ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Krótko o paprotce

Okres przedwiośnia jest jeszcze bardzo ubogi we wzrastającą roślinność, dlatego jakiekolwiek większe zielone akcenty przykuwają naszą uwagę.

Tak było dzisiaj, gdy wybrałem się na poranny dłuższy spacer – duża i jaskrawa plama przy samej ścieżce szybko zwróciła na siebie mój wzrok. Charakterystyczny kształt zimozielonego liścia nie budzi wątpliwości co do identyfikacji – to paprotka zwyczajna (Polypodium vulgare). W naszej florze za wiele paprotek nie znajdziemy – na Pogórzu Kaczawskim występuje paprotka przejściowa (Polypodium interjectum), a w kilku rejonach Polski także paprotka mieszańcowa (Polypodium mantoniae), więc o rażące pomyłki trudno.

Paprotka zwyczajna w czasach PRL była objęta ochroną częściową, a do 2014 roku nawet ochroną ścisłą, co było naturalną konsekwencją wręcz nieumiarkowanej eksploatacji, głównie na cele lecznicze i użytkowe, mniej na przeznaczenie ozdobne. Roślina wytwarza grube i długie kłącza (mające nawet pół metra długości!), które dawniej były przedmiotem wielkiego pożądania z racji nietypowego, bo słodkiego smaku. Co ciekawe, pierwsze większe analizy nad ich fitochemią przeprowadził Polak – F.E. Nowak, a wyniki swoich prac przedstawił na XII Zjeździe Lekarzy i Przyrodników Polskich w 1925 roku. Badacz wyjaśniał, iż wprawdzie nie jest to roślina wykorzystywana w medycynie (i tu minął się z prawdą), to jednak czuł się sfrustrowany brakiem wiarygodnych i bezspornych wyjaśnień, dlaczego paprotka jest słodka. Wprawdzie znalazł w literaturze francuskiej informację, że według Guigneta (1885 rok) może być tam glicyryzyna i inne substancje słodkie, lecz bez istotnych szczegółów. Nowak z przygotowanego przez siebie ekstraktu wyodrębnił związek, który uznał za glicyryzynę, z szacowaną zawartością na poziomie około 2%, a więc kilkukrotnie mniejszym niż w korzeniach lukrecji, co jednak jest ilością zupełnie wystarczającą dla uzyskania wrażenia słodyczy. Nowak wykrył także glukozę (1,4%) i sacharozę (2,5%), dodatkowo potęgujące przyjemny smak kłączy.

Lecz nowsze prace wskazują, że Nowak… pomylił się: glicyryzyny albo kwasu glicyryzynowego w paprotce nie ma. W 1967 roku opisano, a w 1971 roku zidentyfikowano w częściach podziemnych paprotki nową saponinę steroidową o nazwie osladyna, wyróżniającą się bardzo słodkim smakiem, ocenianym jako 500-krotnie intensywniejszy niż sacharoza. Osladyna nie jest używana jako słodziwo, gdyż kiepsko rozpuszcza się w wodzie, a ponadto wykazuje pewne właściwości toksyczne. W innej paproci – Polypodium glycyrrhiza (paprotka lukrecjowa) – znaleziono bardzo podobną cząsteczkę (różnica w jednym podwójnym wiązaniu) – polipodozyd A, aż 600-krotnie słodszy od sacharozy.

Profesor Muszyński opisywał kłącza paprotki jako działające moczopędnie i lekko rozwalniająco, skuteczne głównie w przewlekłych i źle leczonych chorobach nerek. Henri Leclerc widział w niej raczej lek żółciopędny, odpowiedni przy żółtaczce oraz zaburzeniach wątroby. Sztromajer wskazywał, że na wsiach jest chętnie stosowana przy przedłużających się „katarach” dróg oddechowych. Jan Biegański opisywał, że paprotka nie tylko jest wspaniałym lekarstwem gdy „odchodzi uryna z materią”, ale także ma mieć właściwości czerwiogubne, truć glisty ludzkie oraz wszelkie inne pasożyty. Europejska Agencja Leków już w 2008 roku przygotowała monografię kłącza paprotki (Rhizoma Polypodii), gdzie zarysowano dwa główne profile działania – jako środek wykrztuśny przy infekcjach dróg oddechowych (napar, 4-5 g/3-4 x dziennie) oraz przeczyszczający w krótkotrwałych zaparciach (napar, dobowo do 30 g). Ten drugi efekt ma być zasługą działania glikozydu o nazwie polidina (0,5% w kłączach), o którym bardzo niewiele wiemy.

Niewątpliwie w swoim czasie paprotka była dość ważną rośliną dla ludu, za czym jednak przemawiał raczej słodki smak, niżby walory lecznicze. Ukuto nawet „podanie o paproci” wyjaśniające ten stan rzeczy. Otóż gdy Święta Rodzina uciekała przed Herodem, często cierpiała głód i chłód. Gdy Dzieciątko zaczęło płakać, a Maryja i Józef nie mieli czym go nakarmić, wyrwali w lesie paprotkę z korzonkami i dali je mu do jedzenia. Jezus paprotkę zjadł i ją pobłogosławił – od tej pory nie ma ona w sobie goryczy i może służyć za pokarm człowiekowi głodnemu. Z kolei w krajach skandynawskich uważa się, że paprotka po raz pierwszy wyrosła tam, gdzie skapnęło mleko z piersi Matki Boskiej, dlatego w Norwegii i Danii nazywa się ją „paprocią Maryi” (Mariebregne).

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *