, na temat wpływu spożycia alkoholu i palenia tytoniu a zapadalności na przeziębienie.
Rzecz jasna już wtedy doskonale znano negatywne skutki ekspozycji na dym papierosowy i alkohol – i wyraźnie je zaznaczono w tekście – ale czy w ogóle istnieją jakieś ich pozytywne strony? Badaniem objęto 154 mężczyzn i 263 kobiety w wieku 18-54 lat. W szpitalu przeszli dokładne badania lekarskie oraz odpowiedzieli na wyczerpujące ankiety dotyczące używek, diety, stresu i osobowości. W trzecim dniu podano im krople do nosa, które wywoływały przeziębienie (rinowirus, RS lub koronawirus), a następnie poddano ich kilkudniowej kwarantannie, a później szczegółowej, niemal miesięcznej obserwacji. W kwestii kwestionariuszy dotyczących alkoholu, szklankę piwa, kieliszek wina lub mały kieliszek mocniejszego alkoholu, potraktowano jako jeden drink.
Co się okazało? Im wyższe spożycie alkoholu, tym mniejsza podatność na wykazywanie klinicznych objawów przeziębienia, ale ta zależność była prawidłowa wyłącznie dla osób niepalących.
- 0 drinków – ~42% zapadalność na przeziębienie
- 1 drink – ~38% zapadalność
- 2 drinki – ~30% zapadalność
- >2 drinki – ~12% zapadalność
Osoby palące odnosiły niewielkie, kilkuprocentowe korzyści do poziomu dwóch drinków dziennie (przy czym zawsze miały wyższy odsetek zachorowań na przeziębienie), a następnie trend się odmieniał i ponownie niepożądane wartości rosły.
Dlatego o ile nieumiarkowanie w piciu alkoholu należy ganić, zwalczać, edukować i leczyć, o tyle kieliszek smacznej nalewki albo kuśtyczek wina nie jest – w mojej opinii – niczym złym, ani wielce niezdrowym, przy zachowaniu podstawowych zasad poprawnego stylu życia. Choć będę większym zwolennikiem alkoholi domowych albo dobrego ginu na ziołach, niżby tubek z cokolwiek chemicznym likierem – ciężko wypić roztwór barwników i aromatów „na zdrowie”
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz