Koniec przed początkiem. Aborcja w ziołolecznictwie

W początkowym okresie rozwoju Manuału Zielarskiego (2016 r.) napisałem dość krótki tekst o surowcach działających poronnie. Do dziś jest to jeden z najchętniej czytanych wpisów na tym blogu. Zrazu nie mogłem pojąć jego popularności: nie wyróżnia się objętością, stylem czy nieznanymi lub specjalistycznymi danymi. Obserwując sytuację w kraju, zdaje się, że chyba rozumiem w czym tkwi sekret sukcesu – stoją za nim niewyobrażalne ludzkie dramaty. Przeżywane są w ciszy, a ich jedynym zapisem jest ranking popularności WordPressa.

Kto ma dostęp do literatury etnograficznej, pozycji opisujących medycynę ludową, może zauważyć jak wiele wzmianek poświęca się spędzaniu płodu i ogólnie kwestiom ginekologicznym. Konserwatywne społeczności wiejskie stawały się bardzo liberalne, jeżeli zachodziła ku temu uzasadniona konieczność, którą często można było sprowadzić do hasła jeszcze jedna gęba do wyżywienia. W porównaniu tymi obfitymi źródłami, książki fitoterapeutyczne i farmaceutyczne są suche niczym pustynia w sierpniu. Wszelkie wzmianki są napisane bezbarwnie i beznamiętnie, naukowo do szpiku kości, zawsze w tonie nabożnie przestrzegającym. Praktycznie nie ma znaczenia pochodzenie autora, acz autorzy amerykańscy byli – i wciąż są – skłonniejsi do nieco szerszych, a przez to cenniejszych zapisów na ten temat.

Dzięki przewertowaniu licznych książek medycznych udało mi się zarysować obraz kwestii wciąż objętej swoistym moratorium, dziedziny nad którą nie ma żadnej merytorycznej dyskusji: aborcji w ziołolecznictwie.

Trudno wskazać surowiec roślinny, czy też przetwór, który byłby najczęściej wskazywany przez lekarzy (także tych z frakcji eklektyków) i farmaceutów, jako najskuteczniejszy, a zarazem najbezpieczniejszy. Jest to absolutnie zrozumiałe, albowiem zdaje się, że wiemy mniej więcej tyle samo co oni na ten temat. Dlatego autorzy zazwyczaj wypisywali listę takich substancji, uzupełniając je o opisy przypadków zaczerpniętych czy to z literatury fachowej, czy też z własnej praktyki.

SPORYSZ

Wielkim poważaniem z powodu mocy oraz charakteru cieszył się sporysz (Ergota, Secale cornutum). To przetrwalniki grzyba – buławinki czerwonej, występujące na kłosach zboża pozbawionego ochrony chemicznej. Buławinka najchętniej atakuje żyto (choć nie gardzi pszenicą czy jęczmieniem), a sam przetrwalnik przybiera formę stożka, zatem ochrzczono go mianem żytnich, czy też diabelskich rożków. W sporyszu występują alkaloidy z układem indolowym, które są pochodnymi kwasu lizergowego, a stąd – jak niektórzy Czytelnicy pewnie wiedzą – już niedaleko do LSD.

Najważniejszym związkiem z tej grupy jest ergotamina, współcześnie obecna w formie winianu w lekach na receptę przeznaczonych do zapobiegania i zwalczania naczyniowych bólów głowy (migreny i bólów klasterowych). Alkaloid oddziałuje silnie kurcząco na mięśnie gładkie macicy – i to z tego powodu ceniono go (a właściwie ceniono przetwory) jako środek do indukowania aborcji na drodze farmakologicznej. Zresztą i dzisiaj na opakowaniach leków z winianem ergotaminy można przeczytać ostrzeżenie o ryzyku embriotoksyczności i działaniu poronnym w przypadku długotrwałego stosowania. Pamiętajmy, że w dawniejszych czasach preparaty sporyszowe zawierały znacznie, znacznie więcej alkaloidów w jednej dawce, niż znajduje się w całej paczce dzisiejszych medykamentów.

W amerykańskim dyspensatorze z 1907 roku znajduje się takie zdanie:

Wielkie dawki sporyszu ułatwiają – co jest prawdą – aborcję u ciężarnych, ale ostateczny wynik jest niepewny, gdyż wiemy o śmiertelnych zatruciach sporyszem przez osoby chcące pozbyć się płodu.

Wspomniana niepewność co do natury surowca pchała naukowców do eksperymentów na zwierzętach – testowano siłę diabelskich rożków na psach, królikach, świniach, a nawet krowach. Zachował się opis doświadczenia na trzech cielnych jałówkach, którym wstrzykiwano odwar z wysuszonych przetrwalników – efekt poronny zaobserwowano tylko u jednej. Nie zniechęcało to lekarzy, którzy po prostu nie mieli innego wyjścia, gdy trzeba było ratować życie matki. Ekstrakty i izolaty podawano ciężarnym z poważnymi krwotokami oraz kobietom ze zdeformowaną miednicą, poważnie utrudniającą lub wręcz uniemożliwiającą donoszenie ciąży i późniejszy poród.

Najwyższa dawka jednorazowa nieprzetworzonego sporyszu w standardowych celach leczniczych wynosiła 1 grama, natomiast dobowa – 3 gramy; przetwory odpowiednio mniej. Dla przykładu Injectio Ergotae Hypodermica (zastrzyk podskórny) zawierający 33% ekstraktu sporyszowego dawkowano w ilościach 0,2-0,6 ml. Obrazuje to, jak wielką siłę w niewielkiej objętości niosą ze sobą alkaloidy w tym surowcu!

JAŁOWIEC SABIŃSKI

Nie mniej znanym surowcem, ale o bezspornie gorszej reputacji były wierzchołki jałowca sabińskiego – Summitates Sabinae. Ten iglasty krzew występuje na wyżynach i terenach górskich krajów europejskich (także Polski) oraz w Afryce Północnej. Rzadko używano surowca jako takiego, zdecydowanie chętniej wykorzystywano destylowany olejek: Oleum Savinae. Występują w nim takie związki jak pinen, kadinen, czy bardzo istotny z punktu artykułu sabinol. To substancja należąca do grupy tujanów (terpenów), o wysokiej toksyczności, zdecydowanie najistotniejsza przy rozpatrywaniu poronnego działania olejku.

Oleum Savinae bardzo mocno podrażnia skórę, dlatego niekiedy stosowano go w maściach rozgrzewających. Podany doustnie w formie kropli lub płynu jest zdolny rozpocząć procesy fizjologiczne prowadzące do poronienia, przy czym dokładnie ich natury nie wyjaśniono. Prawdopodobnie chodzi o połączony wpływ gwałtownego zaburzenia gospodarki hormonalnej i działania na mięśnie gładkie macicy.

Dziesięć kropli olejku na cukier, trzy razy na dzień – co jest już stwierdzone – powoduje aborcję w ciągu 1-3 tygodni, ale jak wiele środków z tego rodzaju, niesie ze sobą poważne konsekwencje. Gwałtownie atakuje brzuch i narządy wewnętrzne, rzucając życie nad skraj przepaści.

Jonathan Pereira przytacza przykład 30-letniej kobiety, która wypiła napar z pędów jałowca sabińskiego w celu poronnym. Owszem, to się udało, ale koszt tego był zbyt duży – na skutek zatrucia kobieta zmarła, uprzednio boleśnie wymiotując, cierpiąc (podobno) na straszne bóle i krwotoki. Zdaje się, że jakość surowca, a właściwie stosunek poszczególnych związków w olejku, ma wielkie znaczenie: Pereira wspomina o kobiecie zażywającej 100 kropli olejku codziennie przez 20 dni, która i tak urodziła zdrowego chłopca.

Oleum Savinae był składnikiem okrytego złą sławą Ergoapiolu – leku mającego wspomagać terapię bolesnych i nieregularnych miesiączek, a który zażyty w odpowiedniej dawce, pomagał spędzić płód. Ergoapiol składał się z aloiny, sporyszowej ergotyny, apiolu uzyskiwanego z nasion pietruszki oraz właśnie olejku z jałowca sabińskiego.

Jałowiec pospolity – Juniperus communis – również charakteryzuje się działaniem poronnym, choć znacznie gorzej opisanym w literaturze medycznej. Dopiero współczesne badania na bydle, które karmione jego gałązkami roniło w ciągu kilku dni, pozwoliły nam na nakreślenie pełniejszego obrazu sprawy. W tym przypadku jest za to odpowiedzialny kwas izocyprysowy – hamuje on wytwarzanie progesteronu, przez co organizm nie może utrzymać prawidłowej gospodarki hormonalnej, co kończy się poronieniem. Jak wykazały doświadczenia na szczurach, ekstrakty alkohole z jałowca uniemożliwiają także implantację zarodka.

W zasadzie można byłoby zakończyć w tym miejscu tekst. Jak widzimy, asortyment uznanych preparatów roślinnych indukujących poronienie, był nader skromny. Pozostały jednak surowce wspominane rzadko i wąsko, a które są przecież dla nas niezmiernie ciekawe.

INNE SUROWCE Z GRUPY ABORTIVUM

Nie wyobrażamy sobie bez niej świąt Wielkanocnych – czy wiecie o jakiej roślinie mówię? Rzecz jasna o chrzanie! Jakim to jest paradoksem: święto życia, a jednak jeden z jego symboli ma bardzo ciemną stronę… Taki akapit o chrzanie znajduje się w jednej z anglojęzycznych pozycji farmaceutycznych z początku XX wieku;

Chrzan (Armoracia rusticana) był dawniej szeroko używany do wywoływania poronienia; często z powodzeniem, gdy inne przyjmowane środki zawodziły. Stosowano go tak – świeże korzenie zalewano whiskey, 4 płynne uncje na dawkę (c.a. 120 ml, to nielicha terapia!), 3-4 razy dziennie (pół litra…) do uzyskania żądanego efektu.

Ludowy, krajowy sznyt ma także ruta (Ruta graveolens), obecnie już zapomniana w ziołolecznictwie, choć już wtedy wzbraniana ciężarnym. Poszukując w poważnych pozycjach literaturowych wspominek o niej, zauważyłem ciekawą rzecz – nieodłącznie przy rucie pojawia się hasło przestępczo w takim kontekście:

Jest niekiedy przestępczo używana przez kobiety w Europie do powodowania poronienia, ale jest wysoce niebezpieczna i niesie za sobą skutek śmiertelny. Pojawia się krwawy kał, wymioty i wielkie bóle brzucha.

Twierdzi się powszechnie, że wywołuje poronienie, a towarzyszą temu zapalenie narządów wewnętrznych oraz zaburzenia umysłowe.

Często wraz z rutą czy olejkiem z jałowca sabińskiego używano olejku wrotyczowego (Oleum Tanaceti). Lekarze mieli o nim jednoznacznie złe zdanie, gdy rozważano go jako samodzielny lek, acz dopuszczano dodatek w kombinacjach.

Jest używany do poronienia, ale niemal zawsze kończy się to zgubnymi rezultatami. Dawka od 2 do 5 kropli.

Cyklamen purpurowy oraz zimowit jesienny znamy jako rośliny ozdobne. Jak widzimy i one zapisały się (choć niewielkimi zgłoskami) w tej dziedzinie.

Korzeń cyklamenu działa bardzo silnie przeczyszczająco, przez co używa się go do indukcji aborcji, ale często wywołuje niemal śmiertelne nieżyty żołądka i jelit. Natomiast zimowit jest wykorzystywany jako środek pobudzający miesiączkę – i jego niekiedy stosuje się do spędzania płodu, przy czym odnotowano kilka poważnych przypadków zatruć.

To już niestety koniec artykułu. Skąpa ilość źródeł nie pozwala na rozszerzenie, a wrodzona uczciwość na wymyślanie – jednak zachęcam osoby zainteresowane tematem do przeczytania dwóch moich artykułów na podobny temat: “Zioła i ciąża (cz. 2)” oraz “Ergoapiol. Te róże nie pachną“.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Ludowe mieszanki ziołowe

Ostatnio napisałem tekst o polskich apteczkach dworskich, który spotkał się z nadzwyczaj miłym przyjęciem. Nie sądziłem, że internauci łakną informacji o zawartości szaf ochmistrzyń i […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.