Tym razem tematem będzie dobrze nam znany żywokost – ale trochę inny gatunek i trochę inna jego część…
Wszyscy doceniamy walory prozdrowotne żywokostu lekarskiego (Symphytum officinale), będącego najbardziej rozpowszechnionym taksonem z rodzaju żywokost (Symphytum) na terenie Polski, ale przecież nie jest on jedynym w naszej florze. Uznaje się, że w kraju występują dziko jeszcze trzy inne gatunki (bulwiasty, sercowaty i czeski), a przynajmniej kilka innych zbiegło z upraw i lokalnie zdziczało (szorstki czy kaukaski). Praktycznie nie spotkamy u nas żywokostu uplandzkiego (Symphytum × uplandicum), będącego mieszańcem żywokostu lekarskiego (S. officinale) i skrajnie rzadkiego w Polsce żywokostu szorstkiego (S. asperum). Ale to właśnie on będzie nas interesował.
Dlaczego? Choć pałamy wielką miłością do żywokostu lekarskiego, to jednak w Europie prym wiedzie właśnie żywokost uplandzki, odznaczający się silnym wzrostem (nawet do 2 metrów!) i wysokim plonem, przez co jest pierwszym wyborem w uprawach. Wprawdzie we wszystkich żywokostach występują szkodliwe dla naszej wątroby alkaloidy pirolizydynowe (doustnie rodzą największe ryzyko, zewnętrznie minimalne), ale od kilkunastu lat są dostępne odmiany pozbawione tych substancji, a dodatkowo wykazujące większą odporność na choroby grzybowe i syntetyzujące więcej alantoiny
W Europie Środkowej największą wagę przywiązuje się do charakterystycznych, niemal czarnych korzeni, zaś ziele często trafia na kompost jako odpad – jeszcze w latach 80. prof. Ożarowski pisał, że części nadziemne stosuje się tylko do żywienia drobiu. Tymczasem w Europie wzbudziły ono duże zainteresowanie, zgodnie z zasadą, aby nie marnować niczego, co może być przydatne. Analizy fitochemiczne wykazały, iż zawartość ureidów (pochodnych mocznika, głównie alantoiny i kwasu alantoinowego) może być drastycznie wyższa w liściach niż w korzeniach. Brazylijskie badania udowodniły, że najwięcej ureidów jest w młodych liściach, a poziom alantoiny w nich może sięgać 140 mg/g suchej masy, podczas gdy w starszych liściach to nieco ponad 20 mg/g s.m, a w korzeniach poniżej 10 mg/g. Do podobnych wniosków doszli badacze z Gdańska – w pracy z 2025 roku pada wyraźne stwierdzenie, iż liście żywokostu mogą być dobrym zamiennikiem korzeni, gdyż mają podobny skład chemiczny, także zawierają alantoinę, a nawet odznaczają się wyższą aktywnością przeciwutleniającą. Więc dlaczego ich nie wykorzystać w praktyce?
Wróćmy do omawianego preparatu. Traumaplant to produkt leczniczy (OTC) wytwarzany przez całkiem duży szwajcarski koncern MCM Klosterfrau, który jest właścicielem nie tylko słynnej Melisany” ale także takich marek neo-angin, Soledum czy nasic. Traumaplant to maść zawierająca 10% substancji czynnej będącej przetworem z ziela żywokostu uplandzkiego, a dokładniej wyciśniętym sokiem oraz ekstraktem powstałym po przepłukaniu wytłoków za pomocą 30% etanolu. Oba płyny miesza się ze sobą w stosunku 4:6 i dodaje do bazy maściowej opartej o makrogole, co nadaje całości bardzo lekką konsystencję. Użyty przetwór roślinny ma bardzo niską zawartość alkaloidów – poniżej 0,01 ppm (części na milion).
Traumaplant jest przeznaczony do leczenia stłuczeń i skręceń spowodowanych wypadkami, potknięciami i sportem, a także bólów mięśni i stawów na tle urazów tępych. Można ją stosować już u dzieci od 6. roku życia. Nie odnotowuje się działań niepożądanych, lecz u osób o wyjątkowo wrażliwej skórze i z predyspozycjami do alergii, może rozwinąć się zaczerwienienie w miejscu aplikacji, pieczenie i swędzenie.
Maść była już przedmiotem kilku sporych doświadczeń klinicznych. W 2004 roku w czasopiśmie Wiener Medizinische Wochenschrift opublikowano wyniki badania na grupie 203 pacjentów, które wykazało, że Traumaplant łagodzi ból przy poruszaniu się lub spoczynku przy ostrym skręceniu stawu skokowego, a ponadto wyraźnie redukuje obrzęk. W tym zakresie korzyści pojawiają się dosyć szybko, bo już po 3. dniu terapii
Artykuł z 2012 roku oceniający wpływ leczenia otarć u 108 dzieci w wieku 3-12 lat (a więc w grupie młodszej niż oficjalnie dopuszcza się obrót) wskazuje, że 10% Traumaplant przyspiesza gojenie nawet o jeden dzień, a aż 92,6% ocen lekarskich wystawionych po 9. dniu terapii opisuje efektywność maści ziołowej jako dobrą i bardzo dobrą. W 2007 roku udowodniono, że w niektórych przypadkach tempo regeneracji skóry za sprawą żywokostu może być jeszcze szybsze – wówczas stwierdzono aż 3-dniową różnicę u osób dorosłych ze świeżymi otwarciami, w porównaniu z preparatem referencyjnym.
Inne badanie – z 2011 roku – pokazuje, że u dzieci w wieku 4-12 lat ze stłuczeniami, naciągnięciami i skręceniami, poprawa jest widoczna aż u 45% małych pacjentów i to już w 2. lub 3. dniu stosowania maści.
Wprawdzie Traumaplant jest wytwarzany na żywokoście uplandzkim, ale równie dobrze można wykorzystać rodzimy żywokost lekarski. Dlatego zostawmy korzenie w ziemi – gdzie ich miejsce – i nareszcie sięgnijmy po liście!
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz