Czy cokolwiek wiemy o właściwościach liści pozyskanych z polskich drzew: buka, grabu, jesionu albo olszy?
tekst archiwalny (2021 r.)
Gdy prowadziłem terenowe zajęcia z rozpoznawania i właściwości roślin leczniczych, zabierałem słuchaczy pod jakieś drzewo – zwykle pod dąb – i prosiłem o opisanie pozyskiwanego z niego surowca. Oczywiście uczestnicy ścigali się w przedstawianiu właściwości kory, jednak na pytanie „A liście?”, niewiele mogli powiedzieć. Tak naprawdę wiele liści z drzew i krzewów ma wciąż niewykorzystany potencjał zielarski, wprawdzie prosty w zastosowaniach, ale nadzwyczaj obfity, pewny i trwały. Zbiór nie nastręcza trudności (o ile gałęzie nie są zbyt wysoko) a osoby starsze nawet będą preferować taki rodzaj pracy, niż żmudne i wyczerpujące schylanie się po rośliny zielne.
Folium Alni – liść olszy
To niezbyt popularny surowiec zielarski, kryjący się w cieniu lepiej kojarzonej (choć obecnie także słabo rozpoznawalnej) kory olchy czarnej (Alnus glutinosa). Teoretycznie można pozyskiwać liście z olszy szarej (Alnus incana), ale są one rzadkością, ograniczoną zasięgiem głównie do terenów nadrzecznych. Dysponujemy niewielkim korpusem badań nad częściami zielonymi drzew z tego rodzaju – większość przeprowadzono niedawno i nie są jeszcze one publicznie dostępne. Co ciekawe, jest to surowiec farmakopealny na Białorusi – lekospis z 2008 roku wymienia oba gatunki: Folium Alni glutinosae powinien zawierać minimum 5% związków fenolowych w przeliczeniu na kwas elagowy, 0,5% kwasu elagowego i 0,3% hiperozydu. Dla Folium Alni incanae wyznaczono normę w postaci co najmniej 1% hiperozydu. Takie rozróżnienie wskazuje na bardziej flawonoidowy charakter olszy szarej i fenolowy olszy czarnej. Istotnie – polsko-białoruskie badania z 2008 roku wskazują na istnienie pewnych różnic fitochemicznych pomiędzy tymi gatunkami.
Liście olszy czarnej zawierają od 9% do 19% związków o charakterze polifenolowym, 0,9-1,9% kwasu elagowego i 0,4-1% hiperozydu, zatem z łatwością osiągają normy zarysowane przez białoruski lekospis. W przypadku olszy szarej zidentyfikowano flawonoidy w przedziale 1,2-2,6% oraz hiperozyd: 1,0-2,1%. Ponadto w obydwu gatunkach wykryto zróżnicowane fenolokwasy, między innymi kwas kawowy, chlorogenowy i galusowy. Olsza czarna charakteryzuje się również obecnością diarylheptanoidu o nazwie hirsutanon, strukturalnie nieco podobnego do kurkuminy. Badania nad tym wyizolowanym związkiem wskazały na właściwości cytotoksyczne wobec linii komórkowych PC-3 (nowotwór gruczołu krokowego), HeLa (nowotwór szyjki macicy) oraz HT-29 (nowotwór okrężnicy). Hirsutanon nasila lokalną ekspresję reaktywnych form tlenu, co uszkadza komórki nowotworowe oraz zaburza funkcjonowanie topoizomeraz II, niezbędnych do replikacji i skrętu helisy. Można porównywać aktywność hirsutanonu do działania etopozydu odznaczającego się podobnym modelem działania.
Profil fitoterapeutyczny liści olszy jednak nie opiera się na hirsutanonie, lecz na działaniu polifenoli – niegdyś napary z tego surowca służyły do leczenia ostrych stanów biegunkowych (zwłaszcza o intensywnym przebiegu), do płukania jamy ustnej w przypadku podrażnień, uszkodzeń i aftoz oraz do namaczania okładów przykładanych na drobne skaleczenia i stany zapalne skóry. Z uwagi na liczne flawonoidy można rozważać pozytywny wpływ olszy na stan naczyń krwionośnych, zwłaszcza drobnych naczyń włosowatych. Postrzegałbym ten surowiec podobnie do klasycznych ziół garbnikowo-flawonoidowych, które są wykorzystywane zarówno w fitoterapii, jak i preparatach stricte pielęgnacyjnych, kosmetycznych.
Folium Betulae – liść brzozy
W grupie wszystkich możliwych surowców zbieranych z drzew, liście brzozy to chyba najoczywistszy pomysł. Są bardzo popularne i tanie z uwagi na znaczny udział rodzaju Betula w drzewostanie – zasiedlają wraz z sosną słabe gleby oraz nieużytki, których w Polsce nie brakuje. Zgodnie z normami Farmakopei Europejskiej, powinno pozyskiwać się liście z brzozy brodawkowatej (Betula pendula) i brzozy omszonej (Betula pubescens) oraz – jeżeli jesteśmy w stanie rozróżnić – także ich hybryd.
Surowiec standaryzuje się na flawonoidy (w przeliczeniu na hiperozyd), których nie może być mniej niż 1,5%. To właśnie ta grupa związków czynnych dominuje pod względem ilościowym, aczkolwiek chcąc być bardziej precyzyjnym, należałoby raczej wyróżnić podgrupę glikozydów flawonowych. Zgodnie z badania Carnata z 1996 roku, lepszym źródłem flawonoidów jest brzoza brodawkowata – średnia zawartość w próbkach wynosiła 3,3%, podczas gdy dla brzozy omszonej było to 2,77%; ponadto pierwszy gatunek miał zdecydowanie więcej cennych i interesujących związków: hiperozydu, awikularyny, kwercytryny i 3-galaktozydu mirycetyny. Według innych analiz możliwe jest osiągnięcie nawet 10% sumy flawonoidów, aczkolwiek to będą sporadyczne przypadki.
Obecne są także związki o mocniejszym charakterze fenolowym – fenolokwasy (kwas kawowy, kwas chlorogenowy), lignany, saponiny triterpenowe typu dammaranu (betulafolientriol i betulafolientetrol) oraz – w cokolwiek w niezwykle małych ilościach, choć i tak zaskakujących – diarylheptanoidy, które znamy raczej z ostryżu (kurkumina) i imbiru, ale jak się okazuje, występują również w rodzinie Betulaceae, do której należy zresztą wyżej opisana olsza. Ponadto należy wspomnieć o niewielkich ilościach olejku eterycznego (do 0,1%; znacznie więcej jest go w pączkach liściowych), garbnikach (5-9%), sterolach i witaminach (0,5% witaminy C, identyfikowana również witamina B3). W przypadku związków mineralnych zdecydowanie dominują sole potasu – 800 mg na 100 g suchej masy, podczas gdy sodu jest znacznie mniej – bo aż dwustukrotnie!
Liście brzozy są uznawane za surowiec moczopędny pierwszego rzutu (czyli podstawowy) z uwagi na wysoką efektywność oraz elastyczność względem form przetworów – są spotykane zarówno mieszanki ziołowe do zaparzania, jak i wyciągi wodno-etanolowe w postaci płynnej oraz suchej (nalewka, sok stabilizowany, tabletka powlekana i tabletka musująca). Ważne jest to, aby dostarczyć 50 mg flawonoidów na dobę, gdyż to minimalna dawka wywołująca wzmożenie diurezy u większości pacjentów, co przekłada się na 2-4 g liści lub proporcjonalnie mniejszą dozę przetworów. Komercyjne preparaty zawierające jako jedyny składnik czynny wyciąg z liści brzozy (dowolnej formy) są zalecane w zmniejszaniu objętości obrzęków różnego pochodzenia, w chorobach układu moczowego (zakażenia dróg moczowych, początkowe i zaawansowane stadia kamicy nerkowej), także jako element złożonych terapii przeciwreumatycznych oraz pobudzających mechanizmy przemiany materii. To surowiec lubiany przez pacjentów, który nie niesie za sobą istotnych działań niepożądanych oraz efektów ubocznych – u mniej niż 1% obserwuje się łagodne reakcje skórne; większość wynika z alergii na pyłek brzóz, bądź reakcji krzyżowej brzoza-jabłko-marchew.
Folium Carpini – liść grabu
To jeden z najsłabiej poświadczonych drzewnych surowców zielarskich występujących w Polsce, najpewniej z uwagi na dość skromny udział grabu w krajowym drzewostanie. Okazy występują pojedynczo, rzadko w większych grupach, zatem zbiór jakichkolwiek surowców z grabu pospolitego (Carpinus betulus) w większej ilości jest mocno utrudniony. Są również słabo poznane pod względem fitochemicznym – pojedyncze badanie chromatograficzne nie pozwoliło na jednoznaczną identyfikację wielu substancji czynnych ani ich sumarycznego stężenia. Wiemy o obecności kwasów fenolowych: kawowego, chlorogenowego, syringowego i anyżowego oraz różnorodnych pochodnych innych związków z tej grupy. Oznaczono również bardzo liczne (pod względem liczby substancji) galotanoidy i elagotanoidy oraz garbniki skondensowane, co jednak sugeruje profil taninowy i ściągający liści grabu. Wyniki analizy chromatograficznej wskazują na relatywnie wysokie stężenie kwercetyny, mirycetyny, kemferolu, apigeniny oraz ich glikozydów. Najwyższą zawartość fenoli odnotowuje się w lipcu, podobnie flawan-3-oli, natomiast sumarycznie flawonoli najwięcej jest w sierpniu, zatem – biorąc pod uwagę te wskaźniki – najlepszy moment zbioru przypada na okres wakacyjny.
W medycynie XIX-wiecznej surowiec był stosowany jako źródło garbników i związków ściągających w płukankach do jamy ustnej (w formie naparów – 5-20 g na 100 ml wody) w doraźnym łagodzeniu uszkodzeń podniebienia, podrażnień oraz aftoz, ponadto do przemywań i okładów w pomniejszych stanach zapalnych i trudno gojących się ran. Trudno zweryfikować informacje o właściwościach przeciwkrwotocznych, być może wnioskowanych z cech garbników, czyli zogniskowanych na promocji tworzenia mikroskrzepów w naczyniach włosowatych oraz koagulacji białek.
Folium Fagi – liść buka
Liście buka zwyczajnego (Fagus sylvatica) nikną przy wartości użytkowej drewna, tłuściutkich nasion, a nawet kory, ale także są warte naszej uwagi. W naszym kraju te drzewa spotkamy przede wszystkim na zachodzie i południu, w części północno-wschodniej praktycznie nie pojawiają się (granica naturalnego zasięgu) lub występują tylko pojedyncze okazy.
Wielu może zdziwić fakt, iż świeże i młode liście tego gatunku są jednym z bogatszych, łatwo dostępnych źródeł witaminy C. W 100 g surowca znajduje się aż 260 mg tego związku, dzięki czemu surowiec ten można porównywać wyłącznie z natką pietruszki (około 260-270 mg/100 g świeżej masy). Oznaczono również flawonoidy a właściwie pochodne kemferolu (glukozydy i ramnozydy), ponadto mirycetynę, kwercetynę i leukoantocyjanidyny. Jeszcze większym zaskoczeniem było wykrycie związku, który kojarzymy raczej z egzotycznym… żeń-szeniem! Mowa tu o saponinie triterpenowej o nazwie ginsenozyd Ro, która wykazuje właściwości przeciwzapalne, przeciwwirusowe oraz utrudniające formowanie się skrzepów. Nie liczmy jednak na właściwości żeńszeniopodobne, gdyż substancji tej jest naprawdę niewiele a prawdziwe właściwości Panax ginseng są przypisywane całemu kompleksowi różnych ginsenozydów. Po spaleniu liści buka uzyskuje się popiół nadzwyczaj zasobny w tlenek wapnia (do 40%) i dwutlenek krzemu (30-40%).
W latach 80. i 90. opracowano metodę produkcji ekstraktów z młodych liści i pędów buka, które zamierzano (czy też na małą skalę dodawano) do produktów kosmetycznych o działaniu „anti-aging”. Proces ten opierał się na natychmiastowym mrożeniu surowca w celu przechowania, następnie odmrożeniu, nawodnieniu oraz poddaniu materiału roślinnego działaniu fal o wysokiej częstotliwości w celu inaktywacji enzymów wpływających na skład fitochemiczny. Tak uzyskiwany wyciąg poddawano kolejnym procesom – rozbijaniu komórek, sączeniu próżniowym i ewentualnemu dodatkowemu wzbogacaniu w atmosferze beztlenowej (azotowej). Dzięki takiemu rozwiązaniu dodatek ekstraktów bukowych znacząco osłabiał procesy zapalne i usprawniał naturalne mechanizmy obronne przed stresem oksydacyjnym, które przyczyniały się do złego wyglądu (degeneracji, starzenia) skóry. W innych aspektach liście buka raczej nie znalazły zastosowania; podczas I wojny światowej poddawano je procesom fermentacji i mieszano z tytoniem, aby zwiększyć jego objętość, a nawet stanowiły jego substytut zupełny.
Folium Fraxini – liść jesionu
Liście jesionu wyniosłego (Fraxinus excelsior) i jesionu wąskolistnego (Fraxinus angustifolia) są raczej charakterystyczne dla ziołolecznictwa niemieckiego, ewentualnie francuskiego i przez to stosunkowo rzadko wymieniane w krajowej literaturze – jeżeli już, to prędzej kora, ewentualnie słodki sok (manna) z jesionu mannowego (Fraxinus ornus).
Surowiec jest standaryzowany na zawartość pochodnych kwasu hydroksycynamonowego – minimum 2,5% w przeliczeniu na kwas chlorogenowy. Pod względem ilościowym dominują związki o charakterze śluzowym (10-20%) oraz garbniki (1-4%). W młodych liściach jesionu wyniosłego znajdziemy również flawonoidy (1,4%), które okazują się być stabilne także w już dojrzałej substancji roślinnej – blisko połowa to rutyna, pozostała część dzieli się pomiędzy kemferol, kwercetynę i glikozydy flawonowe. Dość licznie i bogato są reprezentowane triterpeny (do 2,5%): kwas betulinowy i betulina, kwas ursolowy oraz β-sitosterol. Obserwuje się również nadzwyczaj duże stężenie fenolokwasów (2-3%) – zidentyfikowano oznaczalne ilości przynajmniej 9 kwasów fenolowych (m.in. ferulowego, kawowego, syringowego i wanilinowego). Pomniejsze znaczenie z uwagi na niewielkie stężenia mają irydoidy i sekoirydoidy (syringoksyd, deoksysyringoksyd, ekscelzozyd, oleuropeinina, ligustrozyd). Kumaryny reprezentowane w korze jesionu, w liściach występują tylko w śladowych ilościach (maksymalnie 0,05%) – eskulina, eskuletyna, fraksyna, fraksetyna. Liście jesionu mogą być potencjalnym źródłem mannitolu (około 20-23%), choć większy potencjał mają jednak drzewa rosnące w klimacie śródziemnomorskim; szczyt stężenia tego alkoholu cukrowego przypada na lipiec-sierpień.
ie są znane istotne badania kliniczne nad tym surowcem, więc w ocenie profilu terapeutycznego należy posiłkować się ogólnym obrazem fitochemicznym i dostępnymi produktami komercyjnymi – takowe występują (czy też są warunki do ich obrotu) w Belgii, we Włoszech oraz w Hiszpanii. W takim kontekście występuje monoprofil leczniczy – moczopędny i przeciwreumatyczny. Związki czynne występują w ilościach dostatecznych do wywołania efektu zwiększenia diurezy, co zazwyczaj wiąże się z terapią na przykład dny moczanowej – ogranicza to zdolność do odkładania się kryształów moczanu sodu w rejonie stawów, powodując jego ogólną niesprawność, a nawet – w skrajnych przypadkach – jego nieodwracalne uszkodzenie. Liście jesionu sprawdzą się także w eliminacji obrzęków a zewnętrznie w formie kataplazmów – do łagodzenia dyskomfortu i leczenia stanów zapalnych i owrzodzeń w rejonie kończyn dolnych i górnych. Z uwagi na zawartość mannitolu, duże dawki naparów z liści jesionu mogą wywoływać łagodny efekt przeczyszczający.
Folium Juglandis – liść orzecha włoskiego
Niejednokrotnie słyszałem opinię, jakoby Unia Europejska zakazała stosowania liści orzecha włoskiego (Juglans regia) – nic bardziej mylnego! Nie dość, że istnieje oficjalna monografia tego surowca wydana przez Europejską Agencję Leków (EMA), to jeszcze mamy ten surowiec w postaci leku bez recepty OTC, który korzysta ze specjalnej procedury NAR – prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wydał pozwolenie w ramach procedury narodowej dla surowców zielarskich. Ten surowiec nie jest farmakopealny dla całej UE, więc nie ma ściśle określonych standardów jakościowych – zwykle wyznacza się normy w oparciu o dominującą ilościowo grupę czynną, czyli garbniki: minimum 2% w przeliczeniu na pirogalol (standard Deutscher Arzneimittel Codex). To bardzo niska norma, gdyż liście przeciętnie zawierają około 9-10% garbników z grupy elagotanoidów (czyli związków hydrolizujących).
Z punktu widzenia fitochemii i fitoterapii, najistotniejsze wydają się jednak nie garbniki (acz ich rola jest bardzo ważna) a naftochinony, czyli tlenopochodne naftalenu – mowa tu przede wszystkim o juglonie, który w formie zredukowanej występuje w liściach (0,5%) a jako związek chemicznie czysty, bardzo obficie (do 30%) w wosku epikutykularnym. Mogą Państwo zapytać – skoro jest tak istotny, dlaczego się nie standaryzuje surowca na właśnie juglon? Żywy organizm chroni tę substancję przed naturalnymi przemianami, lecz procesy konserwacji i obumierania tkanek degenerują ją: następuje polimeryzacja do ciemnych barwników, czyli zupełne unieczynnienie. Liście żółknące, przewiędnięte i suche juglonu mają bardzo mało lub wręcz w ogóle jest on niewykrywalny, zatem nie nadaje się do pełnienia roli markera analitycznego. Natomiast kwestią otwartą jest juglon w preparatach wykonywanych z surowca świeżego, a przede wszystkim pytanie: Czy jego stężenie jest dostateczne do wywoływania jakiegokolwiek efektu leczniczego?
W liściach orzecha włoskiego znajdują się również znaczne (3,5%) ilości flawonoidów – kwercetyna i kwercytryna, nieco mniej kemferolu i jego pochodnych. Z tego względu Francuzi za czasów Farmakopei Francuskiej X nakazywali oznaczanie flawonoidów w tym surowcu (minimum 2%). Według niektórych badań liście pozyskiwane z uprawianych orzechów włoskich w krajach śródziemnomorskich są bogatsze we flawonoidy, niż ich północno- i środkowoeuropejskie odpowiedniki. Identyfikowane są również kwasy fenolowe – w zróżnicowanych ilościach – oraz pomniejsze substancje czynne: olejek eteryczny (trudno wykrywalne ślady), witamina C (do 1%), śluzy (6-8%), związki wapnia (2%) i potasu (1,4%). Wedle wytycznych niemieckich odpowiednią porą do zbioru liści jest czerwiec
Folium Juglandis z uwagi na obecność garbników wykazuje właściwości ochronne przed czynnikami drażniącymi (tworzenie biofilmu białkowego poprzez koagulację) oraz przeciwzapalne z uwagi na zdolność do zmniejszenia przepuszczalności naczyń włosowatych a przez to spowolnienie transferu mediatorów stanu zapalnego; obserwuje się również działanie przeciwświądowe i słabe przeciwbólowe, ograniczone lokalnie do miejsca, na które aplikuje się przetwór z liści orzecha włoskiego (napar). Należy rozważyć przetwory w zakażeniach skóry o charakterze bakteryjnym (efektywność nieco niższa od ampicyliny) oraz wirusowych – to zasługa kompleksu związków fenolowych i tanin, resztek juglonu oraz prawdopodobnie pewnego udziału olejku eterycznego. Przetwory wodne i wodno-alkoholowe – zwłaszcza z surowca świeżego (słabiej z suszonego) – są skuteczne wobec gronkowca złocistego i S. mutans, pałeczki ropy błękitnej, pałeczki okrężnicy oraz Candida albicans i różnych dermatofitów.
Surowiec jest szczególnie zalecany przy łagodnych i zaostrzonych zapaleniach skóry, atopowym zapaleniu skóry, dermatozach dziecięcych oraz w trądziku. Monografia EMA wprawdzie nie uznała liści orzecha włoskiego jako surowca „well-established use”, ale w części tradycyjnej uwzględniła jego rolę jako środka zalecanego w nadmiernej potliwości stóp oraz dłoni – nie jest on jednak przeznaczony do stosowania wewnętrznego, lecz do wykonywania okładów w schemacie 5 g liści / 200 g wody / 30 minut okładu / 2 razy dziennie.
Duże kontrowersje budzi zastosowanie liści orzecha włoskiego w preparatach doustnych z uwagi na juglon, który wykazuje działanie toksyczne – w krajach śródziemnomorskich w średniowieczu za pomocą tego orzechów włoskich truto ryby (ichtiotoksyczność), a on sam wykazuje duży potencjał cytotoksyczny, zarówno wobec komórek zdrowych, jak i o patologicznym charakterze oraz prooksydacyjny, znacznie nasilając tworzenie bardzo reaktywnych form tlenu (ponadtlenków). O ile w przypadku suszonego surowca ten problem właściwie sam się rozwiązuje z uwagi na niestabilność juglonu, o tyle świeża substancja nie jest w pełni jednoznaczna. Dłuższe gotowanie (odwar) dezaktywuje ten związek, natomiast krótsze (napar) wytrawia go, ale niszczy tylko w małym stopniu. Prawdopodobnie niekorzystnie wpływa na niego również środowisko kwaśne w żołądku i w otoczeniu oraz temperatura ludzkiego ciała, więc ewentualny jego wpływ na organizm – zarówno negatywny, jak i potencjalny pozytywny – byłby niewielki i trudny do utrzymania w domowych warunkach. W przypadku stosowania zewnętrznego ekspozycja na juglon jest oczywiście większa, jednak nie powinna nieść ze sobą żadnych zagrożeń.
Folium Mali – liść jabłoni
Współczesna fitochemia i ziołolecznictwo nie mogą za wiele powiedzieć o liściach jabłoni domowej (Malus domestica), której uprawy w samej tylko Polsce zajmują ponad 170 tysięcy hektarów! To surowiec zielarski bardzo słabo poznany, zupełnie niewykorzystany pod jakimkolwiek względem! Wiemy o obecności garbników, kwasu chlorogenowego oraz mierzalnych ilości olejku eterycznego, ale to flawonoidy są najważniejszą grupą czynną. Oprócz kwercetyny występują dihydrochalkony – florydzyna, sieboldyna oraz trilobatyna. Florydzyna (glukozyd floretyny) wyraźnie dominuje, stanowiąc około 90% wszystkich polifenoli w surowcu. Dihydrochalkony liści jabłoni wykazują bardzo duże właściwości przeciwutleniające i neutralizujące czynniki generujące reaktywne formy tlenu. Niegdyś spekulowano o właściwościach przeciwcukrzycowych florydzyny, lecz jej przemiany w organizmie prawdopodobnie dezaktywują te właściwości – niemniej również obecna sieboldyna wydaje się skuteczniejsza, zwłaszcza w kontekście akumulacji końcowych produktów glikacji (AGE), generujących stres oksydacyjny i nasilających postęp i powikłania cukrzycy.
Folium Padi – liść czeremchy
W porównaniu z korą i owocami czeremchy zwyczajnej i amerykańskiej (Prunus padus, Prunus serotina), liście odgrywają niezmiernie małą rolę w fitoterapii – już w XIX wieku były wymieniane raczej ciekawostkowo, rzadko poświęcano im więcej niż jeden akapit. Wysuszone i zmielone odznaczają się specyficznym zapachem przypominającym migdały, lecz o nieprzyjemnych nutach, co jest unikalną cechą tego surowca. Z tego względu wykorzystywano je do destylacji jako ich surogat, wytwarzając zamiennik wody migdałowej – Aqua Foliorum Pruni Padi, który nie dość, że był tańszy, to jeszcze niekiedy miał silniejszy zapach niż często tak przetwarzane zleżałe migdały. To zasługa obecności glikozydów cyjanogennych – amigdaliny, prunazyny i prulauryzyny – zawartość związków z tej grupy mieści się w przedziale od 0,2% do 0,5%.
Johann H. Dieterich (1843) zalecał liście czeremchy w terapii gruźlicy oraz zaburzeń pracy mięśnia sercowego z uwagi na znane już wtedy właściwości związków cyjankowych do stymulowania pracy drzewa oskrzelowego, płuc i serca; w tym ostatnim przypadku niekiedy nawet porównywane do możliwości naparstnicy. W niewielkich dawkach wywołują pobudzenie autonomicznego układu nerwowego, natomiast w dużych porażenie: skurcz i hamowanie, w szczególnie dużych (raczej niemożliwych do osiągnięcia w perspektywie czeremchy) – śmierć poprzez uduszenie i skrajnie groźne zaburzenia pracy mięśnia sercowego. Autor wspomina również o potencjalnym działaniu przeciwrobaczym świeżych liści (dawka: 4-5 sztuk na dobę w formie 24-godzinnego gorącego maceratu), które musiały być stosowane przez tydzień; miały odznaczać się wysoką skutecznością zwłaszcza wobec glist.
Folium Persicorum – liść brzoskwini
To interesujący, choć nieznany znany surowiec zielarski – w Polsce drzew brzoskwiniowych (Prunus persica) jest niewiele z uwagi na zdarzające się przemarzanie okazów tego gatunku oraz podatność na choroby grzybowe. Jednak w fitoterapii były w pewnym momencie nawet cenione z podobnych względów jak liście czeremchy – wykorzystywano je do destylowania wody o zapachu migdałów, zatem i one powinny zawierać niewielkie ilości glikozydów cyjanogennych, niemniej ta cecha niekiedy mogła „wypaść” w trakcie krzyżowania przy okazji uzyskiwania ładniejszych owoców. Liście brzoskwini opisywano jako łagodnie przeczyszczające, przeciwrobacze, rozszerzające oskrzela; pojedyncze współczesne prace sugerują potencjalne działanie przeciwmalaryczne, hepatoprotekcyjne oraz przeciwastmatyczne. Nie jest wykluczone, iż za wiele z sugerowanych efektów odpowiada kwas ursolowy (nawet 4,5%); zidentyfikowano również kwas migdałowy, β-sitosterol (po 1%), mniejsze ilości kwasu chlorogenowego i kawowego, garbników, flawonoidów oraz olejku eterycznego zawierającego około 130 składników.
Ekstrakty wodne w badaniach na świnkach morskich wykazywały zarówno działanie wywołujące, jak i znoszące skurcz mięśni gładkich – te ostatnie wydaje się jednak być przełamywane przez substancje o potencjale cholinergicznym, przyspieszające perystaltykę jelit, co tłumaczy działanie przeczyszczające liści brzoskwini. Nie obserwowane są jednak efekty ogólnoustrojowe parasympatykomimetyków – prawdopodobnie działają lokalnie tylko w rejonie jelit, natomiast związki rozkurczające, z uwagi na inną polarność i wchłanialność, mogą wpływać na inne układy – między innymi na układ oddechowy i sercowo-naczyniowy.
Folium Pyri – liść gruszy
Uwielbiam zaskakiwać pytaniem o ten surowiec – wszakże raczej kojarzymy słodkie owoce (za którymi nie przepadam), jednak o właściwościach liści nie słyszymy za wiele. Gatunkiem nominalnym dla ich pozyskiwania jest grusza pospolita (Pyrus communis), acz zapewne inne gatunki i odmiany uprawne występujące w Polsce, także nadają się do tego celu. Zaleca się, aby pozyskiwać je tak wcześnie, jak to tylko możliwe, dlatego optymalnym terminem zbioru jest kwiecień i maj.
Liście gruszy charakteryzują się unikalnym – jak na drzewne standardy – składem, z uwagi na obecność charakterystycznych glikozydów fenolowych, w których właściwie dominuje arbutyna (2-5%, rzadko kiedy więcej). Związek ten – po dość skomplikowanych przemianach w organizmie – finalnie ulega hydrolizie do form o działaniu przeciwbakteryjnym, wykazujących swoją aktywność w układzie moczowym: z tego względu Folium Pyri to surowiec należący do grupy urodesinficiens, czyli dezynfekujących pęcherz oraz drogi moczowe. Nie jest to jednak surowiec „mocny” – glukozydów fenolowych jest relatywnie mało, dlatego chcąc gruszą substytuować mącznicę, należy masę surowca przemnożyć przez cztery a borówki brusznicy – przez dwa. Można posłużyć się również następującym schematem: 1 g liści mącznicy = 2 g liści brusznicy = 4 g liści gruszy.
Inne związki występujące w Folium Pyri to tak zwane garbniki Lamiaceae, czyli związki będące fenolokwasami o pewnych właściwościach garbników – to przede wszystkim kwas chlorogenowy i kwas rozmarynowy, których suma sięga nawet 8%. Wykazują one działanie łagodnie ściągające i przeciwzapalne oraz przeciwutleniające. Wraz z innym składnikiem – floretyną – charakteryzują się dużym potencjałem przeciwdrobnoustrojowym.
Folium Querci – liść dębu
Kora dębu jest jednym z popularniejszych surowców zielarskich, choć zbiór nastręcza wielu trudności, co zresztą jest typową cechą surowców tego rodzaju. O liściach niewiele się mówi i to – według mnie – zdecydowany błąd. Gatunkami nominalnymi, z których pozyskiwać materiał są: dąb szypułkowy (Quercus robur), dąb bezszypułkowy (Quercus petraea) oraz dąb burgundzki (Quercus cerris). Nie zaleca się natomiast zbioru z amerykańskiego dębu czerwonego (Quercus rubra), jako z gatunku obcego, inwazyjnego i jeszcze nie do końca przez nas poznanego w cokolwiek różniących się warunkach europejskich.
W surowcu oczywiście dominują garbniki, których zawartość waha się w przedziale od 6 do 11% – wolne kwasy: galusowy i elagowy, elagotanoidy (telimagrandyna I i II, pedunkulagina i jej pochodne galusowe), galotanoidy oraz garbniki skondensowane. Jest to nieco inny profil niż kory dębu, ale wydaje się być trwalszy fitochemicznie, przez co zostaje znacznie zmniejszone ryzyko „flobafenienia” źle przechowywanego surowca garbnikowego, czyli unieczynniania długich łańcuchów garbników. Jednocześnie odnotowuje się całkiem duże ilości polifenoli – około 7%, co wskazuje na dość duży potencjał przeciwko reaktywnym formom tlenu. Z grupy flawonoidów mamy w surowcu kwercetynę, kemferol, astragalinę i ich pochodne glikozydowe; identyfikuje się również triterpeny – tarakserol, lupeol i amiryny. Uważa się – na podstawie badań liści dębu burgundzkiego – iż pozostałe gatunki zawierają w świeżych liściach również witaminę C w ilości około 0,1-0,2%.
Interesującym związkiem biologicznie aktywnym występującym w liściach dębu jest wspomniana powyżej pedunkulagina, należąca do elagotanoidów. Nie jest charakterystyczna dla tego surowca – znaleziono ją również w granacie właściwym, orzechu włoskim oraz w różnych gatunkach olch. Wykazuje właściwości inhibitora anhydrazy węglanowej, czyli ma charakter słabych diuretyków, które w klasycznej medycynie są stosowane w terapii jaskry jako substancje obniżające ciśnienie wewnątrzgałkowe. Mechanizm ich działania jest dość prosty i opiera się na zmniejszeniu produkcji cieczy wodnistej, dzięki czemu można opóźnić i zmniejszyć ryzyko uszkodzenia nerwu wzrokowego.
Chcąc pozyskiwać surowiec bogaty w garbniki, najlepiej byłoby pozyskiwać liście… we wrześniu. To oczywiście niecodzienna pora pozyskiwania materiału z grupy Folium, ale udowodniono, iż młode liście są nader ubogie w związki ściągające – w kwietniu i maju ich stężenie oscyluje w okolicy 0,5-1%, natomiast we wrześniu jest ich kilkukrotnie więcej. Dlatego surowiec późnoletni-wczesnojesienny zdecydowanie lepiej nadaje się do terapii biegunek ostrych oraz zmniejszania intensywności stanu zapalnego, niż liście wiosenne, raczej bogatsze w kwas askorbinowy i znacznie bardziej diuretyczne. Chcąc substytuować liśćmi korę dębu, należałoby wziąć dwukrotność (jeszcze pewniej – trzykrotność) wagi zamienianego surowca – na każdy 1 g Cortex Querci, winno przypadać 2-3 g Folium Querci.
Folium Salicis – liść wierzby
Korę wierzby znamy bardzo dobrze: to jeden z najcenniejszych polskich surowców, cieszących się szczególnym zainteresowaniem w okresie jesienno-zimowym, ale trudny w zbiorze, przez co czasami brakuje materiału o dobrej jakości. Przyjmuje się, iż liście winno pozyskiwać się z tych samych gatunków, które są odpowiednie dla kory – wierzby purpurowej (Salix purpurea), wierzby wawrzynkowej (Salix daphnoides) oraz wierzby kruchej (Salix fragilis). Inne gatunki nie są takie dobre, ale i one mogą być w pewnych okolicznościach przydatne – lecz wówczas należy w nazwie surowca oznaczyć gatunek z którego zebrano liście.
Liście rodzaju Salix zawierają – podobnie jak kora – glikozydy fenolowe, których jest na tyle dużo, iż mogą być wręcz jej substytutem zupełnym! Bez wątpienia w każdym nominalnym dla uzysku surowca gatunku występuje salicyna, tremulacyna i tremuloidyna; dla wierzby purpurowej przyjmuje się, iż suma glikozydów fenolowych waha się pomiędzy 5-6%. W korze bywa ich nawet 8%, choć są przypadki osiągania ledwie 3-4%. Zakładając po 6% dla liści i 6% dla kory, stają się one równoważne pod względem fitoterapeutycznym. Bardziej charakterystyczne są specyficzne związki z tej grupy, występujące tylko w niektórych gatunkach – np. chaenomeloidyna w Salix chaenomeloides czy sachalizydy w Salix sachalinensis; mogą służyć one jako marker analityczny i systematyczny. Również flawonoidy są obficie reprezentowane w liściach – co akurat nie zupełnie nie powinno dziwić; jest ich znacznie więcej niż w korze i częściach podziemnych: odnotowano występowanie pochodnych eriodiktiolu, luteoliny i naringiny. Nie wiemy niemal nic o pozostałych grupach i związkach aktywnych oprócz proantocyjanidyn (3%) – liczne analizy dotyczą innych wierzb i przez to są zupełnie nieprzekładalne na nasze rodzime gatunki.
Dotychczasowa wiedza nakazuje nam traktować Folium Salicis jako odpowiednik Cortex Salicis, dokładnie w tych samych obszarach zastosowań, przy znacznie prostszym użyciu – można zrobić napar, co dla kory byłoby niewystarczające. Przemiany glikozydów fenolowych do kwasu salicylowego skutkują działaniem przeciwzapalnym (a przynajmniej znacznie spowalniającym zmiany zapalne), przeciwbólowym i napotnym, ale są odłożone w czasie (kilka godzin, uzależnione od funkcjonowania mikroflory jelitowej), natomiast flawonoidy zadziałają moczopędnie – być może znacznie silniej od flawonoidów kory. Dlatego liście można stosować przy infekcjach dróg oddechowych, zwłaszcza przy przeziębieniu, okazjonalnych bólach mięśni i stawów oraz przy dłuższych terapiach związanych z łagodzeniem dolegliwości o etiologii reumatoidalnej. Pamiętajmy o tym, iż związki czynne będą hamować agregację płytek krwi a tym samym opóźniać tworzenie się skrzepów, co można wykorzystać w profilaktyce zawału serca oraz zakrzepicy naczyń wieńcowych, żył oraz zatorów płuc.
Folium Tiliae – liść lipy
Po raz kolejny okazuje się, iż niewiele wiemy o popularnych polskich drzewach. Wszyscy znamy kwiatostany lipy, niektórzy mogli słyszeć o tłuszczu tłoczonym z nasion lub o węglu lipowym, ale o lipowych liściach nasza wiedza jest żadna! Informacje o ich fitochemii przekazuje nam wyłącznie fitoterapia niemiecka i to w nader szczątkowej postaci. Surowiec pozyskuje się z lipy szerokolistnej (Tilia platyphyllos) oraz z lipy drobnolistnej (Tilia cordata) w okresie pełnego rozwoju liści. Znajdują się w nich garbniki skondensowane (do 3%) oraz polisacharydy tworzące śluz, również flawonoidy i fenolokwasy – w ilościach nam zupełnie nieznanych. To surowiec o działaniu moczopędnym i ściągającym, być może również odżywczym, witaminizującym i mineralnym, gdyż Müller (1895) zaświadcza, iż majowe liście gotowane w winie i w wodzie są dobrym lekiem dla anemików. To całość wiedzy o liściach lipy na 2021 rok – przyznają Państwo, iż to zatrważający stan!
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz