ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Przebiśniegi w fitoterapii

Zawsze z wyczekiwałem pierwszych kwitnących przebiśniegów. To prawdziwe zwiastuny wiosny; oznaka nadchodzących cieplejszych dni i krótszych nocy.

Małe, początkowo dość niepozorne roślinki, z trudem wychylają się spod warstwy śniegu, ukazując soczystą zieleń liści, dekoracyjnie kwitną, po czym… szybko zapominamy o nich przez falę nowego, bujnie rozwijającego się życia. Doceniamy je tylko przez krótki czas, dopóki nie pojawi się coś atrakcyjniejszego, bliższego naszym wyobrażeniom o wiośnie. Myślę, że zwracalibyśmy swoją uwagę na przebiśniegi znacznie dłużej, gdybyśmy tylko wiedzieli, jak cenne związki się w nich kryją…

Do rodzaju śnieżyczka (Galanthus) z rodziny amarylkowatych (Amaryllidaceae) należy kilkanaście gatunków, ale jedynym rodzimym dla flory Polski jest – doskonale znana – śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalus). Inne gatunki zostały sprowadzone jako rośliny ozdobne, upiększające wczesnowiosenne ogrody: śnieżyczka fałdowana (G. plicatus) oraz śnieżyczka kaukaska (G. caucasiacus). Śnieżyczka przebiśnieg nie występuje naturalnie w całej Europie: zachodnią granicą są Pireneje od strony francuskiej; północną – Przesmyk Suwalski; wschodnią – niewykluczone, iż pasmo gór Ural, natomiast południową – Półwysep Apeniński oraz Bałkański. Wprawdzie nadzwyczaj liczne okazy znajdziemy w Wielkiej Brytanii, w Skandynawii i w krajach bałtyckich, ale zostały one tam przywiezione, nierzadko „uciekając” z ogrodów i rabat do lasów liściastych oraz na miedze i pola. To roślina charakterystyczna dla dawnych zabudowań „poniemieckich” (właściwie wskaźnikowa), gdyż bardzo długo pozostaje na swoim miejscu – nie wyradza się, jak liczne gatunki ozdobne.

Bardzo trudno opisać historię kulturową przebiśniegów na ziemiach polskich – sadzono je wyłącznie w celach ozdobnych, traktując jako ciekawostkę i zapowiedź zbliżającej się wiosny. Nieco więcej – choć nie za wiele – dowiemy się, analizując źródła brytyjskie. Przebiśniegi miały być roślinami związanymi z dziewictwem oraz czystością duchową – podobno dlatego sadzono je przy budynkach klasztornych. W angielskich kościołach – zwłaszcza przed rozłamem z XVI wieku – ustrajano ołtarze przebiśniegami w dniu Ofiarowania Pańskiego, czyli 2 lutego. Jednak pomimo religijnie pozytywnego umocowania, niektórzy angielscy chłopi przestrzegali przez zrywaniem kwiatów do domu, gdyż ich wygląd miał przypominać martwe ciało okryte całunem, co mogłoby mieć zły wpływ na środowisko domowe.

Kwerenda historyczna wskazuje, iż bardzo rzadko pozyskiwano części nadziemne lub podziemne przebiśniegów w celach leczniczych. Pewną – i wedle mojej wiedzy jedyną – wskazówkę przynosi praca Ignacego Rafała Czerwiakowskiego „Opisanie Roślin Jednolistniowych” z 1852 roku. Roślina figuruje pod nazwą gładysz, kwiat mleczny lub śnieżyca (Czerwiakowski zaznacza niewłaściwość ostatniej nazwy) i miała być wykorzystywana w przeszłości jako środek nudzący i wywołujący wymioty, natomiast zewnętrznie jako surowiec rozpędzający, czyli przeciwzapalny. Postrzeganie przebiśniegów gwałtownie zmieniło się dopiero w latach 50. XX wieku, a to za sprawą innego gatunku z rodzaju śnieżyczka – Galanthus woronowii, porastającego podnóża Kaukazu.

Para radzieckich farmakologów – Maszkowski i Kruglikowa-Lwowa – w 1951 roku opublikowała pracę dotyczącą cennych właściwości farmakologicznych nowo odkrytego związku, który nazwano galantaminą, albowiem wyizolowano go z cebulek Galanthus woronowii. Substancja ta działała antagonistycznie na toksyczną kurarę, która blokowała zwierzęce mięśnie gładkie. Rok później (w 1952 roku) Proskurnina i Jakowlewa ustaliły strukturę galantaminy, określając związek jako trzeciorzędowy alkaloid. W 1957 roku dzięki pracom Bubewy-Iwanowej udało się po raz pierwszy wyizolować tę substancję z liści śnieżyczki przebiśnieg. W tym czasie pojawiły się również prace informujące, iż galantamina jest obecna również u innych przedstawicieli z rodziny Amaryllidaceae: w rodzajach narcyz (Narcissus) i śnieżyca (Leucojum).

Badania nad galantaminą przebiegały nadzwyczaj prężnie – i co dla nas może być szokujące – bez wyczerpujących testów klinicznych, czy troski o efekty odłożone w czasie. Już w 1958 roku bułgarska firma farmaceutyczna Sopharma wprowadziła do obrotu Nivalin, czyli bromowodorek galantaminy (Galantamini hydrobromidum) w formie iniekcji, który jest produkowany do dzisiaj. Początkowo lek był przeznaczony do celów anestezjologicznych – odwracał działanie niedepolaryzujących środków zwiotczających (kuraryn), czyli środków powodujących relaksację mięśni. Wspominana wcześniej kurara (właściwie związki wchodzące w jej skład) „zabiera” miejsce na receptorze neuroprzekaźnikowi – acetylocholinie (AChE) – przez co nie może ona spełnić swojej roli jako kluczowego elementu przewodnictwa nerwowo-mięśniowego. Galantamina jest w tym wypadku wybiórczym, odwracalnym inhibitorem acetylocholinoesterazy, czyli enzymu rozkładającego acetylocholinę. Krótkotrwała blokada enzymu niszczącego neuroprzekaźnik powoduje wzrost jego stężenia, zatem kompetencyjnie (ilościowo) przełamuje działanie kuraryn (dekuraryzacja) – są one wypierane z receptora przez acetylocholinę, co powoduje odblokowanie przewodnictwa nerwowo-mięśniowego, a przez to skurcz mięśnia. Galantamina nie jest najsilniejszą substancją tego rodzaju – działa znacznie słabiej w porównaniu z distygminą i neostygminą, nie ma również takiego wpływu na receptory muskarynowe, ale za to charakteryzuje się niższą potencjalną kardiotoksyczność oraz wyższym indeksem terapeutycznym; efekty pojawiają się później, lecz utrzymują się dłużej.

Z upływem lat bromowodorek galantaminy doczekał się nowych wskazań terapeutycznych, które wciąż są „w mocy” medycznej. Iniekcje z soli alkaloidu stosuje się w terapii niedowładu pooperacyjnego przewodu pokarmowego, zaburzeniach czynnościowych pęcherza moczowego oraz w niektórych schorzeniach neurologicznych. Szczególnie chętnie wykorzystywano Nivalin w łagodzeniu efektów polio, czyli choroby Heinego-Medina, jeżeli rozwinęła się ona do postaci porażennej (paraliż częściowy lub całkowity) lub gdy wystąpił zespół poporażenny – zasady łagodzenia porażenia są identyczne, jak odwracania efektów kuraryn i opierają się na blokadzie acetylocholinoesterazy.

Druga młodość galantaminy rozpoczęła się w latach 80. XX wieku, gdy zaczęto uważniej przyglądać się jej możliwościom przekraczania bariery krew-mózg oraz wpływowi na gospodarkę neuroprzekaźnikami, zwłaszcza acetylocholiną. Alkaloid zaczął rysować się jako nader perspektywiczna substancja w łagodzeniu postępów choroby Alzheimera, gdzie obserwuje się bardzo poważne zmniejszenie syntezy acetylocholiny oraz osłabienie działania układu cholinergicznego. W tym celu Sopharma od 1984 roku zaczęła produkować Nivalin w formie tabletek, które znacznie lepiej odpowiadały potrzebom terapii osób starszych. Obecnie wiemy, iż galantamina i inne inhibitory acetylocholinoesterazy przynoszą pewną poprawę, ale nie jest ona znacząca – postęp choroby zostaje najwyżej nieznacznie spowolniony. Lepsze efekty obserwuje się w codziennym funkcjonowaniu pacjenta: długotrwałe leczenie galantaminą poprawia funkcje poznawcze (u osób posiadających deficyty), ułatwia wykonywanie prostych czynności i zmniejsza częstotliwość pojawiania się zaburzeń zachowania.

Synteza galantaminy jest niełatwa i nieekonomiczna, dlatego rośliny zawierające ten alkaloid wciąż są uprawiane i przetwarzane na cele farmaceutyczne. Duże oczekiwania pokładano w biotechnologicznych metodach hodowli wyizolowanych linii komórkowych, ale pomimo wielu prób, efektywność nie była zadowalająca, a ponadto zdolność komórek do produkcji tego związku zanikała wraz z upływem czasu.

Pierwszym poważnym źródłem galantaminy zostały cebule Galanthus woronowii (Bulbus Galanthi woronowii), które były łatwo dostępne w Związku Radzieckim – to właśnie na ekstraktach i izolatach z tego surowca prowadzono badania nad właściwościami farmakologicznymi alkaloidu. Początkowo także i Bułgarzy korzystali z tego gatunku, ale cebule okazały się niewygodne pod względem technologii przerobu (zbyt małe), a zawartość galantaminy nazbyt zmienna. W pewnym momencie rozważano wykorzystanie śnieżyczki przebiśnieg, ale wycofano się z tego pomysłu. Mając na uwadze zebrane doświadczenia i nową wiedzę farmakognostyczną, Sopharma zadecydowała o założeniu plantacji śnieżycy letniej – Leucojum aestivum. Aby pozyskać substancję czynną, wystarczy przetworzyć ziele (Herba Leucoji aestivi), co nie nastręcza aż takich trudności względem zbioru. Średnia zawartość galantaminy w świeżym surowcu to około 0,2%, jednak ogólna suma alkaloidów jest znacznie wyższa, gdyż do tej pory zidentyfikowano w śnieżycy letniej aż 36 związków z tej grupy. Śnieżyca letnia jest stabilniejsza fitochemicznie, ale i ona poddaje się zmianom geograficznym: w Bułgarii dominuje galantamina, natomiast z plantacji rumuńskich materiał jest bogatszy w inny alkaloid – likorynę.

W Europie Środkowej i Centralnej uwagę firm farmaceutycznych przykuły cebule narcyzów (Narcissus) – w przynajmniej 33 kultywarach (z około 10 tysięcy znanych) zawartość galantaminy wynosi więcej niż 0,1%. Z uwagi na dobrze rozwinięty, wielkoskalowy przemysł ogrodniczy i florystyczny, wdrożenie wyselekcjonowanych odmian narcyzów do upraw na potrzeby farmaceutyczne było znacznie prostsze, niż powolne rozmnażanie śnieżyczek i śnieżyc. Najchętniej eksploatuje się narcyza trąbkowego odmiany Carlton (Narcissus pseudonarcissus cv. Carlton), który odznacza się dużym rozmiarem cebul, powszechnością występowania i przeciętnie rozsądnie wysoką zawartością alkaloidu (0,10-0,13%).

W Azji Środkowej od 1970 roku uprawia się innego przedstawiciela amarylkowatych – Ungernia victoris, która jest głównym źródłem galantaminy dla Tadżykistanu, Uzbekistanu oraz Kazachstanu. Zgodnie z posiadanymi przeze mnie danymi, zawartość alkaloidów w świeżym zielu mieści się w przedziale 0,3-0,7%, natomiast w cebulach od 1,2% do 1,7% – w obydwu surowcach proporcja galantaminy do innych związków z tej grupy wynosi 1:1, zatem Ungernia victoris jest najwyraźniej bardzo pokaźnym źródłem tej substancji. W Chinach, Korei i Japonii galantaminę pozyskuje się z Lycoris radiata, która w Polsce jest znacznie lepie znana jako bardzo ozdobna ‘czerwona pajęcza lilia’.

Nasze rodzime śnieżyczki przebiśniegi wcale nie mają się czego wstydzić i mogłyby być z powodzeniem użyte, jako źródło nie tylko galantaminy (0,05-0,15% w roślinie), ale także licznych alkaloidów. W częściach podziemnych odnotowuje się do 1,6% zawartości, natomiast w zielu – do 1,4%. Znanych jest aż kilkadziesiąt substancji z grupy alkaloidowej, które występują w Galanthus nivalis: z grupy galantaminy – galantamina, narwedyna, niwalidyna; z grupy kryniny – krynina i haematamina; z grupy likoryny – hippeastryna, likoryna, magnarcyna, masonina i niwalina; typu narcyklasyny – narcyklasyna oraz typu pretazetyny – pretazetyna, tazetyna i kriwellina. Niektóre z tych związków – np. hippeastryna i likoryna wykazują interesujące walory przeciwwirusowe a pretazetyna – działanie przeciwnowotworowe.

Czy możemy w domowym zaciszu wykorzystać walory przebiśniegu albo innych roślin zawierających galantaminę? Jest to bardzo trudne. Cała nasza dotychczasowa wiedza o efektach tej substancji opiera się na badaniach czystego związku albo jego soli; dysponujemy jedynie szczątkową wiedzą o innych alkaloidach i niemalże dosłownie żadną o fitochemii ogólnej Galanthus nivalis – nie mamy pewności, czy oprócz pożądanych związków, cebulki nie zawierają substancji mutagennych czy sprzyjających rozwojowi chorób o długim okresie utajenia. Ponadto niestabilność zawartości substancji czynnych uniemożliwia jakiekolwiek rozsądne obliczenie – chociażby przybliżonego – dawkowania. Już dawno fitoterapia wyszła z czasów strzelania na ślepo w nadziei, że się trafi, a chory szczęśliwie przeżyje. Pozostawmy przebiśniegi tam, gdzie jest ich miejsce: w ogrodzie, aby mogły corocznie nas cieszyć pięknymi kwiatami.

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *