Naprawdę trudno było zaskoczyć czymś nowym opinię publiczną w Londynie, w Edynburgu, albo w Liverpoolu. Jednak ta sprawa była szokiem dla wymiaru sprawiedliwości i wyższych sfer.
Przebiegłość i bezwzględność mordercy wzbudziły w wielu naprawdę duży niepokój. Wszak jak można nie bać się trucizny, której nie sposób wykryć?
George Henry Lamson był lekarzem chirurgiem. W tej dziedzinie praktyka czyni mistrza, a najlepszą okazją do tego była zaczynająca się kolejna bałkańska rzeź – Wielki Kryzys Wschodni. Brytyjczycy wspierali interesy Imperium Ottomańskiego, które przeciwstawiało się zakusom carskiej Rosji wspomaganej przez Austro-Węgry i inne kraje europejskie. Lamson dołączył do korpusu medycznego, gdzie szlifował swoje umiejętności operując licznych rannych. Niewątpliwie wielu żołnierzy zawdzięczało mu zdrowie i życie, a sama wojna przynosiła całkiem niezłe dochody. Jednakże ogrom cierpienia i doświadczeń był stanowczo zbyt wielki jak na niezaprawionego w boju Anglika. Jedynie morfina przynosiła ukojenie i zapomnienie. W korpusie było jej pod dostatkiem, zatem brak nie doskwierał Lamsonowi – przynajmniej dopóki konflikt trwał. Gdy zawarto rozejm, chirurg musiał powrócić na Wyspy, do swojej żony Kate. Dzięki zgromadzonym oszczędnościom otworzył gabinet w nadmorskim kurorcie Bournemouth, licząc na spore zyski. Niestety, spodziewane dochody nie pojawiały się, a opioidowy nałóg kosztował chirurga coraz więcej. W efekcie w 1879 roku Lamson po raz pierwszy stanął nad finansową przepaścią. Od upadku dzielił go ostatni krok. Którego nie wykonał.
Żona doktora Lamsona – Kate – pochodziła z dobrej rodziny. Była zżyta z trójką rodzeństwa i mocno przeżyła śmierć swoich rodziców. Zgodnie z ich ostatnią wolą, cała czwórka została obdarowana majątkiem na równych prawach – po 1/4 dla każdego. W 1879 roku zmarł jej brat Herbert. Nie miał zstępnych, zatem jego majątek został rozdzielony pomiędzy rodzeństwo. Był to duży zastrzyk finansowy dla Lamsona, który pozwolił wykaraskać mu się z kłopotów. Jednak natura nie znosi próżni i nie zwykła odwlekać nieuniknionego. Po kilkunastu miesiącach Lamson znów był zadłużony, ale tym razem po same uszy. Rozpaczliwie szukając ratunku, postanowił zaprzeczyć złożonemu ślubowaniu i samowolnie przekroczyć granicę życia i śmierci.
Ofiary nie szukał długo. Stał się nią brat Kate – Percy Malcom John. Wybrał go z kilku względów. Był osiemnastolatkiem, który wciąż pobierał nauki w szkole, zatem jego część majątku nie była zanadto uszczknięta. W wyniku urazu kręgosłupa którego nabawił się w dzieciństwie, stracił władzę w nogach, ale pomimo tego cieszył się dobrym samopoczuciem i zdrowiem. Lamson postanowił zabić Percy’ego, lecz żaden ze sposób nie wydawał mu się wystarczająco dobry. Trucizna musiała być niewykrywalna, w przeciwnym wypadku to lekarz byłby pierwszym podejrzanym. Plan był wspaniale prosty – otruć, a winę za śmierć zrzucić na niepełnosprawność Percy’ego.
Trudno powiedzieć jak wielu zamachów dokonano na życie tego nastolatka. Są to informacje których nie można odtworzyć, lecz można domniemywać, iż co najmniej dwa – z czego jeden udany i to właśnie nim chcę się zająć.
24 listopada 1881 roku, doktor George Henry Lamson kupił w jednej z londyńskich aptek dwa grany (130 mg) akonityny. Substancja została mu sprzedana bez żadnego problemu, gdyż z racji prowadzonej praktyki figurował w rejestrach osób upoważnionych do nabywania tego typu związków. Transakcję poświadczył własnym podpisem “George H. Lamson, Bournemouth”.
3 grudnia 1881 chirurg odwiedził szkołę Percy’ego pod pretekstem sprawdzenia jego stanu zdrowia i postępów w nauce. Rozmowa z kadrą i chłopcem miała charakter nieoficjalny – Lamson przyniósł ciasto z rodzynkami, a jowialny dyrektor zaoferował kieliszek sherry. “Small talk” zszedł na temat medycznych wynalazków. Lekarz wyjął z kieszeni kilka żelatynowych kapsułek, które były nowym sposobem podawania substancji gorzkich bez przykrej konieczności poznawania ich smaku. Na oczach dyrektora napełnił jedną z nich cukrem z cukiernicy i dał Percy’emu do połknięcia. Kilka minut później Lamson oświadczył, iż musi wracać, gdyż ma wykupiony bilet kolejowy i miejsce na łodzi do Francji, gdzie musi załatwić ważne interesy. Serdecznie pożegnał się ze wszystkimi i wyszedł nie wzbudzając żadnych podejrzeń.
Po 15 minutach od wyjścia chirurga, Percy poczuł się źle. Skarżył się na palenie w jamie ustnej, pieczenie w przełyku i drętwienie języka. Nastolatek stwierdził, iż już czuł to kiedyś, gdy dostał od szwagra pastylkę z chininą. Wówczas objawy przeszły, zatem nie przywiązywał do tego większej wagi. Objawy pogłębiały się z minuty na minutę – pojawiły się wymioty tak silne, iż uniemożliwiały połknięcie czegokolwiek. Ból w jamie brzusznej był nie do zniesienia i nie ustępował nawet po podwójnej dawce morfiny zaordynowanej przez pospiesznie wezwanego lekarza. Kolejne objawy wskazywały na zbliżającą się agonię – konwulsje, drgawki, omamy i halucynacje. Po 3 godzinach i 45 minutach Percy zmarł w cierpieniach.
Śledczy od samego początku stawiali na otrucie nastolatka przez Lamsona. Bardzo szybko zarządzono sekcję zwłok, pozyskując w ten sposób próbki organów i zawartość żołądka do analizy. Ponadto zabrano wszystkie leki Percy’ego z jego pokoju oraz ciasto i cukier z gabinetu dyrektora. Chirurg zdołał dotrzeć do Francji, lecz po kilku dniach powrócił na Wyspy, gdzie natychmiast zatrzymano go pod zarzutem morderstwa z premedytacją.
Pierwsza rozprawa odbyła się 9 marca 1882 roku. Obrona wygłosiła sążniste oświadczenie, w którym ubolewała nad życiem Percy’ego i jego kalectwem, które miało przyczynić się do niewydolności organów, a tym samym do śmierci z przyczyn naturalnych. Lamson miał w rękach atut – dr Dupre i dr Stevenson odpowiedzialni za sekcję zwłok i ustalenie przyczyny śmierci, nie znaleźli niczego konkretnego. Owszem, wykryto ślady morfiny, lecz nie dawała takich objawów, ponadto podano ją w celu uśmierzenia bólu. Dupre i Stevenson byli przekonani, że Percy’ego otruto, lecz znane testy analityczne wykluczały arszenik, antymon, strychninę i inne znane mordercze substancje. Dlatego postanowili podejść do sprawy mocno nietypowo.
Aby zidentyfikować truciznę, należało dysponować odpowiednio przyrządzonymi próbkami narządów wewnętrznych. Uzyskiwano je poprzez ekstrakcję ich fragmentów – wykorzystywano do tego wątrobę, nerki i śledzionę. W tym konkretnym przypadku reakcje chemiczne nie dawały pożądanych rezultatów, więc postanowiono płynu… spróbować. Analitycy nakropili ekstrakt z narządów Percy’ego na własne języki oczekując, iż toksyczny związek zacznie działać i wystąpią charakterystyczne objawy. Dupre i Stevenson liczyli, że znając efekty toksyny, będą mogli łatwo określić jej rodzaj i tożsamość na podstawie opisów klinicznych, bądź kolejnych podobnych eksperymentów – tym razem ze wzorcami trujących substancji.
Ich przewidywania były słuszne. Dość szybko odczuli ciepło w ustach, które stopniowo rozszerzało się na policzki i drętwiejący język. Ślina powodowała przemieszczanie toksyny, która powodowała ból i pieczenie gardła i przełyku. Stevenson już wiedział, co zabiło Percy’ego – zresztą jego popisowym numerem na przyjęciach było rozpoznawanie alkaloidów po smaku: była to akonityna. Analityk eksperymentował tak długo z nią, iż był w stanie określić przybliżoną dawkę zadaną chłopcu: od 1/7 do 1/4 grana (9,2-16,25 mg).
Obrona postanowiła zastosować jeszcze jedną sztuczkę, podważając możliwość otrucia Percy’ego przez Lamsona. Jaką drogą podano toksynę, skoro świadek niczego podejrzanego nie zauważył? Wykluczono możliwość przemycenia trucizny w kapsułce, cieście i cukrze. Doktor Dupre postanowił skrupulatnie przebadać leki zabrane z pokoju nastolatka. Jego uwagę zwróciły proszki z chininą. Niektóre miały delikatnie inną barwę, różną od pozostałych. Jego przypuszczenia potwierdziły się – te ze zmienionym kolorem miały w sobie akonitynę zmieszaną z chininą. Na nieszczęście chirurga, pojawiły się zeznania farmaceutów z Bournemouth, którzy zaświadczali o zakupach wielu alkaloidów przez Lamsona – lekarz niekiedy był wyjątkowo wybredny. Pytał również o akonitynę, ale asystent apteczny znając jej silne działanie, odmówił sprzedaży, tłumacząc nieznajomością kupującego. Ponadto zgłosili się aptekarze z Londynu, którzy skojarzyli medialne doniesienia, postać chirurga i zakup akonityny.
Wciąż nie było jasne, jak lekarz przemycił truciznę do leków Percy’ego, oraz co dokładnie stało się feralnego dnia. Dla sądu i ławy przysięgłych nie miało to już wielkiego znaczenia. Doktor George Henry Lamson został uznany za winnego zabójstwa z premedytacją i skazany na śmierć. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1882 roku.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz