O wiele łatwiej przychodzi mi popularyzowanie fitoterapii i roślin leczniczych, gdy mogę bazować na konkretnych przykładach
Roślinnych leków pediatrycznych od zawsze było niewiele, co wynika z postrzegania dzieci jako trudnych pacjentów – wyzwaniem jest ustalenie dawek bezpiecznych i skutecznych; przeprowadzanie badań to horror, a przez poplątany i wciąż jeszcze niedojrzały metabolizm, efekty (w tym też te długofalowe) mogą być zgoła nieoczekiwane. W rezultacie operuje się tylko kilkoma surowcami zielarskimi i wąskim gronem sprawdzonych formulacji, bojąc się przedawkowania, zatrucia czy rozwoju działań niepożądanych i efektów ubocznych. Jednak nowsze doświadczenia wskazują, że dzieci, nawet jeszcze w okresie niemowlęcym, są relatywnie odporne i mniej wrażliwe na takie czynniki niż dotychczas sądzono. Dobrze to widać na przykładzie paracetamolu – do 6. roku życia hepatotoksyczność tej substancji rozwija się z wielkim trudem, a tragiczne w skutkach przedawkowanie jest nadzwyczajnie rzadkie, co wynika z niższej produkcji toksycznych metabolitów na tle osłabionej aktywności enzymu CYP2E1. Wiele obaw związanych z wykorzystaniem leków roślinnych u dzieci jest zupełnie bezpodstawnych, dlatego nie bójmy się ich wykorzystać, gdy tylko zachodzi taka potrzeba – to naprawdę nie są takie chucherka!
Jednym z preparatów pediatrycznych wartych uwagi – i tu ubolewam, że nie ma polskiego odpowiednika – jest lek Carum Carvi, wytwarzany przez niemiecką firmę Pädia GmbH. Nazwa oczywiście nie jest przypadkowa: wszak to czopki kminkowe! Wprowadzenie nowego leku roślinnego dla dzieci (nawet w Niemczech) to wielkie wyzwanie rejestracyjne, dlatego oferta zawsze jest skromna. Lecz istnieje pewna furtka, która pozwala ominąć wiele problemów, a niczego nie ujmuje z ich skuteczności: rejestracja jako leku homeopatycznego, ale tylko pozorna, bo bez silnych rozcieńczeń! Już wcześniej opisywałem ten mechanizm na przykładzie leku Spartiol Cardio z żarnowcem.
Każdy czopek Carum Carvi zawiera 100 mg nalewki macierzystej z owoców kminku (Fructus Carvi) w potencji D1. Metodą jej wykonania jest „odwar alkoholowy” (ethanol. decoctum), przy czym trudno mi wyrokować o dokładnej naturze tej formy, gdyż producent nie udostępnia szczegółów technicznych. Jeżeli wykonano go zgodnie z metodą farmakopealną, to surowiec zalano etanolem 60-90% o temperaturze 37°C i macerowano go przez godzinę, a następnie odstawiono na 10 dni, po czym przefiltrowano. Całość przypomina ekstrakty wykonywane metodą dygestii, zatem nie odbiegają zanadto od tradycyjnych wyciągów znanych w fitoterapii. Widzimy, że nalewka jest w potencji D1, zatem rozcieńczono ją w stosunku 1+9, a więc właściwego przetworu jest 10 mg w każdym czopku, co jednak przy podaniu doodbytniczym powinno zupełnie wystarczyć, zważywszy na siłę związków kminkowych oraz niemal bezstratną drogę aplikacji.
Oficjalnie Carum Carvi nie ma żadnych wskazań terapeutycznych, ale dobrze wiemy, jak zadziała, a co jest zasługą obecności frakcji olejku eterycznego. To doskonały środek spazmolityczny, rozkurczający i wiatropędny – łagodzi dziecięce kolki i wzdęcia, pobudza wydzielanie soku żołądkowego i wzmaga apetyt. Olejek kminkowy jest na tyle silny, iż nie tylko wystarczą dwie-trzy krople dodane do mleka albo posiłku, ale nawet będzie skuteczny w formie maści albo oleju aromaterapeutycznego, którym smaruje się okolice brzucha.
Lek homeopatyczny, ale jednak tak naprawdę zupełnie zielarski.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz