ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

Sąd nad żywokostem

Żywokost lekarski (Symphytum officinale) należy do rodziny ogórecznikowatych (Boraginaceae), dobrze znanej toksykologom ze względu na częstą obecność alkaloidów pirolizydynowych (AP).

W rodzaju Symphytum możemy wyróżnić ponad 30 gatunków, a przynajmniej cztery z nich występują w Polsce. Oprócz bohatera tekstu – żywokostu lekarskiego, na naszych polach i łąkach spotkamy żywokost czeski (S. bohemicum), żywokost bulwiasty (S. tuberosum) oraz żywokost sercowaty (S. cordatum). W innych krajach często występuje również żywokost szorstki (S. asperum; ang. prickly comfrey) i żywokost uplandzki (S. x uplandicum; ang. Russian comfrey) – są to wyjątkowo ważne gatunki z perspektywy tego artykułu, gdyż często przewijają się w różnych badaniach naukowych nad rodzajem Symphytum.

Z żywokostu pozyskuje się przede wszystkim korzenie (Radix Symphyti), które pod względem fitochemicznym są nieźle przebadane, co jest zasługą kilkudziesięciu lat analiz, z których większość wykonano już po poruszeniu tematu alkaloidów. W surowcu są obecne sacharydy w postaci gum i naturalnego śluzu, ponadto występują garbniki typu pirokatecholu (do 4%), a także należące do grupy triterpenów fitosterole, saponiny steroidowe i triterpenowe. Odnotowano obecność kwasów fenolowych, witaminy A, witaminy B12 i minerałów – wapnia, potasu i magnezu. Najcenniejszą substancją aktywną z punktu widzenia przemysłu farmaceutycznego jest alantoina (2,5%), będąca pochodną mocznika. Związek ten przyspiesza procesy złuszczania i odnowy naskórka, ponadto łagodzi objawy suchości skóry, gdyż wykazuje silne działanie nawilżające.

Jeszcze do końca lat 70. z korzeni żywokostu sporządzano przetwory przeznaczone do użycia wewnętrznego (doustnego). Ze względu na obecność wspomagającej regenerację błon śluzowych alantoiny, śluzów, a także ściągających garbników, ordynowano je przy podrażnieniach i niewielkich uszkodzeniach błony śluzowej przewodu pokarmowego, wrzodach żołądka oraz dwunastnicy. Wodne wyciągi miały przyspieszać gojenie i zabliźnianie się mikroran, a także odbudowywać błony śluzowe żołądka i jelit u osób starszych. Ekstrakty z żywokostu w gęstym ośrodku (syropie, miodzie, glicerynie) podawano w infekcjach oraz podrażnieniach górnych dróg oddechowych. Wykorzystanie płynów o dużej gęstości umożliwiało dłuższe „przetrzymanie” związków aktywnych w pożądanym miejscu, zanim nieuchronnie spłynęły dalej.

Wszystko zmieniło się z chwilą odkrycia negatywnego wpływu alkaloidów pirolizydynowych na organizm człowieka. Już w latach 80. polscy autorzy podchodzili do surowca z wyjątkowo dużą rezerwą. Producenci definitywnie wykluczyli surowiec z mieszanek przeznaczonych do stosowania wewnętrznego, zaś znacznie ograniczyli jego udział w preparatach do stosowania na skórę – nie było wówczas jasne, czy i ta droga podania jest potencjalnie niebezpieczna dla pacjenta. Aktualne dokumenty Europejskiej Agencji Leków wyszczególniają alkaloidy pirolizydynowe w korzeniu żywokostu lekarskiego, szacując ich zawartość na podstawie badań fitochemicznych na 0,2-0,4%. W surowcu mają być obecne takie związki jak symfytyna, likopsamina, intermedyna, mioskorpina, echimidyna, symlandyna, lasiokarpina i jeszcze kilkanaście innych AP.

Nie wszyscy są jednak tak pewni ich obecności. Amerykańska organizacja zrzeszająca producentów preparatów roślinnych – AHPA – w monografii poświęconej żywokostowi lekarskiemu sugeruje, iż alkaloidy pirolizydynowe nie występują w korzeniu tej rośliny, a pozytywne wyniki badań są spowodowane zafałszowaniem surowca fragmentami żywokostu szorstkiego lub uplandzkiego. W przypadku tych dwóch gatunków nie ma żadnej wątpliwości co do obecności AP w ich korzeniach – do 0,37% w korzeniach i do 0,15% w liściach. Musimy jednak odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

W literaturze naukowej zawsze podaje się, iż alkaloidy pirolizydynowe w korzeniu żywokostu występują – a wykrywa się je już prawie 50 lat. Czy jakikolwiek błąd mógłby istnieć tak długo niewykryty, a na dodatek występował w tak wielu doświadczeniach z użyciem metod analitycznych, w tym tak bardzo czułych metod chromatograficznych? Jeżeli chodzi o zanieczyszczenie fragmentami S. asperum i S. x uplandicum – przecież poszczególne gatunki żywokostu różnią się od siebie pokrojem, osiąganymi rozmiarami, a nawet barwą kwiatów. Niewprawne oko może nie wychwycić różnic, ale materiał do badań pochodzi z upraw doświadczalnych, które prowadzą osoby z wykształceniem ogrodniczym i są raczej obeznane z tematem. Jednocześnie musielibyśmy przyznać, iż istnieje globalny problem z materiałem siewnym, skoro nie jesteśmy w stanie wykluczyć z obrotu nasion gatunków niepożądanych. Do podobnych wniosków musieli dojść słoweńscy badacze, którzy chcieli opracować metodę łatwej identyfikacji alkaloidu likopsaminy w korzeniu żywokostu lekarskiego. Surowiec importowany z Węgier poddali porównawczej analizie morfologicznej ze wzorcem należącym do ljubljańskiego wydziału farmacji, aby absolutnie wykluczyć możliwość jakiekolwiek pomyłki. Słoweńcy oczywiście likopsaminę wykryli, a badania zakończyły się sukcesem, zatem wciąż trudno podnosić argument zanieczyszczenia surowca, który ma rzutować na całą grupę związków biologicznie aktywnych. Jednak w dokumentach unijnych przewija się teza, iż odnotowana obecność dwóch AP: symlandyny i echimidyny, może być wynikiem zafałszowania korzeniami S. peregrinum, lecz i to wymaga dalszego sprawdzenia.

Musimy pamiętać, iż zawartość alkaloidów pirolizydynowych nigdy nie jest stała i zależy od naprawdę wielu czynników, począwszy od części rośliny (korzenie są wyraźnie bogatsze w te związki), stanowiska i warunków atmosferycznych, a na szkodnikach kończąc. Sądzę, że nie doceniamy tych ostatnich – przecież AP są produkowane z myślą o ich odstraszaniu, więc rośliny „nadjedzone” mogą być znacznie toksyczniejsze od nieuszkodzonych.

Alkaloidy pirolizydynowe dzieli się na nasycone i nienasycone. Rozróżnienie ich jest niezwykle ważne, gdyż alkaloidy nienasycone są toksyczne dla organizmów żywych. Może się jednak tak zdarzyć – jak w przypadku arniki górskiej – że wprawdzie związki te występują, ale tylko jako alkaloidy nasycone. W takim przypadku panuje ogólnonaukowy konsensus i te substancje klasyfikuje się jako nieszkodliwe, choć kwestią bardzo otwartą jest wpływ ich metabolitów. Gdzieś kiedyś przemknął mi przed oczami angielski blogowy tekst, którego autor rozgrzeszał żywokost lekarski utrzymując, że w korzeniu żywokostu są tylko nasycone AP. Niestety, nie jest to prawdą – nawet wykluczając wątpliwości związane z symlandyną i echimidyną. Jak wspomniałem wcześniej, prowadzono badania nad identyfikacją likopsaminy. Związek ten należy do grupy alkaloidów nienasyconych, ale jego toksyczność jest relatywnie niska – LD50 (dawka substancji wywołująca śmierć badanej populacji) wynosi 1500 mg na kilogram masy ciała. Podobnymi wartościami charakteryzuje się inny związek nienasycony – intermedyna. Wydaje się, że alkaloidem pirolizydynowym o największej szkodliwości dla ludzkiego organizmu jest lasiokarpina o LD50 72 mg/kg m.c.

Przypadki kliniczne które powiązano z długotrwałą ekspozycją na alkaloidy pirolizydynowe, koncentrują się wokół HVOD, czyli choroby zarostowej żył wątrobowych skutkującej degeneracją i włóknieniem tkanek wątroby, upośledzeniem jej funkcji a w konsekwencji śmierci organizmu.

HVOD zdiagnozowano u 49-letniej kobiety zażywającej doustnie dwa preparaty zawierające korzeń żywokostu – jeden przez cztery miesiące, a drugi przez pół roku. Analiza chemiczna tych środków pozwoliła ustalić, iż pacjentka przyjmowała przynajmniej 85 miligramów AP dziennie. Chorobę tę zdiagnozowano także u 47-letniej kobiety (abstynentki), która przez kilka lat zgodnie z zaleceniami homeopaty piła herbatę z korzenia żywokostu (aż 10 filiżanek dziennie), zażywając równocześnie pigułki zawierające ten surowiec (choć pewnie homeopatyczne, więc go pewnie pozbawione). Nawet u młodych osób zdarzają się przypadki HVOD. 13-letniego chłopca z chorobą Crohna leczono według zaleceń naturopaty za pomocą herbaty z korzenia żywokostu (i później z również z liści tej rośliny). Niestety, opisy przypadków są często pozbawione ważnych danych na temat czasu ekspozycji na AP oraz szacowanej przyjmowanej dziennej dawki alkaloidów. Niektórzy próbują skontrować przypadki kliniczne badaniami ankietowymi – w nich osoby indagowane deklarują picie naparów z żywokostu przez 20 lat. Być może niektórym to służy, ale takie badania trzeba powtarzać i sprawdzać, czy coś się zmieniło w życiu ankieterów. Ponadto, czy możemy anonimową ankietę równać z dokumentacją szpitalną oddziałów toksykologii?

Wydaje się, że obecne moratorium na doustne preparaty zawierające żywokost jest słuszne, choć zawsze może być zweryfikowane na plus – w obrocie zaczynają pojawiać się wyciągi „PA-free”, czyli oczyszczone ze wszystkich alkaloidów pirolizydynowych. Dlatego możliwy jest tryumfalny powrót żywokostu, acz zrewidowaniu zapewne uległyby też zalecenia terapeutyczne. Tymczasem nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystywać ekstrakty z korzenia żywokostu w preparatach zewnętrznych. Absorpcja toksycznych związków przez nieuszkodzoną skórę jest niewielka i przy zachowaniu interwałów czasowych nie grozi żadnym negatywnym wpływem na wątrobę lub inne organy. Nawet instytucje unijne nie są przeciwne takiemu stosowaniu wyciągów z korzenia żywokostu – istniejąca monografia wyszczególnia formę płynnego ekstraktu z korzenia o DER 2:1 (z dwóch części surowca wytworzono jedną część wyciągu) przy użyciu jako rozpuszczalnika etanolu 65%.

Sąd wydaje werdykt: winny, ale nadający się do resocjalizacji.

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *