Dębianki w fitoterapii

Jesień jest doprawdy niezwykłą porą roku. Obiektywnie powinniśmy traktować ją jako czas śmierci. Przecież za feerią żywych, radosnych odcieni żółci, oranżu i czerwieni, kryje się ponury rozpad tkanek, zasychanie i postępująca zgnilizna. Z drugiej strony to jednak okres wyrażający dalszą chęć życia – wszystkie żywe istoty wiedzą o zbliżających się mroźnych miesiącach, do których trzeba się dobrze przygotować. Zbieramy ostatnie, jesienne plony – wyobraźmy to sobie! Zbliżamy się do rosłego drzewa, sięgamy ręką w gąszcz szeleszczących liści, widzimy nasz cel. Jest nadzwyczaj rumiany dzięki ostatnim promieniom słabnącego słońca – oto jabłuszko! Ale dlaczego rośnie na dębie?

Wierni Czytelnicy wiedzą, iż dość rzadko opisuję pojedyncze surowce albo omawiam tematy związane z dzisiejszym ziołolecznictwem. Można przyrównać to do słodyczy. Każdy przecież wie, że jedna pralinka zjedzona do niedzielnej kawy smakuje o niebo lepiej, niż cała bombonierka przepita wtorkową lurą. Wokół dębianek narosło wyjątkowo dużo mitów i nieścisłości. Są one niekiedy bardzo szkodliwe (choć na swój sposób zadziwiające), dlatego trzeba się z nimi uporać raz na zawsze.

Każda dębianka jest galasem, choć nie każdy galas jest dębianką. Z pozoru niewinne zdanie niesie w swej treści naprawdę ważne informacje. Aby powstał galas, musi zaistnieć jakiś czynnik zewnętrzny – najczęściej jest nim owad, ale równie dobrze może być to grzyb, bakteria bądź wirus. Wskutek działania substancji wydzielanych przez tenże czynnik oraz roślinnej reakcji obronnej, w miejscu ataku następuje intensywny rozrost tkanki, co prowadzi do utworzenia charakterystycznych struktur. Cechują się rozmaitymi kształtami, będąc nierzadko znacznych rozmiarów. Część galasów przybiera postać organów zaatakowanej rośliny (słynne czarcie miotły), natomiast inne to mniej lub bardziej regularne formy przypominające narośla, guzy, wybrzuszenia, rożki albo kule.

Wymienione już dębianki – jak wskazuje na to sama nazwa – to galasy powstające na liściach drzew z rodzaju Quercus, czyli dąb. Jednakże historia zna również galasy, które nie rozwijały się na dębach, a miały zastosowanie w fitoterapii, więc zawsze warto sprecyzować, o jaki konkretnie surowiec chodzi. Galla powinno oznaczać ogólnie galasy jako patologiczne twory, a dopiero Galla quercina należy dorozumieć jako dębianki. Niemniej uczynione w tym momencie uporządkowanie nazewnictwa jest spóźnione o lat trzysta. Dlatego proszę mieć na uwadze to, iż w literaturze Galla równa się dębianki i o żadnym innym surowcu w tym kontekście nie może być mowy.

Niezależnie od cech rodzajowych dębianek (o których jeszcze napiszę), wszystkie powstają tak samo – poprzez nakłucie blaszki liściowej lub młodego, elastycznego jeszcze pędu przez owady. Odpowiedzialne za to są żeńskie błonkówki z rodzaju galasówkowatych (Cynipidae), zwłaszcza galasówka dębianka – Cynips quercusfolii. Insekt w miejscu uszkodzenia składa jaja, co indukuje tworzenie narośli, która spełnia dodatkowo rolę ochronną dla jaj i późniejszych stadiów rozwoju. Klimat definiuje późniejsze losy galasów. Na Bliskim Wschodzie dorosły już owad (imago) przegryza “więzienie” i po prostu odlatuje, co dzieje się zazwyczaj pod koniec lipca. W naszym rejonie, znacznie chłodniejszym i z bardzo wyraźnym cyklem wegetacyjnym, dębianki stopniowo opadają wraz z jesiennym wiatrem i zasuszającymi się liśćmi – insekt wydostaje się z nich dopiero zimą.

źródło: Scrolls4All

Dębianka dębiance równa nie jest – istniały ich rozmaite rodzaje odznaczające się wielkością, barwą oraz zawartością substancji czynnych. Jeżeli farmaceuta pragnął wykonać lek z dębianek, sięgał po surowiec referencyjny, czyli po dębianki bliskowschodnie. Nazywano je rozmaicie – galasy tureckie, syryjskie czy lewantyńskie. Najczęściej określano je jako galasy z Aleppo lub Mosulu, gdyż te dwa miasta leżące w Syrii specjalizowały się w eksporcie tego towaru. Niemniej jednak pozyskiwano je także w wielu innych krajach i miastach – tureckim Stambule, Smyrnie, a nawet w leżącej daleko od Lewantu Libii (galasy z Trypolisu). Surowiec zwykle był umiejscowiony u podstawy liści na gatunku Quercus infectoria, miał wielkość ciecierzycy, rzadziej orzecha laskowego, o bardzo nieregularnym, podłużno-kulistym kształcie, często z kolczastymi wypustkami. Charakterystyczną cechą dębianek z tego rejonu jest… dziura. Galasy w Syrii i innych krajach Bliskiego Wschodu starano się zbierać na chwilę przed wygryzieniem przez dorosłego owada drogi ucieczki. Jak wiele wysiłku by w to nie włożono, ich pewna część ów dziurę miała. Wprawdzie to dobrze świadczyło o “prawdziwości” surowca, ale niestety odbijało się na związkach czynnych, których było zauważalnie mniej. Dlatego sortowano zbiory na droższe galasy całe oraz przedziurawione, nieco tańsze. Dębianki powinny wyróżniać się ciemnym, niebiesko-czarnym kolorem (tureckie ze Smyrny mogły być oliwkowo-szarawe), brakiem zapachu i niesamowicie ściągającym smakiem. Sztuki o jasnym wybarwieniu oraz podejrzanej, gąbczastej strukturze konsekwentnie odrzucano.

Dębianki europejskie ceniono mniej, choć wyceniano raczej podobnie – tu w grę wchodziły europejskie płace, podczas gdy w Turcji czy Syrii kiepsko wynagradzano zbieraczy drzewnych narośli. Pozyskiwano je z dębów rosnących w Chorwacji (Istria), we Włoszech oraz na południu Francji. Znacznie słabiej rozpowszechnione były galasy bułgarskie, węgierskie czy środkowoeuropejskie (tu zaliczają się też dębianki polskie). Nawet niewprawne oko od razu odróżniało je od surowca lewantyńskiego – znacznie większe (do 3 cm średnicy), na spodniej stronie blaszki liściowej drzew z gatunków Quercus robur oraz Quercus petraea, zielonkawe (pod koniec lata przebarwiające na żółto i czerwono się niczym jabłka) oraz bardzo gładkie. No i rzecz jasna nie były przedziurawione, albowiem czas zbiorów europejskich dębianek następował pod koniec września oraz w październiku, gdy imago jeszcze nie myślało o opuszczeniu swojego domu, co przecież następuje zimą. Oznacza to, iż galasy bliskowschodnie były zazwyczaj puste, natomiast europejskie miały w środku jakąś formę żywego owada. Sądzę, że pacjenci fitoterapeutów raczej nie byliby zachwyceni, gdyby dowiedzieli się, z czego wykonano składnik ich leku roślinnego. Za takim terminem zbioru przemawiały również prozaiczne względy praktyczne. Kto znalazłby pod warstwą śniegu tak drobne kulki?

Pokrótce warto wspomnieć o istotnej nawet współcześnie kategorii galasów, a to ze względu na ich mocną obecność w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej, czyli o galasach chińskich i japońskich (Gallae Chinensis, Gallae Japonicae). Dębiankami nazwać ich nie można, albowiem pozyskuje się je z drzew sumaka chińskiego (Rhus chinensis), choć powstają tak samo jak te europejskie – i tu przyczyną jest owad: mszyca Schlechtendalia chinensis z rodziny bawełnicowatych. Narośla te są barwy brązowej, o bardzo nieregularnej, pofałdowanej strukturze, dość kruche, ale “przyjemne” w przerobie. W razie niedoborów importowano je jako substytut dębianek, choć równie dobrze mogły być surowcem w pełni samodzielnym, albowiem zawierają znaczne ilości substancji czynnych.

Cały czas piszę “substancje czynne” albo “związki biologicznie aktywne”, ale jeszcze nic konkretnego o nich nie napisałem. Dębianki pod względem fitochemicznym są proste niczym drut, a przez to bardzo kreatywne, jeżeli znajdą się w rękach umiejących docenić ich właściwości. To niezwykle esencjonalny surowiec garbnikowy – krajowe wytyczne dla dębianek nakazywały wykorzystywać tylko te Galla, w których ich zawartość kształtowała się na poziomie minimum 50%. Garbniki występujące w dębiankach (i ogólnie w galasach) to galotanoidy – połączenia estrowe glukozy oraz kwasu galusowego, będącego kwasem fenolowym. Właściwie jednym ich reprezentantem w tym surowcu jest kwas taninowy składający się z jednej cząsteczki glukozy oraz dziesięciu cząsteczek kwasu galusowego. W niewielkich ilościach występują kwasy fenolowe w formie wolnej – wymieniony już galusowy oraz elagowy.

W surowcu reprezentatywnym (dębiankach bliskowschodnich) stężenie garbników wynosi 60-65%, czyli znacznie powyżej minimalnych 50% ustalonych przez Farmakopeę Polską IV. W starannie wyselekcjonowanych partiach odnotowywano nawet 80% garbników! Wyjątkowo dobrze prezentują się “substytutowe” galasy chińskie – garbniki stanowią zwykle 70-75% masy surowca. Jak na ich tle prezentują się dębianki europejskie? Nie jest źle, ale do standardów daleko – zawartość garbników kształtuje się na poziomie 24-30%, zatem nie powinien dziwić brak rozwiniętej eksploatacji rodzimego surowca. Niska jakość bolała tym bardziej, gdy kontynentalne galasy angażowano do izolacji kwasu taninowego (co czyniono zwykle eterem w perkolatorach), będącego półproduktem dla bardziej zaawansowanych leków. Efekty nie były współmierne do poniesionych nakładów i oczekiwań.

Dębianki dzięki garbnikom wykazują przede wszystkim działanie ściągające i zapalne, co definiowało, ale i również zawężało ich praktyczne wykorzystanie. Surowca jako takiego zazwyczaj nie stosowano – jeżeli już, to sporządzano napar, którym leczono biegunki (także te w dyzenterii). Bardzo mocne wodne preparaty podawano osobom zatrutym alkaloidami, gdyż takie formy są znacznie mniej toksyczne i szybciej metabolizowane. Sztandarowym przetworem była nalewka dębiankowa – Tinctura Gallae. Przepisy różniły się w zależności od kraju – w Stanach Zjednoczonych surowiec wytrawiano w perkolatorze mieszanką etanolu i glicerolu, natomiast w Polsce wykorzystywano bardzo prostą siedmiodniową macerację spirytusem 70%.

Jeszcze do niedawna w aptekach można było kupić leki OTC, które zawierały w swoim składzie właśnie taką nalewkę. Przykładem niech będzie Arnisol, który składał się z nalewki arnikowej (80,0), nalewki dębiankowej (10,0) oraz intraktu kasztanowcowego (10,0). Była to całkiem udana kompozycja składników zalecana do okładów w przypadku stłuczeń, żylaków, owrzodzeń i niewielkich ran. Inny preparat – Stomatosol – można równie łatwo odtworzyć. Wystarczy zmieszać równe ilości nalewki dębiankowej, arnikowej i pięciornikowej. Wspaniały do zaleczania drobnych ran, aft, stanów zapalnych błony śluzowej czy dziąseł.

Dawniejszym lekiem recepturowym jest maść dębiankowa (Unguentum Gallae). Do jej wykonania najpierw trzeba mieć odpowiednie podłoże, w tym wypadku wosk pszczeli ze smalcem benzoesowym w proporcji 1:5. Gotową już bazę wolno topiło się, po czym dodawano bardzo drobno sproszkowane dębianki, ponownie w tej samej proporcji. Tak przygotowanym lekiem smarowano wszelkie zmiany skórne, trudno gojące się rany, owrzodzenia i zmiany hemoroidalne.

Zanik wszelkich preparatów z dębiankami oznacza, że surowiec przeszedł już do przeszłości. Jednak wyrządziłaby się wielka szkoda, gdyby ogół zapomniał o tym przeciekawym i co ważniejsze, skutecznym surowcu. Być może w ramach “powrotu do natury”, jeszcze ktoś wyjdzie na ostatni jesienny zbiór po dębowe jabłuszka?

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

W dymie kłamstw

Dobry znajomy powiedział kiedyś do mnie “jeleni w tym kraju nie brakuje”. Niechętnie zgodziłem się z nim. Instynkt samozachowawczy uległ ogromnej degeneracji i nie jest […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.