Nie ma piękniejszej tradycji niż Tłusty Czwartek, albowiem to prawdziwe święto nadziei.
Wyjadamy zimowe zapasy pod postacią słodkich wypieków licząc na to, że uboga zima prędko odejdzie precz, a nadejdą bogata wiosna i obfite lato. Zgodnie z zasadami przemijania pór roku tak właśnie musi się stać, ale nie rezygnujmy z pączka w tym dniu – na wszelki wypadek!
Zwyczaj intensywnego świętowania ostatniego tygodnia karnawału jest niewątpliwie bardzo stary i korzeniami sięga czasów przedchrześcijańskich, gdy uroczyście (i z wielką ulgą) żegnano zimę i celebrowano zbliżającą się wiosnę. Sama nazwa Tłusty Czwartek wyodrębniła się gdzieś w drugiej połowie XVIII wieku, być może z włoskiej inspiracji (obchody tożsamego dnia giovedi grasso) – w polskiej prasie międzyrozbiorowej używano tego zwrotu przy niektórych zdarzeniach jako już dobrze znanej wszystkim nazwy określonego dnia w roku.
Oczywiście nieodzownym symbolem Tłustego Czwartku są pączki, a media prześcigają się w reportażach z cukierni i piekarni oraz w wyliczaniu ile sztuk zjadł każdy statystyczny obywatel. Takie rachunki – choć bardziej lokalne – prowadzono już 200 lat temu, a znajdziemy je w Kurierze Warszawskim z lutego 1823.
[4 lutego 1823 r.]
PĄCZKI. Jak Babki na Wielkanoc, Strucle na Boże Narodzenie, tak Pączki w Tłusty Czwartek w każdym Domu w Warszawie muszą być na stole. Majętni biorą je od Cukierników, lub każą smażyć swoim Kucharzom, wiele Gospodyń znajduje przyjemność gdy częstują Przyjaciół Pączkami które same rozczyniały i smażyły. Nawet ubodzy mieszkańcy stolicy, choć bez konfitur, starają się mieć w tłusty Czwartek jaki taki Pączek.
[8 lutego 1823 r.]
Pielgrzym Pączkowy dopełnił przyrzeczenia i obszedł wszystkie miejsca w Warszawie w których przedają się Pączki, u niektórych Pasztetników znalazł dokładną kontrolę, niektórzy zaś nie wiedzieli z pewnością ile sprzedali , po ścisłym jednak obrachowaniu wypada summa w Tłusty Czwartek sprzedanych pączków 31 tysięcy: szczególniej u Lursa 4334, u Miniego na rogu ulicy Freta 2810, u Kastelmura w Starem mieście 1200, u Ferraro 2025. Nie należą do tej liczby Pączki smażone w prywatnych domach. W tym Roku najdroższy Pączek po groszy 6, najtańszy po groszy 4.
A czy ówczesne pączki były podobne do współczesnych? Z pewnością wyrabiano je odmiennie – podstawą wciąż było ciasto drożdżowe, ale dodatkowo napowietrzano je pianą pochodzącą z ubitych białek. Nie dodawano alkoholu ani octu w celu nadania im lekkości (chłoną mniej tłuszczu, a przy spirytusie pozostaje cokolwiek kukułkowy posmak), zużywano masę jaj, a samo nadzienie było dość dowolne: praktycznie nie spotykano pączków różanych, za to częste były powidła śliwkowe, korzenne lub marmolady z poziomek, wiśni albo malin. Również ich kształt nieco się różnił – zamiast bułeczek, przypominały mniej foremne kwadraty.
Daj w rondel 250 g masła, mieszając wbij w to 12 żółtek, aż dobrze utrzesz. Dodaj szklankę letniego mleka, pół szklanki dobrych drożdży, mąki ile zabierze, soli, i miś abyś miał ciasto nie za bardzo gęste. Wtedy daj w to filiżankę cukru, pianę z 6 białek i znów dobrze wymiś. Na koniec nakryj i postaw w cieple – niech rusza. A gdy już dobrze w górę podeszło, wyłóż na stolnicę, przerób, rozwałkuj i tnij na trzycalowe pasy, które nakładaj konfiturą, nałóż z wierzchy drugim paskiem, wycinaj i kładź nie gęsto jeden przy drugim na sito serwetą przykryte. Nakryj drugą serwetą z wierzchu i postaw aby się ruszyło. Tymczasem rozpal w rondlu smalcu albo masła klarowanego, i gdy już pączki dobrze ruszyły, smaż je na rumiano na obie strony; potem wybieraj, posyp cukrem z cynamonem i postaw w cieple.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz