ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Róże: kwiaty i olejek w lecznictwie

Gatunków róż znamy ponad sto, a odmiany zapewne możemy liczyć w tysiącach

Z punktu widzenia praktycznej fitoterapii wystarczy, jeżeli będziemy znali trzy podstawowe: typowo śródziemnomorsko-turecką różę damasceńską (Rosa damascena) oraz nieco nam bliższe gatunki – różę francuską (Rosa gallica) i znacznie powszechniej występującą różę dziką (Rosa canina). O ile oczywiście różnią się pomiędzy sobą, o tyle sprowadzając wszystko do wspólnego mianownika, będę omawiał kwiaty róż (Flores Rosae), a właściwie płatki róż – Petales Rosae i destylowany z nich olejek eteryczny – Aetheroleum Rosae. Surowiec z róży damasceńskiej jest najbardziej wartościowy, z pozostałych gatunków mniej cenny leczniczo, ale powszechniejszy.

Różami zachwycano się właściwie od zawsze. Sargon Wielki – twórca Imperium Akadyjskiego – zwoził do stolicy nie tylko złoto, srebro, misterną biżuterię i szlachetne kamienie jako łupy, ale również sadzonki róż z Mezopotamii, Lewantu i Anatolii. Dziko rosnące gatunki nie dość, że dodawały uroku ogrodom, to jeszcze służyły do tworzenia różanej wody, którą wykorzystywano w celach leczniczych oraz kosmetycznych. Nie destylowano jeszcze olejku, choć niewątpliwie pachnące płatki macerowano w olejach roślinnych i zwierzęcych, w ten sposób aromatyzując bazy balsamów, mazideł i maści. Egipcjanie również byli zakochani w różach, a ich wyobrażenia pojawiały się nawet w faraońskich grobowcach. Królowa Kleopatra podobno nakazywała wysypać całe kosze płatków róż, które miały roztaczać słodki zapach wszędzie tam, gdzie miała się pojawić – to jednak już typowo greko-rzymskie, wręcz przesadne uwielbienie dla tych kwiatów. Grecy i Rzymianie zawsze poświęcali różom wiele czasu z uwagi na powiązania religijne – Helleńczycy przypisali je Dionizosowi i Afrodycie, natomiast Rzymianie Bacchusowi i Wenus. W przebogatym kalendarzu świąt rzymskich odnajdziemy majowo-czerwcowe Rosalia, które można właściwie nazwać „Festiwalem Róż”, albowiem nie tylko upiększano kwiatami róż pomniki, groby, ale i noszono na sobie wieńce i girlandy z nich uplecione.

Pliniusz Starszy (23-79 r.) wspomina aż o dwunastu gatunkach róż, zachwalając jednocześnie właściwości oliwowego maceratu różanego (który to miano wykonywać jeszcze w czasach wojny trojańskiej) wchodzącego w skład maści do pielęgnacji oczu. Zwracał także wielką uwagę na właściwości ściągające kwiatów róży, a właściwie na sok w nich się znajdujący – miano go wyciskać z najbardziej pachnących płatków i podgrzewać do konsystencji miodu. Tak przygotowany przetwór podawano przy owrzodzeniach jamy ustnej i gardła, złej pracy żołądka, przy chorobach jelit i odbytnicy oraz w schorzeniach macicy. Pliniusz polecał wykorzystywać puder z płatków róż w charakterze leku na zmęczone oczy, a zwęglone kwiaty wcierać w celach kosmetycznych w kobiece brwi. Pedanios Dioskurdydes (40-90) również nie mógł się nachwalić ich właściwości – proponował gotować płatki w winie, aby uzyskać lek na bóle głowy i pomniejsze dolegliwości oczu, uszu, dziąseł, macicy oraz odbytu. Bolące dziąsła zalecał pokrywać proszkiem ze zmielonych i przesianych wysuszonych kwiatów. Starożytni znali także utarte świeże kwiaty z miodem – taką konserwę wykorzystywano jako nośnik dla innych leków.

Pomimo upadku świata starożytnego, róże znalazły wielkich sprzymierzeńców w nabierającym sił świecie arabskim. Kwiaty te stały się symbolem proroka Mahometa, którego pot miał mieć silną różaną woń. Bardzo chętnie przyrównywano kolczaste ukwiecone pędy do drogi ku Allahowi. Do dzisiaj najświętsze miejsce święte islamu – świątynię Al-Kaba spryskuje się wodą różaną, a pachnący olejek spala w lampach i kagankach. Zresztą to właśnie arabscy badacze w IX wieku mieli wykorzystać alembiki do destylacji olejku eterycznego, choć niektórzy sądzą, że już w Aleksandrii w I wieku, być może jeszcze wcześniej w Indiach, udało się uzyskać olejek różany oraz wodę różaną.

Jeżeli Arabowie uwielbiali róże, to Osmanie je wprost kochali. Turcja od zawsze szczyciła się wspaniałymi warunkami do uprawy róż, co skrzętnie wykorzystywano już w średniowieczu, tworząc nasadzenia na cele czysto przetwórcze. Podróżnicy i badacze Bliskiego Wschodu opisywali sklepy specjalizujące się wyłącznie w obrocie wodą i olejkiem różanym – w XVII-wiecznym Stambule na jednym tylko bazarze miało być ich aż czternaście! Wodę różaną z wielkim upodobaniem wykorzystywano w celach kosmetycznych i myjących – żadne spotkanie pałacowe nie mogło obyć się bez oczyszczenia pachnącą wodą. Także i kuchnie możnych nie mogły obyć się bez róż – doprawiano nimi wszelakie słodkości, a nawet sorbety. W XVII wieku zaczęto przenosić uprawy róż oraz produkcję olejów i wód aromatycznych do europejskiej części Imperium Osmańskiego, w okolice miast Kazanłyk i Stara Zagora, co dało początek słynnej Dolinie Róż. Zwłaszcza Kazanłyk był szczególnie ceniony, jeżeli chodzi o wartość przetworów – medycy pracujący w pałacu Topkapi zaznaczali, iż olejek ma być właśnie z tego miasta. Na potrzeby dworu sułtańskiego corocznie wysyłano z Kazanłyku ponad cztery kilogramy olejku!

Po odzyskaniu niepodległości przez Bułgarię w 1878 roku, tureckie destylarnie i ogrody wprawdzie zmieniły właścicieli, ale nie wpłynęło to w żaden sposób na skalę produkcji – każdego roku wytwarzano blisko dwie tony olejku różanego! Bułgarzy przejęli od Turków również nazewnictwo procesów, sprzętów oraz charakterystyczny, bardzo skrupulatny styl produkcji. Destylatory uruchamiano dokładnie szóstego maja i pracowały nieprzerwanie przez cztery kolejne tygodnie. Pracownicy funkcjonowali w systemie czterodniowych zmian, dzięki czemu mogli na bieżąco doglądać i kontrolować wszystkich elementy destylacji. Oczywiście było to w niesmak Ottomanom, zatem wszystkie instytucje imperium – na czele z sułtanem Abdülhamidem II – zajęły się odtwarzaniem przemysłu różanego: za darmo wysyłano wszystkich chętnym sadzonki oraz miedziane alembiki. Najlepsze efekty uzyskano w okolicach miasta Isparta, skąd nawet i współcześnie pochodzi najlepszy turecki olejek różany, chętnie wykorzystywany w ekskluzywnych perfumach. Aby wyprodukować kilogram olejku, należało zużyć około 4 ton płatków damasceńskich róż ispartyjskich, podczas gdy w innych miejscach – od 6 do aż 12 ton kwiatów!

We współczesnej Turcji przemysł różany jest szanowany i prestiżowy (istnieje nawet państwowa spółdzielnia produkcyjna Gülbirlik), ale wszystkie prace muszą być wykonane szybko i bezbłędnie, gdyż sezon trwa tylko jeden miesiąc. Aby opłacało się pozyskiwać kwiaty, roślina musi mieć przynajmniej 3 lata, a odpowiednio pielęgnowana, nadaje się do użytkowania przez 25-30 lat. Z jednego hektara róż uzyskuje się 6-8 ton płatków; zrywa się je wyłącznie wcześnie rano i od razu, małymi partiami, wysyła do destylarni – jeden pracownik może zebrać około 40 kilogramów płatków w ciągu ośmiogodzinnej zmiany. W manufakturze świeży materiał wsypuje się do standardowych, 300-litrowych miedzianych alembików w proporcji 10 kilogramów róż na 60 litrów wody. W ciągu dwóch godzin uzyskuje się do 20 litrów destylatu, ale nie zobaczymy w nim żadnej warstwy olejku – jest go po prostu bardzo mało. Dopiero redestylacja większej ilości pozwala uzyskać górną, tłustą warstwę olejku eterycznego (którą się po prostu zlewa) i wodę różaną, którą zazwyczaj dodatkowo rozcieńcza się wodą w celu zmniejszenia intensywności zapachu. Nie powinny nas zatem dziwić niezwykle wysokie ceny produktów różanych – w Turcji zwykle pozyskuje się 6-6,5 tysięcy ton róż a uzyskujemy zaledwie 1,5 tony olejku (proporcja 1 kg olejku na 4000 kg róż!) – kilogram olejku kosztuje (średnio) 6 tysięcy euro, natomiast olejek z certyfikowanych upraw ekologicznych potrafi kosztować nawet 10 tysięcy euro!

We różanych płatkach zidentyfikowano duże ilości flawonoidów – jest ich ponad 1,6% w suchym surowcu (16 g/kg), dominuje kemferol i kwercetyna oraz ich pochodne, ponadto odnotowano znaczne ilości rutyny, apigeniny i mirycetyny. Zidentyfikowano również zupełnie nowe substancje roślinne: glikozyd flawonoidowy – roksylozyd oraz barwne (żółte) aurony – damauron A i B. Obecne są także karotenoidy – zeaksantyna, luteina, likopen; antocyjany (pochodne cyjanidyny), kilka procent związków garbnikowych i proantocyjanidyn, kwasy fenolowe (kwas galusowy, kwas kumarowy) oraz niewielkie ilości witaminy C. Relatywnie podobny – pod względem grup czynnych – skład mają kwiaty innych róż oraz ich liście (Folium Rosae), niezwykle rzadko wykorzystywane w fitoterapii, które są bogatsze w garbniki i seskwiterpeny o wyraźnie przeciwbakteryjnym, wręcz antyseptycznym działaniu. Tubylczy Amerykanie wykorzystywali również korzenie róż w celu łagodzenia kaszlu u dzieci.

Można wyróżnić kilka głównych składników olejku różanego, które wpływają na finalny aromat: cytronelol (31-44%), geraniol (9-14,5%), nerol (5-11%) oraz farnezol (do 1,4%). Ich proporcje różnią się ze względu na miejsce upraw, przy czym zdaje się, iż korzystniejsze stężenia uzyskuje się w różach damasceńskich uprawianych na terenach niezurbanizowanych, wiejskich. Nerol nadaje aromat różano-świeży, wręcz lekko cytrynowy aromat, który potęguje cytronelol. Farnezol odpowiada za kwiatowe nuty, natomiast geraniol wpływa na kwiatową, wręcz muskatową słodycz. Ważnymi substancjami lotnymi jest także octan geranylu, eugenol, linalol, jak i damascenony, pojedyncze komponenty siarkowe oraz stearopteny – związki parafinowe zestalające olejek eteryczny w temperaturze poniżej 15°C, świadczące o autentyczności produktu.

Kwiaty oraz liście są wykorzystywane w leczeniu łagodnych stanów zapalnych i uszkodzeń jamy ustnej, gardła (afty, krwawienia dziąseł, skaleczenia spowodowane twardą żywnością) oraz pomniejszych schorzeń dermatologicznych – zaczerwienienia, nieintensywne oparzenia słoneczne i krótkotrwałe wypryski o nieustalonej etiologii jako płukanka i jednocześnie płyn do zwilżania materiału do okładów. Uniwersalną recepturą terapeutyczną jest napar z 2 gramów kwiatów (lub liści) i 200 ml wody, stosowany do trzech razy na dobę. Z uwagi na dużą ilość ściągających garbników i właściwości olejku eterycznego, surowce różane nadają się również do terapii biegunek o niewyniszczającym przebiegu.

Olejek różany był przedmiotem kilku badań in vivo z udziałem pacjentów. Badanie kliniczne na 50 pacjentach cierpiących na nawracające aftowe zapalenie jamy ustnej o nieznanej etiologii, opierało się na płukaniu jamy ustnej placebo lub wodnym ekstraktem z płatków róży damasceńskiej przez 14 dni. W 4. i w 7. dniu pomiędzy grupą placebo i grupą różaną odnotowano statystycznie istotne wyniki w zakresie odczuwalnego bólu nocyceptywego i rozmiaru owrzodzenia, zatem przetwory wodne z kwiatów są skuteczniejsze niż placebo w leczeniu (głównym lub wspomagającym) nawracającego, aftowego zapalenia jamy ustnej.

Wyjątkowo interesujące wyniki przyniosły badania na dzieciach (9 dziewcząt, 7 chłopców) w wieku 3-13 lat ze zdiagnozowaną padaczką lekooporną. Podawano im przez 4 tygodnie olejek różany w dawce 0,5 mg na kilogram masy ciała (roztworzony w tłuszczu roślinnym – finalnie preparat o stężeniu 10%) lub środek placebo, uwzględniając dwutygodniowy okres wymywania z organizmu dotychczas stosowanych leków przeciwpadaczkowych. Po analizie wyników badań okazało się, iż średnia częstotliwość napadów u dzieci poddanych terapii olejkiem różanym była znacznie niższa niż w grupie placebo. To dowodzi, iż olejek różany ma działanie przeciwdrgawkowe, przez co może zmniejszyć częstotliwość napadów u dzieci opornych na leki przeciwpadaczkowe.

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *