Ludzka czaszka i inne leki

Zdrowie to naprawdę wielka wartość, dla niektórych wręcz największa, więc drapieżnie walczymy o zachowanie każdej jego cząstki w nas pozostającej, bo przecież żadnej sensownej alternatywy nie ma. Rodzaj ludzki zrozumiał to bardzo szybko, dlatego już najwcześniejsze księgi i traktaty zawierają pełne spektrum różnorakich porad leczniczych opierających się na magii, minerałach, ziołach i zwierzętach. Zdarzały się jednak choroby wobec których środki te nie działały odpowiednio lub po prostu zawodziły. Wówczas bratano się z największym wrogiem ludzkości – śmiercią. A precyzyjnej rzecz ujmując, sięgano po namacalny efekt jej pracy, czyli po ludzkiego trupa.

Nie podlega żadnej wątpliwości, iż fragmenty ludzkiego ciała wykorzystywano do wyrobu leków – czyniono to na wsiach w ramach lecznictwa ludowego, jak i w aptekach, zgodnie z regułami zapisanymi w ówczesnej literaturze medycznej. Pomimo solidnych danych źródłowych (przeważnie zapisanych w łacinie), niesamowicie trudno określić skalę i zasięg tego procederu. Surowce ludzkie uważano za niezwykle cenne materialnie i terapeutycznie, ich uzysk był obwarowany pewnymi zastrzeżeniami (i to bynajmniej nie prawnymi!), a same przetwory i leki charakteryzowały się wydłużonymi i niekiedy rozbuchanymi przepisami. Zresztą sama ich obecność w podręcznikach lekarskich i dyspensatorach jest nieco… skryta. W przeciwieństwie do substancji codziennego użytku, akapity poświęcone ludzkiemu ciału zawsze są wtopione w treść, czasem napisane półsłówkami i niedopowiedzeniami, jak gdyby wiedzę przekazywano nieco wstydliwie. To wszystko nakazuje sądzić, iż cała kwestia wykorzystywania fragmentów Homo sapiens w medycynie była zdecydowanie marginalna, choć z pewnymi epizodami lokalnie zwiększonej popularności. Surowce ludzkie opisywano najszerzej w XVII wieku, zaś ostatnie precyzyjne zapiski (z wyszczególnionym dawkowaniem), pojawiają się jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku. Natomiast świadomość leczniczego wykorzystania ciała człowieczego na wsi przetrwała najpewniej do samego końca XIX wieku, być może pewne zamierzchłości pokutowały jeszcze w pierwszych dekadach XX wieku. Czyli wcale nie tak dawno!

Aptekarz płacił błyszczącym srebrem i brzęczącym złotem za dobrą ludzką czaszkę – Cranium hominis. I wcale nie chodziło o religijne czy prawne zakazy, albowiem wypisywano ją w powszechnie dostępnych i używanych receptarzach a nawet oficjalnych lekospisach. To musiała być szczególna czaszka. Tutaj po raz ostatni liczył się “gatunek” człowieka; włóczęga czy biedny starzec nie wchodzili w rachubę, a już broń Boże, aby była to kobieta! Francuski chemik Nicolas Lémery (1645-1717) w swoim potężnym Cours de chymie opisuje wytyczne, których spełnienie gwarantuje odpowiednio wysoką jakość Cranium hominis.

Po pierwsze: nie mogła należeć do osoby już pochowanej. Jednakże sądzę, iż nie należy tu szukać jakichkolwiek odniesień do religijnego sakramentu pogrzebu; chodzi po prostu o świeże ciało z jak najmniejszymi oznakami rozkładu.

Po drugie: nadawały się wyłącznie czaszki młodych mężczyzn, którzy zmarli śmiercią “nagłą”, nie wynikającą z choroby, co należy sobie dorozumieć jako ofiary mordu. Czasem pisano wprost “Cranii hominis, violenta morte perempti” – “Ludzka czaszka, [z człowieka] gwałtowną śmiercią zniszczonego”.

I ostatnie: mężczyźni musieli cieszyć się pełnią sił witalnych; to jest być tak żywymi, jak tylko człowiek żywy być może. Tylko wtedy w surowcu znajdowało się wystarczająco principia activa, to jest “składników czynnych”, działających leczniczo w pożądany przez medyka sposób.

Co leczono lekami z ludzkiej czaszki czaszki? Specyfiki te zalecano na wszystkie choroby postrzegane jako wynikające ze złej pracy głowy (co nie było to zanadto odległe od prawdy). Obejmuje to najróżniejsze odmiany epilepsji, zawroty głowy, letarg oraz odrętwienia. Ponadto zalecano je przy nadmiernych krwawieniach, gośćcu i reumatyzmie.

Cranium hominis zrazu po prostu proszkowano, choć z chwilą upowszechnienia (a właściwie obniżenia cen) szklanych aparatów destylacyjnych, zaczęto wytwarzać Liquor Cranii humani (płyn z ludzkiej czaszki) oraz preparaty pokrewne. Krótki przepis takowe znajduje się w Nowym Dyspensatorium Londyńskim (1707):

Aqua & Oleum Cranii Humani (woda i olej z ludzkiej czaszki)

Przedestyluj czaszkę (grubo potłuczoną) w retorcie; tak więc uzyskasz płyn (Liquor), olej (Oleum) i sól lotną (amoniak). Olej możesz rektyfikować spirytusem przez częstą redestylację.

Poniżej znajdują się znane mi przepisy na lekarstwa wykonane z Cranium hominis, które przetłumaczyłem i w przypadku konieczności opatrzyłem stosownym wyjaśnieniem.

Tinctura Cranii Quercentani (nalewka czaszkowa Kwercetana)

Wytrawiaj skrawki czaszki z jałowcem albo szałwią […] na łagodnym ogniu przez piętnaście dni, odcedź i wyciśnij: tak oto masz czerwony płyn, znów odcedź i zagęść go na łaźni do konsystencji miodu.

Jest to przepis autorstwa Josepha Duchesne (1544-1609) – francuskiego lekarza publikującego właśnie pod pseudonimem Quercetan. Sądzę jednak, że ów uczony oparł się na innej recepturze, której wymyślenie przypisuje się Phillipusowi Theophrastowi von Hohenheim (1493-1541), znanemu szerzej jako Paracelsusowi:

Galreda Paracelsi (galareta Paracelsusa)

Wytrawiaj skrawki czaszki ze spirytusem przez piętnaście albo dwadzieścia dni, przedestyluj w retorcie i wytrawiaj znów przez kolejne piętnaście dni. Trzykrotnie redestyluj, niechaj krąży [w aparacie] siedem dni. Oddziel od spirytusu na łaźni, zachowaj skrzepniętą esencję do użycia.

Magisterium Cranii humani (osad z czaszki ludzkiej)

Rozpuść czaszkę w kwasie siarkowym, niech się strąci.

Dawkuj od piętnastu granów (c.a. 1 g) do pół drachmy (1,9 g).

Essentia Cranii humani (esencja z ludzkiej czaszki)

Jest zrobiona z wody, oleju, węglanu amonu i trwałej soli, rozpuszczonych i zmieszanych razem, wytrawianych w piasku przez 40 dni.

Gdy przyniesiono uczonemu ludzką głowę, ten rychło brał się za jej oczyszczanie. Ale nie postępowano pochopnie, wszak wszystko miało jakąś wartość. Skoro kość była tak cenna, to czemu od razu nie skorzystać z siedzącej w niej galarety? Takie idee z rzadka, ale wybrzmiewały w literaturze, więc ich efektem są aptekarskie receptury na spirytus i olej z Cerebri humani, czyli z ludzkiego mózgu.

Spiritus Cerebri humani (spirytus z ludzkiego mózgu)

Weź mózg zabitego młodego mężczyzny – z całymi błonami, naczyniami, nerwami oraz całym szpikiem. Rozgnieć to wszystko i dodaj esencji kwiatowych – piwonii, bukwicy, czeremchy, lawendy, rozmarynu, konwalii, pierwiosnka, szałwii, jemioły – każdej po tyle, aby było równo cztery cale. Destyluj na łaźni przez chwilę, dodaj czwartą część Sack [możliwe iż chodzi o pewien rodzaj drewna z Indii Wschodnich, zwłaszcza Jawy], destyluj i redestyluj trzykrotnie; zrób sól z wyprażonego kału, którą dodaj do spirytusu. To zacny środek przeciwko epilepsji i może być podawany w dawce od jednego do czterech skrupułów (1,27-5,08 g).

Oleum Cerebri humani

Maceruj mózg ze zwykłą solą; przedestyluj przez szklaną retortę w piasku – tak masz olej z niewielką ilością wody, tę możesz oddzielić i olej rektyfikować ze spirytusem przez częstą redestylację. Zauważ, iż cała substancja mózgu zamienia się w olej.

Kolejne surowce można zaliczyć do grupy Varia – różnorakie. Istnieją pojedyncze receptury i wspominki o ich wykorzystaniu, więc niewątpliwie jakąś – nomen omen – szczątkową rolę odgrywały. Ludzkie serce (Cor humanum) ordynowano chorym w formie sproszkowanej, zawieszonej w jakimś płynie, zazwyczaj winie. Taki preparat miał leczyć z epilepsji podobnie jak czaszka czy mózg. Żółć ludzką (Fel humanum) wykorzystywano zupełnie inaczej, niż zwierzęcą. Sporządzano z niej wyciąg alkoholowy, który wkropiony do uszu miał eliminować problemy ze słuchem a nawet przywracać słuch. Bardzo specyficznym surowcem pochodzenia ludzkiego są paznokcie (Rasura unguis) mające reputację niezawodnego środka wymiotnego. Opinia ta utrzymywała się jeszcze w XIX wieku! Z ludzkich kości (Ossa humanis) wykonywano proszek albo olej. Przetwory te stosowano do łagodzenia dolegliwości reumatycznych, szybszej regeneracji naderwanych ścięgien i nadwyrężonych kończyn a także eliminacji problemów gastrycznych. Rozdrobniona i wypita z czerwonym winem, miała skutecznie leczyć dyzenterię.

Całkiem chętnie (w porównaniu z poprzednimi substancjami) wykorzystywano ludzki tłuszcz (Adeps humanum), zazwyczaj wchodzący w skład receptur na rozgrzewające i przeciwbólowe mazidła i maści. Paracelsus w traktacie “O niebiańskiej medycynie” wspomina o mazidle przeciwko podagrze w skład którego wchodzi tłuszcz pochodzenia człowieczego, ludzka krew (Sanguinis), niedźwiedzi smalec, szpik wołowy, sok z rojnika, weneckie mydło oraz olejek różany. Smarowany na gorąco i podawany w odpowiednich warunkach miał po dziewięciu tygodniach absolutnie wyleczyć z tej uporczywej choroby. Dwieście lat później (1735) William Stuckley w traktacie o leczeniu gośćca (znanego obecnie jako reumatoidalne zapalenie stawów) wspomina o balsamum arthriticum – pewnym leku wykonanym przez doktora Quincy’ego wedle przepisu Schrodera, ale tenże Quincy dodał od siebie w ramach wzbogacenia właśnie ludzki tłuszcz. Najwyraźniej jeszcze w tych czasach nie było żadnych problemów z uzyskaniem tego surowca.

Sympatycy cywilizacji starożytnego Egiptu zawsze obruszają się na wieść o leczniczym zastosowaniu mumii (Mumia) – i mają ku temu pełne prawo. Fama o ich niezwykłych walorach wyrządziła archeologii naprawdę wielką krzywdę. Skąd wzięło się owo mniemanie które przetrwało aż do XIX wieku – ciężko jednoznacznie orzec, ale doskonale wiedziano czym są mumie oraz jak balsamowano zwłoki. Rozmaitość substancji nazywanych mumia wymagała podzielenia ich na aż pięć rodzajów. Pierwsze interpretowano jako szczątki, czy też skamieliny zupełnie naturalnego pochodzenia złożone z bitumenu (ropa naftowa, asfalt i inne węglowodory) i smoły. Drugie miały być zakopanymi w piaskach ciałami podróżnych, którzy zmarli lub zostali zabici pomiędzy Cyreną w Libii a Aleksandrią w Egipcie. Trzecie mumie to właściwe zwłoki egipskie – ciała zabalsamowane jedynie bituminem i smołą. Czwarte nazywano arabskimi – także były zakonserwowanymi zwłokami, ale z dodatkiem cennych substancji: mirry, aloesu oraz aromatycznych balsamów. Piąte, ostatnie mumie wytwarzano sztucznie i na bieżąco, jako odpowiedź na rosnący popyt, a przepis brzmi następująco:

Mumia artificialis (sztuczna mumia)

Weź ciało młodego mężczyzny (niektórzy twierdzą, iż ma mieć rude włosy), który nie zmarł w wyniku choroby a zabójstwa. Niech spędzi dobę w czystej wodzie na powietrzu; potnij mięso na kawałki, wetrzyj w nie proszek z mirry i nieco aloesu. Przełóż je do naczynia z mocnym alkoholem i terpentyną na kolejną dobę. Po tym czasie wyjmij i zawieś na dwanaście godzin. Znów włóż je na całą dobę – tym razem do czystego spirytusu. Ponownie wyjmij i zawieś w zacienionym i przewiewnym miejscu – gdy kawałki wyschną, to nie będą śmierdzieć.

Mając mumie – zarówno wyrobu krajowego, jak i te importowane, liczące tysiące lat – można z nich sporządzić balsam, eliksir lub nalewkę.

Balsamum Mumiae (balsam z mumii)

Sztuczną mumię potnij drobno; wytrawiaj przez czterdzieści dni z oliwą w szczelnie zamkniętym naczyniu. Przełóż do szklanej kolby i na łaźni wodnej pozwól smrodowi się wydzielić, dopóty mumia się nie rozpadnie. Wytrawiaj przez dwadzieścia dni albo i więcej ze spirytusem, ten później oddziel a otrzymasz słodko pachnący czerwony olej. Można go poprawić przez mieszanie z alkoholem i oddzielanie – zrób tak cztery czy pięć razy.

Według wspomnianego już Quercetana, balsam ten przewyższał swoimi walorami eliksir czy nalewkę. Leczył wszystkie rodzaje wrzodów, guzów i wybroczyn, ponadto odtykał zatkane naczynia, zabezpieczał przed infekcjami i chorobami zakaźnymi (plagami) oraz miał charakter Theriaca, czyli uniwersalnej odtrutki na wszystkie trucizny.

Podobno śmierć to absolutny koniec. Niektórzy mieli jednak do odegrania ostatnią rolę – ich soki krążyły w szklanych retortach i unosiły się wraz z parami alkoholu w skomplikowanych naczyniach i skraplały w oszronionych chłodnicach. A to wszystko wykonywano z nadzieją, że śmierć jednak może przedłużyć życie.

Manuał Zielarski, 2019

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Octy w staropolskiej apteczce

Poprzednie wpisy do Manuału Zielarskiego opisywały wyposażenie staropolskich apteczek oraz mieszanki ziołowe, które znalazły w nich miejsce. Ponieważ wpisy te cieszyły się dużym zainteresowaniem, postanowiłem […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.