ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Ashwagandha i wątroba: duet niedobrany?

Wiele osób wciąż wyznaje przekonanie, iż medycyna naturalna nie może skrzywdzić człowieka.

Przyjmowane witaminy, minerały czy też związki roślinne nawet w ogromnych dawkach w najgorszym razie mają być dla nas obojętne, ale w żaden sposób szkodliwe. Częściowo nie dziwię się takiej postawie: winą za ewentualne zaburzenia pracy narządów czy organizmu będziemy obarczać postępującą chorobę albo leki, a nie zioła czy suplementy – zwłaszcza, że te ostatnie nie posiadają ulotek z rozbudowaną sekcją „działania uboczne i efekty niepożądane”. Temat interakcji i toksyczności od zawsze był jednym z moich ulubionych koników dydaktycznych, gdyż świetnie pokazuje jacy jesteśmy delikatni i podatni na uszkodzenia: biologiczna marność nad marnościami.

W 2023 roku na łamach czasopisma International Journal of Environmental Research and Public Health ukazała się anglojęzyczna praca badaczy z Poznania, która jest studium przypadku uszkodzenia wątroby spowodowanego stosowaniem witanii ospałej, czyli ashwagandhy. Jej korzenie są popularnym w Europie surowcem zielarskim, co wynika z cennych właściwości adaptogennych, afrodyzyjnych i nootropowych – bywa nawet nazywana 'żeń-szeniem indyjskim”. Podchodzę do niej z rezerwą ze względu na kwestie jakościowe (częste zafałszowania), ale doceniam kwestie lecznicze. Te zdrowotne plusy nie mogą przysłaniać pewnych minusów, które poznajemy dzięki… popytowi na ashwagandhę. Masowość użytkowania zapewnia ciekawe dane: każdy staje się królikiem doświadczalnym.

W 2019 roku, 23-letni mężczyzna bez bogatej historii medycznej został przyjęty na Oddział Gastroenterologii, Dietetyki i Chorób Wewnętrznych w Poznaniu z uwagi na wystąpienie żółtaczki, której towarzyszyły zmiany stolca, problemy żołądkowo-jelitowe, złe samopoczucie, zmęczenie oraz świąd. Pacjent nie przyjmował żadnych leków, ale wspomniał w wywiadzie o suplemencie diety z ashwagandhą, który natychmiast odstawiono.

Wstępnie wykluczono kilka najpopularniejszych chorób wirusowych. Badania laboratoryjne wskazały na ostre zapalenie wątroby: poziomy bilirubiny całkowitej i enzymów wątrobowych przekraczały normy nawet kilkunastokrotnie, również stężenia cholesterolu i trójglicerydów były alarmująco wysokie – siadła gospodarka lipidowa. Prowadzona diagnostyka różnica wykluczyła hemochromatozę (zatrucie żelazem) oraz chorobę Wilsona (zatrucie miedzią). Rezonans magnetyczny jamy brzusznej nie wykazał niepokojących zmian wątrobowych, natomiast ocena dróg żółciowych wskazała na ich poszerzenie.

Podczas dalszej hospitalizacji pacjentowi wcale się nie polepszało – bilirubina wciąż wzrastała a świąd pogłębiał się, dlatego podano metyloprednizolon (przeciwzapalny), ornitynę (detoksykant), kwas ursodeoksycholowy (poprawa pracy hepatocytów), hioscynę (rozkurczający), potas i laktulozę (detoksykant, przeczyszczający).

W kolejnym szpitalu wykluczono autoimmunologiczne zapalenie wątroby oraz pierwotne formy zapalenia dróg żółciowych. Ponownie zwrócono uwagę na chorobę Wilsona, która dobrze pasowała do objawów, ale nie wykryto pierścieni Kaysera-Fleischera na brzegach rogówki, choć dobowa zbiórka moczu wskazała na zwiększone wydzielanie miedzi. Markery wątrobowe rosły zastraszająco (bilirubina całkowita 28,13 mg/dl przy normie ~1,1 mg/dl; ALT 445 U/l przy normie <40 U/l) więc zdecydowano się na wykonanie plazmaferezy: separację osocza, a zatem całkiem poważną procedurę. Ponadto włączono leczenie penicylaminą, czyli substancją o charakterze chelatującym. Po – uwaga – aż 3,5 miesiącach farmakoterapii i plazmaferez, wyniki wątrobowe powróciły do poprawnych wartości.

Bez wątpienia winną męczarni pacjenta była ashwagandha, która już doczekała się swojej kartoteki przypadków stanów zapalnych wątroby. Jeden z ważniejszych składników aktywnych należących do grupy witanolidów – witanon – wykazuje duży potencjał hepatotoksyczny, choć całkiem w nietypowy sposób. Substancja ta odznacza się specyficzną, reaktywną budową, angażującą nasz wewnętrzny system antyoksydacyjny, a zwłaszcza zredukowany glutation który zużywa, przez co wątroba częściowo traci właściwości neutralizujące ksenobiotyki i staje się bardzo podatna na uszkodzenia przez nawet błahe, codzienne toksyny.

W 2020 roku w czasopiśmie Liver Interational opisano pięć islandzkich przypadków (lata 2017-2018, co ciekawe sami mężczyźni) toksyczności ashwagandhy względem wątroby: wszystkie odznaczały się podobnym przebiegiem klinicznym. U pacjentów pojawiała się żółtaczka, silny świąd, dyskomfort w jamie brzusznej, nudności i stan letargu. Wykluczono jakiekolwiek inne przyczyny wystąpienia tych zaburzeń – po odstawieniu suplementu diety i włączeniu leczenia, objawy utrzymywały się jeszcze nawet kilka miesięcy, co wskazuje na duży rozmiar zaburzeń i zmian w hepatocytach.

Witania ospała jest naprawdę interesującą rośliną, ale rosnąca liczba przypadków hospitalizacji i uszkodzeń wątroby wskazuje, że nie jest to roślina dla każdego, a już zwłaszcza dla osób z pewnym dorobkiem chorobowym. Przy terapii ashwagandhą jest wyjątkowo wskazana codzienna obserwacja stanu zdrowia (rozważałbym domowe urządzenie do pomiaru cholesterolu i jego poziom jako sygnał zmian) oraz regularna morfologia krwi ze wskazaniem na bilirubinę i aminotransferazy. Lepiej zapobiegać niż leczyć – miesiące w szpitalu to fatalna perspektywa.

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *