Ten wpis do Manuału Zielarskiego poświęcam wyjątkowo interesującej roślinie, a właściwie krzewowi, który ze względu na swoje odurzające właściwości jest obiektem zainteresowania nie tylko świata nauki
To obiekt pożądania wielu organizacji przestępczych, a w konsekwencji także i służb państwowych oraz międzynarodowych. Oczywiście mowa o krasnodrzewie pospolitym (Erythroxylum coca), który dostarcza „zakazanych” liści koki. Właśnie… czy aby zawsze „zakazanych”?
Choć na ogół słyszymy o dobrze zorganizowanej produkcji, przemycie oraz handlu kokainą, czyli wyizolowanym alkaloidzie o silnym działaniu pobudzającym i (niestety) uzależniającym, to jednak nader rzadko mówi się o legalnych uprawach krasnodrzewu, które wcale nie są niczym niezwykłym w regionie Andów. W Kolumbii – która w swoim czasie zaspokajała aż 80% światowej podaży kokainy – wprawdzie prowadzi się szeroko zakrojone programy niszczenia upraw krzewów za pomocą oprysków lotniczych, jednakże same liście są uznawane za chronione dobro kulturowe, zwłaszcza na obszarach zamieszkałych przez tradycyjne rdzenne społeczności, które od tysięcy lat wykorzystują jej liście do różnych celów.
W Peru – drugim co do wielkości producencie liści – legalne nasadzenia zajmują obszar około 22 tysięcy hektarów, zaś aż 1/4 dorosłej populacji w jakiś sposób (głównie żując) wykorzystuje kokę. Ba! W przeciwieństwo do Kolumbii, administracja peruwiańska zdecydowała się na pewną legalizację upraw krasnodrzewu – część zbiorów skupuje Empresa Nacional de la Coca (ENACO), będące przedsiębiorstwem państwowym założonym w 1949 roku, zajmującym się obrotem liśćmi koki oraz uzyskanymi z nich surowcami wtórnymi, na przykład surowej kokainie służącej do uzyskania farmaceutycznego chlorowodorku kokainy. Oczywiście krajowy system nie może konkurować z atrakcyjnymi benefitami czarnego rynku. ENACO kupuje ledwie kilkaset ton liści rocznie, podczas gdy szacunki wskazują, iż w Peru każdego roku zbiera się nawet ćwierć miliona ton liści, przeznaczonych na użytek lokalnych społeczności oraz do wiadomych celów. Niemniej istnieje zupełnie legalna droga uzyskania liści koki wprost od rolnika, właśnie za pośrednictwem ENACO. Ba! Można je nawet kupić od ENACO poza Peru, lecz wtedy mowa o materiale dekokainizowanym, czyli chemicznie pozbawionym frakcji alkaloidowej. Takie liście wykorzystuje się jako aromat do napojów i słodyczy – są uznawane za legalne nawet w Stanach Zjednoczonych i mają status dodatku powszechnie uznawanego za bezpieczny w żywności (GRAS). Ale czy wciąż są obecne w „Coca-Coli”?
ENACO nie wypowiada się publicznie o historii współpracy z The Coca-Cola Company, jednakże powszechnie wiadomo, iż swego czasu każdego roku do USA wysyłało partię liści, które służyły do uzyskania ekstraktu będącego częścią kompozycji smakowej. Obecnie wiadomo, iż producent napojów zaopatruje się w specjalnie przygotowany wyciąg w firmie Stepan Company, zajmującej się przetwórstwem liści koki kupionej od ENACO, lecz szczegóły tej współpracy są owiane tajemnicą handlową. Stepan Company jest jedynym przedsiębiorstwem na terenie USA, które ma licencję DEA (Drug Enforcement Administration) i tym samym może legalnie funkcjonować w tym sektorze na rynku międzynarodowym.
23 kwietnia 1985 roku The Coca-Cola Company zaprezentowało światu „New Coke” – napój o zupełnie nowej recepturze, ale nie przypadł klientom do gustu i względnie szybko zniknął ze sklepowych półek. Jedną z kluczowych zmian w „New Coke” było… usunięcie z formuły aromatu z dekokainizowanych liści koki. W klasycznej „Coca-Coli” ten składnik funkcjonował (i wciąż funkcjonuje), co nie podobało się republikańskiej administracji Ronalda Reagana, która za punkt honoru postawiła walkę z południowoamerykańskimi kartelami narkotykowymi. „New Coke” miała niejako usankcjonować i wypromować działania rządu, ale tego posmaku… nie mogła zastąpić żadna ustawa.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz