Co kraj to obyczaj, dlatego zdecydowanie warto podróżować – chociażby tylko palcem po mapie.
Na przykład ludzie w Australii nie tylko chodzą do góry nogami (dziwne, prawda?), ale także mają zupełnie inne zioła i leki niż u nas w Europie! Wcześniej opisywałem pierwszy preparat z dalekich antypodów – Friar’s Balsam (balsam mnisi), czyli nalewkę na bazie alony, żywicy storaksowej oraz żywicy benzoesowej sumatrzańskiej, którą Aussies chętnie wykorzystują do inhalacji, odkażania oraz ochrony drobniejszych ran. W tym wpisie do „Katalogu Leków Ciekawych” przedstawię zupełny inny medykament, który jednak jest warty naszego zainteresowania, a to ze względu na całkiem niecodzienną formułę.
Senega & Ammonia Mixture (Mist. Seneg. et Ammon.) jest jedną z australijskich receptur oficjalnych – płyn jest wytwarzany przez wielu producentów, w tym przez firmę Gold Cross pod nazwą Chesty Cough. Zanim przedstawię bliżej formułę, najpierw omówię zastosowanie: tak będzie zdecydowanie łatwiej.
To lek doustny o działaniu wykrztuśnym, ułatwiającym oddychanie oraz zmniejszającym nasilenie i częstotliwość napadów kaszlu. Stosuje się go przy objawowej terapii rozmaitych infekcji wirusowych – przy przeziębieniu, grypie, zapaleniu zatok i innych pokrewnych, a zarazem powszechnych zakażeniach dróg oddechowych. Opakowanie spore, bo i dawki niemałe – dla dorosłych to 10-20 ml co cztery godziny. Co ciekawe, środek można podawać dzieciom już od 2. roku życia (2,5 ml co 4 godziny), a u niemowląt za odpowiednim wskazaniem wykwalifikowanego pracownika medycznego.
Chesty Cough to mikstura, gdyż łączy w sobie przetwory i półprodukty o zróżnicowanej konsystencji, gęstości czy lepkości. Zgodnie z formułą z australijskiego receptarza, składa się z:
- wodorowęglanu amonu – 2,5 g
- złożonej nalewki kamforowej – 10 ml
- płynnego ekstraktu lukrecjowego – 5 ml
- stężonego naparu krzyżownicowego – 5 ml
- złożonego roztworu hydroksybenzoesanu – 1 ml
- zagotowanej i przestudzonej wody oczyszczonej – do 100 ml
Jeżeli chodzi o krzyżownicę, to powinniśmy ją rozumieć jako korzenie krzyżownicy wirginijskiej (Polygala senega; Senega officinalis), która w Europie nie występuje, za to jest rodzima dla Ameryki Północnej. Mamy wprawdzie w naszej krajowej florze kilka innych krzyżownic (m.in. zwyczajną, gorzką czy czubatą), które są dość słabo poznane leczniczo, aczkolwiek uważa się, że wykazują zbieżne działanie, w szczególności krzyżownica gorzka (Polygala amara). Surowiec jest opisywany przez Farmakopeę Europejską (Radix Polygalae), ale nie jest standaryzowany na określone grupy lub substancje czynne. Bez wątpienia należy do grona ziół saponinowych, których może być nawet do 10%, z dominującą seneginą. Mniejsze znaczenie mają śluzy, oligosacharydy (teniufoliozy), kwasy fenolowe, salicylan metylu i pochodne ksantonowe. Już rdzenni Amerykanie wykorzystywali części podziemne leczniczo – Czirokezi łagodzili nimi infekcje, Kri żuli przy bólu gardła, a Czipewejowie zaleczali rany. W Europie senega cieszyła się dużą popularnością: na przykład znajdziemy ją w Farmakopei Polskiej II z 1937 roku, ale wraz z wybuchem II wojny światowej straciła znaczenie na rzecz łatwiej dostępnych ziół, głównie pierwiosnka, mydlnicy i bluszczu. Jej profil farmakologiczny nie różni się od nich – przez podrażnienie błon śluzowych układu pokarmowego w wyniku kontaktu z saponinami, na drodze odruchu żołądkowo-płucnego następuje wzrost sekrecji wydzieliny oskrzelowej przy jednoczesnym zmniejszeniu jej lepkości. Nihil novi.
Saponiny krzyżownicy wprawdzie rozpuszczają się w wodzie, ale dosyć miernie, gdyż preferują roztwory zasadowe, dlatego potrzebują jakiegoś dodatku alkalicznego. Z tego względu przetwory powinny mieć udział jakiegoś wodorowęglanu lub wodorotlenku. Tu zastosowano nieco inne rozwiązanie: użyto bardzo mocnego i skoncentrowanego naparu, a substancję zasadową – wodorowęglan amonu – dodano osobno. Sole amonowe również działają wykrztuśnie i to na podobnej zasadzie (podrażnienie żołądka, niekiedy prowadzące do wymiotów) – jeżeli przypomnimy sobie formułę Kropli Króla Danii (Elixir pectorale regis Daniae), wcale nie tak dalece odbiegające – pomimo antyczności – od składu Chesty Cough, to znajdziemy tam hojny dodatek wody amoniakalnej. Nie inny charakter ma lukrecja, użyta tutaj nie jako słodziwo, a kolejny element wykrztuśny, rozrzedzający zalegającą wydzielinę i przeciwzapalny.
Polscy farmaceuci zapewne przeżegnaliby się, gdyby zobaczyli kamforę w preparacie doustnym, gdyż tłumaczy się pacjentom, że jest ona toksyczna dla ośrodkowego układu nerwowego. Najwyraźniej jest to wiedza obca w Australii, albo – co bardziej prawdopodobne – u nas zasiewa się panikę z byle powodu. Złożona nalewka kamforowa to mieszanina 0,3 g kamfory, 0,5 g kwasu benzoesowego, 0,3 ml olejku anyżowego w 100 ml 60% etanolu. Niezbyt silna to rzecz, ale nasyca drogi oddechowe odkażającą kamforą i ułatwia oddychanie.
Lek ten można odtworzyć samemu, choć – paradoksalnie – największym problemem będzie zaopatrzenie się w ekstrakt lukrecjowy, którego w formie płynnej w rozsądnej cenie nabyć nie można. Zamieniłbym go na nalewkę, albo ostatecznie na gotowy eliksir z lukrecji produkowany przez KZZ Herbapol, choć wsadu w nim niewiele, a ponadto to suplement diety. Cóż, jeżeli nie ma się tego, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz