Dni z wysoką temperaturą nie są dla nas obojętne pod względem zdrowotnym, a już zwłaszcza gdy mowa o fali upałów.
Zgodnie z definicją IMGW, to stan pogody w którym przez trzy kolejne dni odnotowuje się temperaturę przekraczającą 30°C na wysokości dwóch metrów nad poziomem gruntu.
Oczywiście każdy kraj ma swoje interpretacje dotyczące fali upałów. W Finlandii to następujące po sobie dni w których odnotowuje się temperaturę powietrza na poziomie przynajmniej 25°C, a w Grecji to trzy kolejne dni z temperaturą wyższą niż 38°C. Jak widzimy w różnych miejscach słowa „upał” i „fala upałów” niosą ze sobą odmienne definicje, więc nie jest wcale łatwo określić ich wpływ na zdrowie i śmiertelność.
Znaczenie prac nad tymi zjawiskami nieustannie rośnie wraz z coraz częstszymi falami upałów, które wynikają ze zmian klimatycznych. To poważny problem badawczy, gdyż wydają się być nieuchronne oraz drastyczne i masowe pod względem skutków. Rzadko zdarza się, aby ktoś zginął w czasie burzy; powodzie i lawiny mogą za sobą zabrać dziesiątki i setki osób; trzęsienia ziemi tysiące, ale ofiary upałów można liczyć nawet w dziesiątkach tysięcy.
Pierwsze analizy bioklimatologiczne dotyczące upałów i ich skutków pojawiły się dopiero w latach 30. XX wieku, jako próba wyjaśnienia zwiększonej umieralności w tym czasie. Wprawdzie w kolejnych dekadach powstawało coraz więcej analiz i opracowań, ale prawdziwym przełomem i traumą były upały w Europie w 2003 roku, które nadały impet do rozwoju całej dziedziny. W tym ostatnim przypadku przez 9 dni niezwykle intensywnych upałów odnotowano 14800 zgonów we Francji, a we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii i Wielkiej Brytanii kolejne kilka tysięcy – statystyki pod względem liczby ofiar były kilkunastokrotnie wyższe od uważanych za tragicznych upałów z Chicago w 1995 roku i porównywalne do fali upałów z Pekinu z 1743 roku, gdzie miało umrzeć ponad 11 tysięcy osób. Zaczęto stawiać sobie pytania: jak to możliwe, że w wysoko rozwiniętym kraju europejskim, upał może 'pociągnąć’ ze sobą tyle istnień? Jak temu zapobiegać?
Francuskie upały z 2003 roku odznaczały się gwałtownym przebiegiem: temperatura z dnia na dzień zwiększyła się z 25°C do 37°C i utrzymywała się przez okres od 4 do 13 sierpnia, czego nie odnotowywano od 1873 roku. 42% zgonów miało miejsce w szpitalu, 35% w domach, natomiast 19% w domach opieki. Wbrew powszechnemu mniemaniu, ludzie nie padali masowo na ulicach, ale w wydawałoby się bezpiecznym zaciszu czterech ścian.
Ofiarami były głównie osoby starsze: w grupie wiekowej 75-94 lata śmiertelność wzrosła o 70%, w grupie 95+ aż o 120%; ale również osoby w średnim wieku nie wytrzymywały zabójczych temperatur: w grupie 45-54 lata śmiertelność wzrosła o 20%; 55-74 lata o 40%. Raporty wskazywały, iż osoby izolowane społecznie (żyjące samotnie lub mające tylko sporadyczny kontakt z innymi) były znacząco narażone na zgon z powodu przegrzania organizmu – we Włoszech nie odnotowano tak dużej liczby ofiar: silne więzi rodzinne i społeczne pozwalały na lepszą kontrolę i pielęgnację osób starszych i słabszych. Ponadto choroby sercowo-naczyniowe, płucne lub zaburzenia psychiczne zwiększały ryzyko zgonu, podobnie jak leki zaburzające proces termoregulacji czy brak klimatyzacji w lokalu mieszkalnym.
Nie poznano do końca długofalowych skutków tej fali, choć dane z Chicago z 1995 roku wskazują, że u osób, które przeżyły udar cieplny podczas upałów, 1/3 pacjentów wykazała objawy następcze wskazujące na zaistnienie uszkodzeń neurologicznych – 29% z tej grupy nie dożywała kolejnego roku. Inne statystyki z Chicago wskazują na 11% wzrost hospitalizacji, z czego ponad połowa to osoby z chorobami nerek, 30% z cukrzycą, 23% z chorobami krążenia i 20% z chorobami układu nerwowego. Największe ryzyko zgonu dotyczyło pacjentów w stanie ciężkim; których stan nie pozwał na ruch (unieruchomienie w łóżku) lub opuszczenie miejsca zamieszkania; mieszkających samotnie; na ostatnim piętrze budynku; o niskim wykształceniu i dochodzie.
Fale upałów czasami określa się mianem „żniw” (harvesting effect): głównie przyspieszają śmierć osób, które i tak zmarłyby w niedługim czasie, nawet jeżeli wówczas warunki pogodowe byłyby dla nich niezwykle korzystne. Wysoka temperatura powoduje szybsze nadejście nieuniknionego i koncentruje zgony w jednym przedziale czasowym. Nie znaczy to, że nie powinniśmy działać: nawiew lub klimatyzacja, nawadnianie oraz odrobina życzliwego zainteresowania względem innych mogą uchronić przed rozpaloną kosą Żniwiarza.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz