Czasami można natrafić na artykuły naukowe, które nie są tylko suchą teorią, ale także niosą ze sobą spory ładunek treści praktycznych.
Szukając inspiracji do dzisiejszego wpisu, natrafiłem na pracę z 2023 roku, która koncentruje się na stworzeniu… maski do włosów na bazie kwiatów bzu czarnego. Akurat trwa sezon na ten arcyciekawy surowiec zielarski, zatem materiału do eksperymentów (nawet jeżeli coś nie wyjdzie) nie powinno zabraknąć.
Nie jest wielką tajemnicą, iż kwiaty bzu wykazują duży potencjał antyoksydacyjny i przeciwzapalny, a z uwagi na obecne śluzy – również nawilżające. Nowsze badania wskazują na działanie genoochronne, a zatem utrudniające uszkadzanie materiału genetycznego przez czynniki toksyczne, co uznaje się za efektywne spowalniacze procesów starzenia. Natura nie poskąpiła kwiatom flawonoidów i polifenoli, co nie tylko chroni włosy przed szkodliwym wpływem środowiska, ale także sprzyja ich zdrowiu, wzmocnieniu, odżywieniu oraz poprawia ogólny wygląd i zachowanie.
Autorki zainspirowane tak znamienitym potencjałem bzu czarnego, postanowiły opracować maskę do włosów, która uczyni je miękkimi, gładszymi i lepiej wyglądającymi. Drogą prób i błędów wymyśliły prostą recepturę, którą przytaczam poniżej. Oczywiście wiele składników można wymienić na inne o podobnym działaniu, jeżeli tylko zachowa się proporcje.
faza A
hydrolat cytrynowy (32,0 g); hydrolat z cedru atlaskiego (46,6 g)
faza B
BTSM (metosiarczan behentrimonium i alkohol cetylowy – łatwo dostępny emulgator i środek kondycjonujący włosy; 10,0g); olej brokułowy (4,4 g)
faza C
sproszkowane kwiaty bzu czarnego (6,0 g); olejek eteryczny grejpfrutowy (0,5 g); olejek eteryczny laurowy (0,5 g)
Osobiście wymieniłbym trudno dostępny hydrolat cedrowy na tańszy i równie efektywny hydrolat rumiankowy lub szałwiowy. W przypadku niedostępności oleju brokułowego, olej z nasion malin, z nasion róży, a nawet rycynowy czy oliwa też się sprawdzą. Tutaj można popuścić wodze fantazji.
Hydrolaty (fazę A) łączy się i wlewa do dużego naczynia, która pomieści wszystkie składniki. W zlewce podgrzewa się składniki fazy B, aż osiągną temperaturę 75°C i stopią się, po czym dobrze miesza, dodaje do hydrolatów i dokładnie miesza przez trzy-cztery minuty. Po ochłodzeniu do 40°C dosypuje się sproszkowane kwiaty i wkrapia olejki, po czym co jakiś czas miesza, aż całość osiągnie temperaturę pokojową i konsystencję gęstej masy o barwie ecru.
Wartość pH gotowego produktu wynosiła 6, co jest odczynem typowym dla zdrowych włosów. Maska dzięki kremowej i gładkiej konsystencji, dobrze rozprowadzała się na końcówkach włosów. Z uwagi na niewielką zawartość olejów, nie pozostawiała resztek preparatu oraz wrażenia tłustości. Już po jednej aplikacji włosy stały się bardziej miękkie i gładsze, ponadto nabrały przyjemnego zapachu dzięki kompozycji olejków eterycznych. Po dłuższym okresie przechowywania nie zaobserwowano negatywnych zmian reologicznych – pozostawała jednorodna i tak samo gęsta, jednocześnie nie tracąc aromatu.
Według autorek, najlepsze rezultaty osiągnie się nakładając maskę na włosy umyte i osuszone, ale z pozostawieniem wilgotnych końcówek. Preparat należy wcierać tak, aby był równomiernie rozprowadzony, po czym warto pozostawić go kilkanaście minut do wchłonięcia; dla szybszego efektu głowę można owinąć wilgotnym, ciepłym ręcznikiem. Maskę spłukuje się letnią wodą. Optymalna częstotliwość stosowania to raz w tygodniu.
Czy obserwujesz mnie na Facebooku?


Dodaj komentarz