Wszyscy zajadamy naleśniki, ale od jak dawna?
Nie jest wcale łatwo odpowiedzieć, gdyż najpierw musimy przyjąć jakąś definicję dla tego placka. Ze współczesnego punktu widzenia będzie to smażone płaskie ciasto na mące, mleku i jajkach, ale w czasach starożytnych wykorzystywano jedynie mąkę i wodę, a zatem było bliższe niedrożdżowym (niekwaszonym) odmianom chleba.
Z pewnością smażeniem przodków naleśników zajmowali się żydowscy kapłani – Lewici – o czym zaświadcza Księga Kronik, ostatecznie zredagowana w IV/III wieku p.n.e., a przecież bazująca na bardzo starych, rygorystycznie pielęgnowanych tradycjach.
Troszczyli się oni zarówno o chleby pokładne [ofiarne], o najczystszą mąkę na ofiarę z pokarmów, o przaśne podpłomyki, jak i oto, co było pieczone na blachach i co było smażone, i o wszystko, co było ważone i mierzone.
Lewici nie smażyli dla siebie: nie były one przeznaczone bezpośrednio do konsumpcji, a jako ofiara dla Boga, a zatem pra-naleśniki leżały w formie stosów w świątyni. Jeżeli przyjmiemy, że traktowano je tak jak chleby pokładne, to można było je spożyć, ale dopiero po tygodniu, a to przecież żadna przyjemność.
Z kolei starożytni Grecy mieli tagenitai (tak mówiono w Atenach) albo tegenitai (w azjatyckiej części Hellady), które również były smażoną mieszanką mączno-wodną. W ogóle samo sformułowanie „tagenon/teganon” oznacza patelnię, zatem należałoby je tłumaczyć jako patelniaki.
Pod względem pierwszeństwa, greckie patelniaki mogłyby się bić z żydowskimi, gdyż wspomniał o nich Hipponaks, poeta z VI wieku p.n.e., opisując życie codzienne w Atenach:
[…] w wilgotny poranek unosi się mgła z ciepłych patelniaków […]
Hipponaks wspomniał, iż jadano je na słodko, polane miodem i posypane sezamem, a sprzedawano je na obwoźnych kramach, jakich było wiele w całym mieście. To był pospolity widok świata starożytnego. Kilka wieków później filozof Seneka – który rzadko bywał zadowolony – narzekał, że ze swojego okna widział sprzedawców naleśników i kiełbas, nawołujących głośno i do tego z paskudnym akcentem.
Wracając do patelniaków-naleśników: Atenajos z Naukratis (II/III w. n.e.), grecki retor i autor Depinosophistae, czyli „Uczty mędrców” zapisał, iż jadano je na słodko, co chyba było przyjętym standardem:
Czyś już widział gorące naleśniki, które, gdy na nie miodu lejesz, skwierczą z wielkim sykiem?
Słynny osobisty lekarz trzech rzymskich cesarzy – Galen (II/III w. n.e.) – pozostawił bardzo interesujący rozdział poświęcony temu daniu.
Nadszedł czas aby powiedzieć o innych słodkich rzeczach, które wyrabia się z białej mąki. To co Ateńczycy nazywają tagenitai, azjatyccy Grecy nazywają tegenitai, przygotowuje się na oliwie. Olej umieszcza się na patelni, na ogniu który nie dymi, a gdy się rozgrzeje, wlewa się mąkę namoczoną w dużej ilości wody. Kiedy smaży się na tłuszczu, szybko ścina się i gęstnieje, przypominając ser krzepnący w koszyczku. W tym momencie smażący musi obrócić go – górę dać na spód, a spód do góry; tak dwa albo trzy razy, aż do skutku, kiedy będzie się wydawało, że wszystko się równo wysmażyło.
Oczywistym jest, że ma gęsty sok, wstrzymuje prace żołądka i pozwala rodzić się niekorzystnym humorom, dlatego niektórzy jedzą je z miodem, a inni z kolei posypują solą morską. To jest rodzaj płaskiego placka, takiego jaki wieśniacy i bardzo ubodzy mieszkańcy miast robią, jakich wiele można tam znaleźć. Te przaśne słodycze piecze się w kribanosie (ceramiczny garnek do pieczenia) i od razu wyjmuje, wkładając do gorącego miodu tak, aby nim przeszły
Przepis na greckie patelniaki wcale nie jest specjalnie skomplikowany, choć trzeba pilnować temperatury, aby zanadto nie przypalić ciasta. 100 g mąki pszennej rozrabia się (dobrze jest lekko napowietrzyć) z 220 ml ciepłej wody, dodając łyżkę miodu, po czym odstawia na kilkanaście minut. 2-3 łyżki oliwy podgrzewa się na patelni i wylewa ćwierć porcji ciasta, smażąc do ścięcia – wówczas placek obraca się, dążąc do równomiernego zbrązowienia. Gotowy patelniak smaruje się miodem i posypuje uprażonym sezamem, po czym zawija w rulon.
Zapewne takie tagenitai kupowała poranna zmiana robotników spieszących budować kolejne świątynie, które możemy podziwiać w Atenach…
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz