ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Nowe fałszerstwa olejku lawendowego

Cenimy olejek eteryczny z lawendy wąskolistnej, który odznacza się nie tylko przyjemnym zapachem, ale również specyficznym składem, a więc i określonymi walorami leczniczymi.

Musimy jednak pamiętać, iż rodzaj lawenda (Lavandula) mieści w sobie kilkadziesiąt innych, niekiedy dość odmiennych gatunków, a w tych odnajdziemy wiele odmian (kultywarów). A zatem i one także są „lawendami” w sensie botanicznym i semantycznym, co otwiera pole do licznych nadużyć, gdyż olejki z nich uzyskane będą nazywane „lawendowymi”. Nie pachną jednak dokładnie tak samo, a zatem właściwości i ceny mają nieco inne. Nieuczciwi sprzedawcy mieszają tańsze przetwory z właściwym olejkiem lawendowym, bądź sprzedają je, podszywając się pod autentyczne produkty, co jest podyktowane niczym innym, jak chęcią szybkiego zysku. Czy to częsta praktyka?

Natrafiłem ostatnio na francuski artykuł opublikowany w 2023 roku, który analizuje metody rozróżniania olejku eterycznego lawendy wąskolistnej (normowanego przez standardy ISO i Farmakopeę Europejską) oraz innych, mniej szlachetnych przetworów oraz domieszek. Przebiegłość oszustów jest tak duża, iż do wykrywania fałszerstw wykorzystuje się nie tylko zaawansowane chromatografy, ale również badania izotopowe – weryfikacja autentyczności pochłania niekiedy znaczne środki finansowe. Badacze przyjrzeli się 41 próbkom olejku eterycznego mającego pochodzić z lawendy wąskolistnej. Przeanalizowano je pod względem zgodności ze standardami i obecności nieoczekiwanych składników.

Tylko 34% wszystkich próbek wykazywało zgodność z normami ISO, przez co mogły być nazywane w pełni prawdziwymi przetworami lawendowymi. W 66% olejków wykryto odchylenia, przy czym w co dziesiątej próbce były bardzo znaczące.

Na 41 próbek, 12 pochodziło z francuskich sklepów jako komercyjnie dostępne butelkowane olejki eteryczne. Jedynie trzy (25%) nie budziły żadnych wątpliwości, kolejne dwa (17%) reprezentowały przetwór o bardzo niskiej jakości, a siedem (58%) było jawnie zafałszowanych. Z uwagi na niezwykle wysoki poziom beta-pinenu, kamfory i eukaliptolu uznano te produkty za olejki pochodzące z innych gatunków lawendy (zwykle mieszańców lub szerokolistnej – tj. lawendy spiki) albo jako tzw. ukryte blendy, czyli niejawne mieszanki różnych olejków eterycznych. Wykrywano również składniki wskazujące na rozcieńczenie za pomocą baz kosmetycznych oraz tłuszczów roślinnych.

Jeżeli co druga butelka olejku eterycznego lawendowego – będącego podstawowym środkiem aromaterapeutycznym – jest sfałszowana i to w ojczyźnie lawendy, we Francji, to jak źle sprawy mają się w Polsce?

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *