Podczas pandemii COVID-19 w mediach promowano i reklamowano wiele produktów, które miały chronić, spowalniać, a nawet leczyć infekcje wirusowe.
Pewną – choć niewielką popularność – zyskały środki oparte o akwaflorę, na przykład algi i wodorosty. Szczególnie dobrą sławą (trzeba uczcie dodać: napędzaną przez marketing) cieszyła się spirulina, czyli hodowane w bioreaktorach i odpowiednio przetworzone cyjanobakterie (bakterie zdolne do fotosyntezy) z rodzaju Arthrospira. Proszek spirulinowy jest wykorzystywany nie tylko jako źródło witamin, makro- i mikroelementów w suplementach diety, ale dzięki obfitości kompozycji chlorofili i barwników o zielono-niebieskim odcieniu, odgrywa istotną rolę w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Pewne doświadczenia wskazywały, iż spirulina pozytywnie wpływa na immunologię i zdolność do odpowiedzi przeciwwirusowej u osób starszych. Jeżeli potwierdziłyby się doniesienia o korzystnych właściwościach prozdrowotnych przed lub w trakcie zakażenia COVID-19, zyskalibyśmy dostęp do taniego naturoterapeutyku.
W czasopiśmie The American Journal of Clinical Nutrition (wydanie sierpniowo-wrześniowe) pojawił się artykuł podsumowujący badanie kliniczne (w ramach międzynarodowego programu TOGETHER) na próbie aż 1126 osób, które miało na celu ocenę wpływu terapii spiruliną na ryzyko zachorowania na COVID-19 przez osoby szczególnie zagrożone.
Wstępnie kwalifikowano osoby dorosłe, które zgłosiły się z objawami COVID-19 trwającymi maksymalnie 7 dni, z pozytywnym testem antygenowym. W ramach drugiego etapu, uczestnicy winni spełniać minimum jedno kryterium wysokiego ryzyka, m.in.: wiek >50 lat, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, choroba układu krążenia, palenie tytoniu, otyłość, choroba nerek, terapia immunosupresyjna lub rozpoznanie nowotworu w ciągu ostatnich 6 miesięcy.
Ochotników przydzielono do jednej z dwóch grup: doświadczalnej lub placebo. W każdej stosowano ten sam schemat: dwie tabletki dwa razy dziennie przez 14 dni: łącznie 2 g spiruliny (2 x 2 x 500 mg) (grupa doświadczalna) lub 2 g substancji neutralnej (grupa placebo). Ocena miary skuteczności była liczba hospitalizacji oraz przebieg choroby w ciągu 28 dni od zażycia pierwszej dawki.
W grupie placebo hospitalizowano z powodu COVID-19 2 osoby (0,4%), w grupie spiruliny 3 osoby (0,5%). Dość mało, aby cokolwiek powiedzieć przy udziale ponad tysiąca osób. Bardziej wyraźne wyniki można wydzielić z tabeli dotyczącej pomocy doraźnej na ostrym dyżurze. Na ER z grupy placebo zgłosiło się 47 osób (8,4%), a z grupy spirulinowej aż 58 osób (10,2%). Liczba efektów ubocznych podczas terapii była podobna i wynosiła odpowiednio 69 zdarzeń (12,4%) dla grupy placebo i 66 zdarzeń (11,6%) dla grupy spirulinowej.
Autorom badania nie udało się wykazać, jakoby spirulina wpływała na proces leczenia COVID-19 poprzez zmniejszenie liczby osób hospitalizowanych lub wymagających pomocy na oddziałach ratunkowych. Również nie stwierdzono wpływu na efekty uboczne wynikające z rozwoju infekcji. Zgodnie z powyższymi wynikami, włączenie spiruliny do terapii COVID-19 – poza walorem odżywczym, suplementacyjnym – nie ma wyraźnego przełożenia na przebieg choroby u osób zakażonych.

Dodaj komentarz