Pieprz metystynowy – dar czy przekleństwo?

Ludzkość ma tak naprawdę tylko dwóch zaprzysięgłych wrogów, co gorsza wykarmionych własną piersią: ignorancję i niewiedzę. Nieprzyjaciele ci są nawet skuteczniejsi od bomby atomowej, gdyż nie są materialni, namacalni a wyrządzają równie wielkie szkody. Ignorant pełen niewiedzy nie tylko traci swój czas, majątek i zdrowie z własnej winy, ale także poprzez cudze działania. Jest łatwym celem dla tych, którzy wietrzą łatwy i prosty zarobek – prosty do omamienia, wierzący we wszystko na słowo, niedociekający prawdy, czy choćby weryfikacji stanu faktycznego… Jakże wielu jest takich we współczesnym świecie! Biorą każde słówko i zdanie za dobrą monetę, ale zapominają, że pieniądz gorszy zwycięży lepszy, przez co później przyjdzie słono zapłacić za własne czyny.

O ile z niewiedzy można łatwo się wyrwać, o tyle ignorancja jest przywrą, którą trudno samemu odrzucić. Do kogo kieruję te aluzje? Niestety, w kwestii pieprzu metystynowego niewiedza i ignorancja triumfują; królują przeświadczenia, przesądy, fałszywe zapewnienia i własne opinie. Utrzymanie zafałszowanej rzeczywistości służy niewielu, zaś szkodzi ogółowi, dlatego spróbuję pokazać Wam prawdę taką, jaka jest.

Fragmenty artykułów i tekstów

„W świetle nowych badań dowiedziono, że zły wpływ na wątrobę zdarza się u 1 na 100 milionów osób, a opisane dotychczas przypadki miały swe źródło w niewłaściwym przygotowaniu ekstraktów, gdzie zamiast wodnej ekstrakcji korzenia przygotowywano ekstrakty przy użyciu acetonu i etanolu używając do tego całej rośliny często w dodatku zaatakowanej pleśnią. Powszechnie także używano nieszlachetnych odmian tej rośliny.” [Rafał Przybylok, czajnikowy.com.pl]

„Współcześnie uważa się, że powodem problemów z wątrobą u kilku osób spożywających kava kava nie była sama roślina, a sposób produkcji preparatów sprzedawanych na rynku europejskim. Najlepszym dowodem na bezpieczeństwo kava kava są mieszkańcy wysp Pacyfiku, gdzie roślina ta spożywana jest od tysięcy lat i nigdy nie spowodowała uszkodzenia wątroby.” [Stalowe Zdrowie, stalowezdrowie.pl]

„Istnieją doniesienia sugerujące niekorzystne działanie kava na wątrobę. Nie zostały one jednoznacznie potwierdzone, szczególnie w przypadku stosowania umiarkowanych dawek.” [neuroexpert.org]

„Istnieją przypadki uszkodzenia wątroby, ale przyjmuje się, że zioło wykazuje niską hepatotoksyczność.” [Rafał, naturalniezdrowy.pl]

Jak jest naprawdę?

Jeżeli przeczytaliście powyższe cytaty, zapewne odnieśliście wrażenie, iż pieprz metystynowy jest zupełnie bezpieczną rośliną, a wszelkie problemy zdrowotne z nią związane są wynikiem niewłaściwego podejścia do niej, bądź złej woli, nadinterpretacji pewnych danych. Przyznam, że to bardzo dobra strategia – przysłowiowy złodziej zawsze będzie krzyczał, że własne ręka w cudzej torebce nie jest jego. Wszelkie problemy przerzucane są na mykotoksyny, niewłaściwy dobór rozpuszczalników i mityczne formy nieszlachetne.

Temat kava-kava jest bardzo zawiły, a sama roślina bardzo kontrowersyjna w świecie nauki. Jeszcze kilka-kilkanaście lat temu przedstawiano ją jako nadzieję fitoterapii, doskonały, perspektywiczny surowiec o działaniu przeciwlękowym. Nawet dr Irena Matławska w swej (bardzo dobrej zresztą) Farmakognozji pisała o niej „alternatywny lek dla syntetycznych anksjolityków, np. benzodiazepin”. Faktycznie, surowiec poddawano rozmaitym badaniom na pacjentach, co stało się de facto jego gwoździem do trumny – mimowolny rozrzut względem dawek, preparatów, standaryzacji, doboru, liczby i profilu uczestników sprawia wielkie trudności interpretacyjne, co dodatkowo zaciemnia całą sprawę. Nawet ja – wielki zwolennik wdrożenia fitoterapii w powszechne standardy leczenia – mając przed sobą kilkanaście wyników testów, nie widzę wielkiego potencjału terapeutycznego w pieprzu metystynowym. Przecież powinniśmy oczekiwać regularnego, powtarzalnego i wyraźnego działania anksjolitycznego, a tymczasem wyniki są: lekko in plus na rzecz kava-kava, są niejednoznaczne, bądź nie ma różnicy pomiędzy badanymi preparatami a zastosowanym placebo. To o wciąż o wiele za mało, aby mówić o surowcu jako „alternatywnym leku dla syntetycznych anksjolityków”. Powiem więcej – to za mało, aby introdukować pieprz metystynowy do fitoterapii, przez co uczciwie zarekomendować go nie można, nawet w formie środka uzupełniającego, pomocniczego. Podobne stanowisko wyraziła EMA (Europejska Agencja Leków), która była skłonna uznać surowiec jako tzw. well-established use (o ugruntowanym, potwierdzonym działaniu leczniczym). Tego ostatecznie nie uczyniono właśnie ze względu na daleko idącą niejednoznaczność:

Podsumowując: dostępne badania kliniczne dla preparatów z kava w kwestii leczenia zaburzeń lękowych, nie są uważane za wystarczające do poparcia ugruntowanego zastosowania medycznego zgodnie z artykułem 10a dyrektywy 2001/83/EC.”

Bardzo mieszane wyniki i negatywne stanowisko EMA (o czym kupujący i pacjenci powinni być poinformowani, nieprawdaż?) nie przeszkadzają sprzedawcom oferować kava-kava jako niezawodny środek przeciwlękowy, przeciwdepresyjny, uspokajający, relaksujący, a nawet przeciwnowotworowy. Jak można być pozbawionym tak elementarnej uczciwości?

Analiza profilu terapeutycznego pieprzu metystynowego nie jest jednak celem mojego tekstu, acz musiałem zasygnalizować sporą wyrwę w hurraoptymistycznej retoryce zwolenników tej rośliny. Zamieszczone powyżej cytaty różnych autorów sugerują bardzo niską hepatotoksyczność kavakava, niektórzy zdecydowali się nawet określić ją na poziomie 1 : 100 milionów. Tak różowo nie jest – niebezpieczeństwo jest realniejsze, niż zwykło się sądzić. Niestety, kwestie bezpieczeństwa ziół i ogólnie całej fitoterapii bardzo kuleją – jakże można walczyć z retoryką naukowcy oszukują oraz wiem lepiej?

Trudno dokładnie policzyć ilość odnotowanych przypadków hospitalizacji powiązanych z przyjmowaniem różnych postaci pieprzu metystynowego. Niektóre zgłoszenia mogą się powtarzać, co nieco zawyża ostateczną liczbę, ale na pewno nie jest ona mniejsza niż 100. Tak szanowni Czytelnicy, przynajmniej 100 (sto!) hospitalizacji – w tym 14 przypadków przeszczepu wątroby i 7 zgonów! Czy nie jest to za duża wartość jak na roślinę o „niskiej hepatotoksyczności”?

W Niemczech (wedle raportu EMA z 2018 r.) 105 osób poinformowało o działaniach niepożądanych i skutkach ubocznych po spożyciu przetworów z kava-kava: z hepatotoksycznością powiązano 24 przypadki (czyli blisko ¼), które objawiły się m.in. cholestatycznym uszkodzeniem wątroby i marskością wątroby. Trzech pacjentów potrzebowało przeszczepu tego narządu, natomiast jedna osoba zmarła. W sąsiedniej Szwajcarii z pieprzem metystynowym powiązano 4 hospitalizacje – wszystkie wynikające ze stanu wątroby (żółtaczka, ciężkie zapalenie/uszkodzenie wątroby), jedna osoba wymagała przeszczepu. Znane mi są także przypadki francuskie, brytyjskie, hiszpańskie, amerykańskie i kanadyjskie (także idące w dziesiątki osób), choć nie precyzują one dostatecznie rodzaju zachorowań. Starsze, ale także cenne dane pochodzą od Światowej Organizacji Zdrowia – do lipca 2002 roku WHO zgromadziła informacje o 93 przypadków chorób wątroby, które powiązano (bezpośrednio lub pośrednio; dostarczane informacje są różnej jakości i szczegółowości) ze stosowaniem kava-kava: 14 osób wymagało przeszczepu, zaś 7 chorych zmarło z poważnej niewydolności i zaawansowanej degeneracji wątroby. Czy to nie jest dla nas sygnał alarmowy? Zapewne rychło znajdą się tacy, którzy napiszą – to zwykłe bicie piany, wiele nie jest bezspornie udokumentowanych, nie wiadomo czy stosowano leki, alkohol, narkotyki. To prawda – temu przeczyć nie będę. Pamiętajcie jednak jedno – jeżeli chcemy, aby fitoterapia święciła triumfy, musimy stosować rośliny bezpieczne! Muszą być poza podejrzeniem niczym żona Cezara! Jaką korzyść przynosi nam pieprz metystynowy, gdy wokół niego unosi się odór śmierci?

Portal Stalowe Zdrowie pokusił się nawet o sformułowanie dość zabawnego zdania: Najlepszym dowodem na bezpieczeństwo kava kava są mieszkańcy wysp Pacyfiku, gdzie roślina ta spożywana jest od tysięcy lat i nigdy nie spowodowała uszkodzenia wątroby. Jeżeli do tej pory mogłem przypisywać możliwą niewiedzę, to teraz muszę oskarżyć autora o celową ignorancję. To właśnie przypadki osób zamieszkujących wyspy na Oceanii bądź pochodzących stamtąd są najlepiej udokumentowanymi dowodami znaczącej hepatotoksyczności pieprzu metystynowego!

Pierwszy-lepszy przykład: 59-letnia kobieta pochodzenia oceanicznego (czyli z jednej z wysp na Pacyfiku) zaczęła pić przetwór z wody i kłącza pieprzu metystynowego importowanego z Vanuatu – tamtejszy surowiec ma reputację silnego w działaniu. Po miesiącu wystąpiła żółtaczka, niebotycznie wysokie parametry aminotransferaz i innych wskaźników wątrobowych. W szpitalu kava-kava została definitywnie odstawiona, ale pomimo leczenia szpitalnego wyniki unormowały się dopiero po trzech miesiącach. Lekarze zgłaszający przypadek wykluczyli inne możliwości uszkodzenia wątroby. Podobny schemat wystąpił u innej (55-letniej) pacjentki – także pochodzenia wyspiarskiego: po 5 tygodniach spożywania 4 filiżanek kava-kava dziennie pojawiła się żółtaczka i problemy wątrobowe, które ustały po kilkunastu tygodniach od odstawienia surowca [źródło]. Niewątpliwie nierozważne picie przetworów z pieprzu metystynowego i bagatelizowanie pierwszych objawów ogólnego zatrucia organizmu musiało doprowadzić do konsekwencji w postaci leczenia szpitalnego.

Nie chcę definitywnie przekreślać całej rośliny i substancji z niej pozyskiwanej. Zresztą nie mam władzy ani nad producentami, nad sprzedawcami oraz instytucjami kontrolnymi. Jednak mając na uwadze bezpieczeństwo konsumentów/pacjentów, nie można zbywać milczeniem negatywnych stron pieprzu metystynowego, a tych ma wcale niemało. Pamiętajcie, że od sierpnia 2018 roku surowiec ten nie jest już objęty moratorium, zakazem Ministerstwa Zdrowia, przez co można kupić go bez najmniejszego problemu. Kupno to decyzja, to wybór – jak można wybrać świadomie i rozsądnie, gdy jest się pozbawionym podstawowych informacji, a może i nawet wprowadzonym w błąd? Gdzie nie spojrzeć – tam publikuje się peany na cześć kava-kava, nierzadko obok ofert sprzedaży kłącza. Wątpliwości zbywa się co najmniej półgębkiem – sami przecież widzicie, że przypadki negatywnego wpływu na wątrobę są częstsze niż „jeden na sto milionów”, mieszkańcy Oceanii cierpią tak samo jak Europejczycy, a przypadki kilku zgonów i kilkunastu wymuszonych przeszczepów wątroby każą przemyśleć frazę „niska hepatotoksyczność”.

I jak mam teraz odpowiedzieć na pytanie: dar czy przekleństwo? Czy darem może być coś, co przynosi chorobę, a niektórym nawet i śmierć?

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Jak nie przyrządzać leków roślinnych?

Ostatnio miałem wyjątkową nieprzyjemność przeprowadzenia krótkiej polemiki dotyczącej preparatów galenowych z panią Justyną Głażewską, która prowadzi stronę Fitopower (http://justynaglazewska.eu/). Chodzi o krótki artykuł udostępniony na […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.