Ten środek nie ma polskiego odpowiednika, co uważam za nieszczęśliwą sytuację zważywszy na skuteczność i prostą formułę.
Capval jest lekiem na receptę wytwarzanym przez niemiecką firmę InfectoPharm, dostępnym w formie drażetek, kropli oraz syropowatej zawiesiny. Skupię się na kroplach jako na najprostszej postaci preparatu. Z punktu widzenia galeniki to niezbyt skomplikowana mikstura – w składzie odnajdziemy wodę oczyszczoną, spirytus, glicerol, kwas solny, cyklaminian sodu pełniący rolę słodzika oraz aromat pomarańczowy. Jednak tak pożądane właściwości nadaje mu ostatnia, siódma substancja – narkotyna.
Narkotyna, zwana także noskapiną, to alkaloid występujący w wysuszonym soku niedojrzałych makówek maku lekarskiego (Papaver somniferum) czyli opium. Związek po raz pierwszy wyizolował francuski chemik Jean-Francois Derosne w 1803 roku, ale dopiero szczegółowe prace Pierre’a-Jeana Robiqueta z 1831 roku pozwoliły na lepsze poznanie natury narkotyny. To alkaloid izochinolinowy, a więc pod względem fitochemii i właściwości bliżej mu do rozkurczającej papaweryny niż przeciwbólowych i odurzających pochodnych fenantrenu, a zwłaszcza kodeiny oraz morfiny.
To biały lub niemal biały proszek, trudno rozpuszcza się w wodzie, nieco lepiej w alkoholu – obecność silnych kwasów znacząco ułatwia jego roztworzenie i utworzenie klarownych roztworów. W formie chlorowodorku rozpuszcza się bez problemu w wodzie i alkoholach. Narkotyna jest substancją przeciwkaszlową o działaniu ośrodkowym, którą przyrównuje się działaniem do dekstrometorfanu występującym w wielu preparatach łagodzących objawy przeziębienia i grypy – w zasadzie można uznać ją za cokolwiek „naturalny” zamiennik.
33 krople Capvalu ważą 1 g i zawierają w sobie 25 mg narkotyny. Lek można podawać dzieciom już od 6. miesiąca życia (!) w dawce 8 kropli do sześciu razy dziennie – jest znacznie bezpieczniejsza niż kodeina, której powszechnie nie rekomenduje się poniżej 12. roku życia. U młodzieży i dorosłych pełna dawka Capvalu wynosi 30 kropli, która także może być przyjęta do sześciu razy dziennie.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz