Wcale nie jest łatwo zachęcić dzieci do jedzenia owoców i warzyw, szczególnie w jak najmniej przetworzonej formie.
Zaniedbanie kształtowania nawyków żywieniowych w dzieciństwie, skutkuje zwiększonym ryzykiem wystąpienia chorób w ogóle, a zwłaszcza przewlekłych chorób niezakaźnych. Wiele racji ma powiedzenie „Czym skorupka za młodu nasiąknie…”, gdyż tych strat już nadrobić się nie da, a będą odczuwalne już w wieku dorosłym.
Największe znaczenie w kontekście zdrowego odżywiania dzieci mają posiłki rodzinne. Należy je traktować nie jako obowiązek „do odhaczenia”, ale metodę uczenia poprawnej diety, o ile zna się jej zasady. Przyjazna atmosfera sprzyja wolniejszemu jedzeniu, a tym samym przyspiesza osiągnięcie uczucia sytości, co jest jednym z mechanizmów zapobiegającym nadwadze. Ale czy aby na pewno rodzinne śniadania, obiady i kolacje, mogą wpłynąć na wielkość spożycia owoców i warzyw przez dzieci?
Wyniki poniższego badania zostały opublikowane w JAMA Network w 2023 roku. W doświadczeniu wzięło udział 50 par rodzic-dziecko, przy czym wiek dzieci kształtował się w przedziale 6-11 lat, a one same nie wymagały diety specjalnej, a rodzic był odpowiedzialny za żywienie domowe – planował i przygotowywał posiłki.
Po wstępnej rozmowie online, pary rodzic-dziecko zostały zaproszone na dwie kolacje – w jednej pozwolono na „zwykły bieg” kolacji z poinformowaniem, iż zakończy się za 20 minut, natomiast w drugiej toczyła się swobodnie (średnio około 30 minut), co bardziej przypominało domowy posiłek bez sztywnych ram czasowych. Uczestnikom podano pieczywo, wędliny, sery, owoce i warzywa, a pod koniec budyń czekoladowy, ciastka i jogurt owocowy, ponadto wodę i napój słodzony cukrem – dobór pokarmów leżał w gestii indywidualnej.
Co stwierdzono? W przypadku, gdy rodzinny posiłek trwał dłużej (przeciągał się), dzieci chętnie zjadały więcej kawałków owoców i warzyw. Przy rozbiciu minutowym okazało się, iż ich spożycie jest większe (szczególnie owoców) przy swobodnym posiłku, niż przy ściśle określonym czasie kolacji. Gdyby przełożyć to na objętość/masę, oznaczałoby zjedzenie o jednego jabłka więcej. Jeżeli weszłoby to do codziennej praktyki, taka dodatkowa porcja owoców/warzyw zmniejszyłaby ryzyko chorób sercowo-naczyniowych o 6-7%. Badacze zauważyli, iż ważna jest odpowiednia ekspozycja – kawałki o rozmiarach odpowiadających kęsowi sprawiają, że częściej się po nie sięga w porównaniu z fragmentami większymi, wymagającymi dodatkowej pracy (rwanie/krojenie).
Jednocześnie nie odnotowano większej konsumpcji pieczywa i mięsa. Ponadto dzieci wypiły więcej wody (korzystne) i napojów słodzonych cukrem (niekorzystne), ale spożycie deseru nie było istotnie zmienione, a zatem zmieścił się niezależnie od długości kolacji. Nie zaobserwowano różnic w czasie pozytywnej komunikacji rodzic-dziecko, jak i również we kwestiach samooceny. Przy swobodnym posiłku tempo jedzenia u dzieci było niższe, a poczucie sytości o wiele większe, co z kolei nie sprzyja rozwinięciu się nadwagi i otyłości.
Według mnie, tempo i przyjazna atmosfera posiłków jest dodatkowym elementem podnoszącym efektywność każdej diety. Doskonale to widać w przypadku kuchni śródziemnomorskiej, gdzie kwestia „co się jada” jest tak samo ważna jak „jak się jada”. A trzeba robić to niespiesznie: to nie może być przykra rutyna a przyjemność, najlepiej rodzinna.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz