ZIOŁOLECZNICTWO, GALENIKA I MEDYCYNA NATURALNA

O mężczyźnie który zjadł za dużo

W ciągu ostatnich lat spotkałem kilka osób, jawnie i głośno przyznających się do częstego spożywania muchomora czerwonego.

Wprawdzie zarzekali się, że nie odczuwają żadnego długotrwałego negatywnego wpływu i efektów ubocznych, ale już podczas „small-talku” można było wyczuć pewne odczepienie się kilku klepek, dla niepoznaki nazywane „uwolnieniem od systemu”. Później pojawiły się liczne publikacje, w których symbolikę muchomora widywano wszędzie, gdzie oczy poniosły, nawet w czerwonym stroju papieża Benedykta XIV siedzącego na krześle – który zresztą postawą też miał przypominać starego grzyba. Oczywiście muchomora, bo przecież nie borowika albo jaką inną kanię.

Choć z początku było to szaleństwem szkodliwym dla mikrej grupki, rozrosło się do absurdalnych rozmiarów, nieobojętnym dla zdrowia publicznego. Muchomor czerwony, odebrany kulturze ludów Syberii, stał się totemem gwarantującym wyleczenie ze wszystkich chorób, sięganym przez naiwnych, którym odurzeni wmawiają, że nie szkodzi i nie truje, bo „ja jem i wciąż żyję”. O długotrwałych efektach żucia kapeluszy przekonamy się za jakiś czas – jak było z tytoniem albo jest z konopiami, niemniej nie znoszę wciskania ciemnoty o nieszkodliwości Amanita muscaria, a już zwłaszcza tradycyjnej bajeczki „bo nikt nie umarł”. Umarł.

Wprawdzie najczęstszym widocznym skutkiem zjedzenia muchomora czerwonego będzie rozwolnienie, to odnotowuje się także poważniejsze przypadki zatruć, wymagające nie tyle interwencji lekarskiej, co pilnych zabiegów ratujących życie – na przykład intubacji. Trudno funkcjonować w społeczeństwie bez możliwości dostarczenia powietrza do płuc. Hospitalizacje pogrzybowe to koszty dla systemu opieki zdrowotnej – za skutki muchomora płacimy wszyscy. W opisach przypadków klinicznych często znajdziemy polskie nazwiska, gdyż krajowi „eksperymentatorzy” dostarczają światu nader bogatego materiału dydaktycznego, finansowanego z kieszeni ubogiego NFZ. Jednak „case study” które chciałbym przytoczyć, nie pochodzi z Polski, ale z USA, które również mierzą się ze skutkami popularności „nieszkodliwej amanitki”. Zdarzenie opisano w czasopiśmie Wilderness & Environmental Medicine z grudnia 2022.

44-letni mężczyzna bez historii chorobowej, trafił na oddział ratunkowy po nagłym zatrzymaniu krążenia. Bezpośrednią przyczyną hospitalizacji było zjedzenie 6-10 suszonych kapeluszy muchomora czerwonego, otrzymanych od znajomego, który kupił je przez stronę z akcesoriami dla szamanów (!), w celach leczniczych.

Po 30 minutach od spożycia w towarzystwie ów znajomego, pacjent zasnął; po kilku godzinach wystąpiły wymioty, dreszcze i drgawki. Aby ogrzać chorego, znajomy przesunął go na lecznicze światło słoneczne (helioterapia), a gdy ono nie pomogło – wsadził go do wanny z ciepłą wodą. Po 9-11 godzinach wystąpiła asystolia, co oznacza, iż serce przestało się kurczyć, a zatem pracować. Wezwani ratownicy medyczni rozpoczęli resuscytację, po intubacji dotchawiczej i dużych dawkach epinefryny i atropiny, serce powróciło do pracy. W szpitalu odnotowano brak jakiejkolwiek reakcji na bodźce. Badania laboratoryjne nie wykryły obecności popularnych narkotyków, leków przeciwdepresyjnych, alkoholu, paracetamolu i salicylanów. W 9. dniu terapii pacjent zmarł. Sekcja zwłok nie pozwoliła na sformułowanie logicznej przyczyny zgonu, dlatego przyjęto, iż były nią powikłania po zatruciu Amanita muscaria.

W ostatnim czasie nastąpił prawdziwy „wysyp” amerykańskich przypadków zatruć w literaturze. Wiosną i latem 2024 roku odnotowano serię hospitalizacji, którą łączyły… słodycze kupione na stacjach benzynowych, w atrakcyjnych wizualnie opakowaniach – jak ostatnia afera z kolorowymi „małpkami” w tubkach. Konopno-grzybowe słodkości marki Diamond Shruumz (czekolady i żelki) okazały się być naszprycowane THC i muchomorem czerwonym, o czym świadczyła laboratoryjnie potwierdzona obecność muscymolu, bynajmniej nie w homeopatycznych dawkach. W produktach znaleziono też niezwykle „naturalną” pregabalinę (lek przeciwpadaczkowy tylko na receptę, po raz pierwszy zsyntetyzowany w 1990 roku), kawalaktony i psylocynę – istny koktajl. 4 października 2024 FDA poinformowała o 175 zgłoszonych przypadkach i trzech zgonach powiązanych ze spożyciem tych produktów – śledztwo wciąż trwa.

Muscymol, pregabalina, THC i psylocyna: niezły trip pod płaszczykiem prozdrowotnych czekoladek z grzybami. Bo o to się „szamanom” rozchodzi, reszta to najzwyklejsze lanie wody.

Czy obserwujesz mnie na Facebooku?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *