ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Duże kłopoty z jakością konopi

Debata nad legalnością i rolą konopi w Polsce nie jest łatwa, gdyż zagadnienia związane z lecznictwem przeplatają się z potencjałem rekreacyjnym.

Aby ułatwić dyskusję i wskazać możliwe punkty odniesienia, przytacza się jako wzór legalizację w niektórych stanach USA, głównie Maine i Kolorado. Pomimo początkowej dużej euforii i sukcesów, zainwestowania znacznych środków w programy stanowe oraz punkty dystrybucji, branża mierzy się z problemami, które są znane i charakterystyczne dla rynku zielarskiego.

Pod koniec 2023 roku w stanie Maine, pod nadzorem Biura ds. Polityki Konopnej przeprowadzono audyt jakości sprzedawanego surowca. Okazuje się, że wyniki mogą budzić zgrozę: na 120 próbek aż 50 z nich (42%) odznaczało się przekroczonymi normami dla środków ochrony roślin, metali ciężkich i pleśni. 12 próbek (10%) nie spełniało kilku kryteriów jakościowych i jako takie nie powinny trafić do obrotu z uwagi na wykazywaną szkodliwość dla użytkownika.

Najczęściej wykrywaną substancją niepożądaną (8 próbek) był myklobutanil, stosowany w charakterze fungicydu (środek grzybobójczy). W jednej z próbek przekroczenie było aż… 293-krotne!

W audycie poruszono również tematy związane z niską wiedzą na temat jakości produktów konopnych, ignorowaniem zasad czystości łańcucha dostaw surowca dla celów medycznych oraz problemy z laboratoriami, które nie informowały organów o próbach wprowadzenia na rynek skażonych produktów.

Jeszcze ciekawsze informacje docierają do nas z Kolorado, gdzie w 2024 roku wykryto duże nieprawidłowości związane z poziomem THC, czyli tetrahydrokannabinolu. Terapie konopne opierają się na wykorzystaniu suszu lub przetworów o znanym stosunku CBD do THC oraz innych kannabinoidów oraz związków roślinnych. Ale co zrobić i jak rozsądnie używać konopi, gdy informacje od sprzedawców/producentów są… wyssane z palca?

23 próbki kwiatostanów z 12 odmian (gatunki: sativa, indica i i ich hybrydy) zakupiono w 10 punktach dystrybucyjnych w Kolorado. Stężenie THC było opisywane jako pojedyncza liczba (np. 10%) albo wąski przedział (10-15%). Surowiec poddano analizie chromatograficznej, która pozwala precyzyjnie ustalić skład i wzajemne proporcje substancji w badanym materiale.

Na 23 próbki aż 18 (78%) wykazało poziom THC niższy niż deklarowany, przy czym aż u 13 (56%) poziom tego związku był mniejszy o ponad 30%, a u trzech próbek o ponad 50%! Jedna próbka miała więcej THC niż podano na etykiecie.

Różnice nie wynikały z naturalnego procesu rozpadu związków czynnych: produktem degradacji tetrahydrokannabinolu (THC) jest kannabinol (CBN). W próbkach budzących wątpliwości nie wykryto CBN w mierzalnych ilościach, a późniejsze analizy nie odnotowały kolejnych zmian w stężeniu THC.

Bez żadnych wątpliwości można mówić o masowym fałszerstwie celowym, w którym musieli wziąć udział producenci surowca, a nie jest wykluczone, iż także laboratoria certyfikujące. Konsumenci i pacjenci przychylniejszym okiem patrzą na surowiec zasobniejszy w THC i jako taki jest przez nich preferowany. Zawartość THC w konopiach stopniowo wzrasta (zasługa hodowców), co wynika z zapotrzebowania użytkowników rekreacyjnych i grup zorganizowanych, a nie konieczności leczniczych. Według DEA, średnia zawartość THC w konfiskowanym towarze w 2009 roku wynosiła blisko 10%, a dziesięć lat później już 14%.

Obserwacje z Maine i Kolorado wyraźnie pokazują, że towar o złej jakości będzie wlewał się na rynek szerokim strumieniem, gdy tylko będzie ku temu pierwsza lepsza okazja. I nikt nawet nie pomyśli o zdrowiu kupujących – ważny jest zysk. Zatem… czy warto uchylać te drzwi?

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *