Sąd nad żywokostem

Jeden z ostatnich tekstów opublikowanych w Manuale Zielarskim dotyczył alkaloidów pirolizydynowych. Skupiłem się głównie na przestawieniu spraw fitochemicznych i toksykologicznych, nieco po macoszemu traktując kwestie zielarskie i fitoterapeutyczne, albowiem nie były one moim głównym celem. Zresztą szczupłość źródeł (i ich aktualność) względem niektórych surowców nie pozwala się rozpisać zbytnio na ten temat. Najwyraźniej okazało się to niewystarczające, gdyż znów rozdzwoniły się telefony do instytucji trzecich z żądaniem zaprzestania współpracy ze mną. Przynajmniej dzięki temu wiem, że każdy mój artykuł jest uważnie czytany od początku do końca! Obiecałem napisać wyłącznie o żywokoście, więc teraz realizuję zapowiedziany tekst. Czy dane naukowe będą dla żywokostu łaskawe? A może zdobyte dowody wystarczą, aby definitywnie zakończyć karierę tego surowca?

Żywokost lekarski (Symphytum officinale; common comfrey) należy do rodziny ogórecznikowatych (Boraginaceae), która jest dobrze znana toksykologom ze względu na wyjątkowo częstą obecność alkaloidów pirolizydynowych (AP) wśród jej przedstawicieli. W rodzaju Symphytum możemy wyróżnić ponad 30 gatunków, a przynajmniej cztery z nich występują w Polsce. Oprócz bohatera tekstu – żywokostu lekarskiego, na naszych polach i łąkach możemy spotkać żywokost czeski (S. bohemicum), żywokost bulwiasty (S. tuberosum) oraz żywokost sercowaty (S. cordatum). W innych krajach często występuje również żywokost szorstki (S. asperum; prickly comfrey) i żywokost uplandzki (S. x uplandicum; Russian comfrey) – są to wyjątkowo ważne gatunki z perspektywy tego artykułu, gdyż często przewijają się w różnych badaniach naukowych nad rodzajem Symphytum.

Z żywokostu pozyskiwano przede wszystkim korzeń (Radix Symphyti), który pod względem fitochemicznym jest nieźle przebadany, co jest zasługą kilkudziesięciu lat analiz, z których większość wykonano po poruszeniu tematu alkaloidów. W surowcu są obecne sacharydy w postaci gum i naturalnego śluzu, ponadto występują garbniki typu pirokatecholu (do 4%), a także należące do grupy triterpenów fitosterole, saponiny steroidowe i triterpenowe. Odnotowano obecność kwasów fenolowych, witaminy A, witaminy B12 i minerałów – wapnia, potasu i magnezu. Najcenniejszą substancją aktywną z punktu widzenia przemysłu farmaceutycznego jest alantoina (2,5%), będąca pochodną mocznika. Związek ten przyspiesza procesy złuszczania i odnowy naskórka, ponadto łagodzi objawy suchości skóry, albowiem wykazuje silne działanie nawilżające.

Jeszcze do końca lat 70. z korzenia żywokostu sporządzano przetwory przeznaczone do użycia wewnętrznego (doustnego). Ze względu na obecność wspomagającej regenerację alantoiny, śluzów, a także ściągających garbników, ordynowano je przy podrażnieniach i niewielkich uszkodzeniach błony śluzowej przewodu pokarmowego, wrzodach żołądka oraz dwunastnicy. Wodne wyciągi miały przyspieszać gojenie i zabliźnianie się wspomnianych mikroran, a także odbudowywać błony śluzowe żołądka i jelit u osób starszych. Ekstrakty z żywokostu w gęstym ośrodku (syropie, miodzie, glicerynie) podawano w infekcjach oraz podrażnieniach górnych dróg oddechowych. Wykorzystanie płynów o dużej gęstości umożliwiało dłuższe „przetrzymanie” związków aktywnych w pożądanym miejscu, zanim nieuchronnie spłynęły dalej.

Wszystko zmieniło się z chwilą odkrycia negatywnego wpływu alkaloidów pirolizydynowych na organizm człowieka. Już w latach 80. polscy autorzy podchodzili do surowca z wyjątkowo dużą rezerwą. Producenci definitywnie wykluczyli surowiec z mieszanek przeznaczonych do stosowania wewnętrznego, zaś znacznie ograniczyli jego udział w preparatach do stosowania na skórę – nie było wówczas jasne, czy i ta droga podania jest potencjalnie niebezpieczna dla pacjenta. Aktualne dokumenty Europejskiej Agencji Leków wyszczególniają alkaloidy pirolizydynowe w korzeniu żywokostu lekarskiego, szacując ich zawartość na podstawie badań fitochemicznych na 0,2-0,4%. W surowcu mają być obecne takie związki jak symfytyna, likopsamina, intermedyna, mioskorpina, echimidyna, symlandyna, lasiokarpina i jeszcze kilkanaście innych AP.

Nie wszyscy są jednak tak pewni ich obecności. Amerykańska organizacja zrzeszająca producentów preparatów roślinnych – AHPA – w monografii poświęconej żywokostowi lekarskiemu sugeruje, iż alkaloidy pirolizydynowe nie występują w korzeniu tej rośliny, a pozytywne wyniki badań są spowodowane zafałszowaniem surowca fragmentami żywokostu szorstkiego lub uplandzkiego. W przypadku tych dwóch gatunków nie ma żadnej wątpliwości co do obecności AP w ich korzeniach – do 0,37% w korzeniach i do 0,15% w liściach. Musimy jednak odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

W literaturze naukowej zawsze podaje się, iż alkaloidy pirolizydynowe w korzeniu żywokostu występują – a wykrywa się je już prawie 50 lat. Czy jakikolwiek błąd mógłby istnieć tak długo niewykryty, a na dodatek występował w tak wielu doświadczeniach z użyciem metod analitycznych, w tym tak bardzo czułych metod chromatograficznych? Jeżeli chodzi o zanieczyszczenie fragmentami S. asperum i S. x uplandicum – przecież poszczególne gatunki żywokostu różnią się od siebie pokrojem, osiąganymi rozmiarami, a nawet barwą kwiatów. Niewprawne oko może nie wychwycić różnic, ale materiał do badań pochodzi z upraw doświadczalnych, które prowadzą osoby z wykształceniem ogrodniczym i są raczej obeznane z tematem. Jednocześnie musielibyśmy przyznać, iż istnieje globalny problem z materiałem siewnym, skoro nie jesteśmy w stanie wykluczyć z obrotu nasion gatunków niepożądanych. Do podobnych wniosków musieli dojść słoweńscy badacze, którzy chcieli opracować metodę łatwej identyfikacji alkaloidu likopsaminy w korzeniu żywokostu lekarskiego. Surowiec importowany z Węgier poddali porównawczej analizie morfologicznej ze wzorcem należącym do ljubljańskiego wydziału farmacji, aby absolutnie wykluczyć możliwość jakiekolwiek pomyłki. Słoweńcy oczywiście likopsaminę wykryli, a badania zakończyły się sukcesem, zatem wciąż trudno podnosić argument zanieczyszczenia surowca, który ma rzutować na całą grupę związków biologicznie aktywnych. Jednak w dokumentach unijnych przewija się teza, iż odnotowana obecność dwóch AP: symlandyny i echimidyny, może być wynikiem zafałszowania korzeniami S. peregrinum, lecz i to wymaga dalszego sprawdzenia.

Musimy pamiętać, iż zawartość alkaloidów pirolizydynowych nigdy nie jest stała i zależy od naprawdę wielu czynników, począwszy od części rośliny (korzenie są wyraźnie bogatsze w te związki), stanowiska i warunków atmosferycznych, a na szkodnikach kończąc. Sądzę, że nie doceniamy tych ostatnich – przecież AP są produkowane z myślą o ich odstraszaniu, więc rośliny „nadjedzone” mogą być znacznie toksyczniejsze od nieuszkodzonych.

Osoby które przeczytały artykuł „Alkaloidy pirolizydynowe: wiele odcieni szarości” wiedzą, że istnieją dwie grupy związków z tej grupy – nasycone i nienasycone. Rozróżnienie ich jest niezwykle ważne, gdyż alkaloidy nienasycone są toksyczne dla organizmów żywych. Może się jednak tak zdarzyć – jak w przypadku arniki górskiej – że wprawdzie związki te występują, ale tylko jako alkaloidy nasycone. W takim przypadku panuje ogólnonaukowy konsensus i te substancje klasyfikuje się jako nieszkodliwe, choć kwestią bardzo otwartą jest wpływ ich metabolitów. Gdzieś kiedyś przemknął mi przed oczami angielski blogowy tekst, którego autor rozgrzeszał żywokost lekarski utrzymując, że w korzeniu żywokostu są tylko nasycone AP. Niestety, nie jest to prawdą – nawet wykluczając wątpliwości związane z symlandyną i echimidyną. Jak wspomniałem wcześniej, prowadzono badania nad identyfikacją likopsaminy. Związek ten należy do grupy alkaloidów nienasyconych, ale jego toksyczność jest relatywnie niska – LD50 (dawka substancji wywołująca śmierć badanej populacji) wynosi 1500 mg na kilogram masy ciała. Podobnymi wartościami charakteryzuje się inny związek nienasycony – intermedyna. Wydaje się, że alkaloidem pirolizydynowym o największej szkodliwości dla ludzkiego organizmu jest lasiokarpina o LD50 72 mg/kg m.c.

Przypadki kliniczne które powiązano z długotrwałą ekspozycją na alkaloidy pirolizydynowe, koncentrują się wokół HVOD, czyli choroby zarostowej żył wątrobowych skutkującej degeneracją i włóknieniem tkanek wątroby, upośledzeniem jej funkcji a w konsekwencji śmierci organizmu.

HVOD zdiagnozowano u 49-letniej kobiety zażywającej doustnie dwa preparaty zawierające korzeń żywokostu – jeden przez cztery miesiące, a drugi przez pół roku. Analiza chemiczna tych środków pozwoliła ustalić, iż pacjentka przyjmowała przynajmniej 85 miligramów AP dziennie. Chorobę tę zdiagnozowano także u 47-letniej kobiety (abstynentki), która przez kilka lat zgodnie z zaleceniami homeopaty piła herbatę z korzenia żywokostu (aż 10 filiżanek dziennie), zażywając równocześnie pigułki zawierające ten surowiec (choć pewnie homeopatyczne, więc go pewnie pozbawione). Nawet u młodych osób zdarzają się przypadki HVOD. 13-letniego chłopca z chorobą Crohna leczono według zaleceń naturopaty za pomocą herbaty z korzenia żywokostu (i później z również z liści tej rośliny). Niestety, opisy przypadków są często pozbawione ważnych danych na temat czasu ekspozycji na AP oraz szacowanej przyjmowanej dziennej dawki alkaloidów. Niektórzy próbują skontrować przypadki kliniczne badaniami ankietowymi – w nich osoby indagowane deklarują picie naparów z żywokostu przez 20 lat. Być może niektórym to służy, ale takie badania trzeba powtarzać i sprawdzać, czy coś się zmieniło w życiu ankieterów. Ponadto, czy możemy anonimową ankietę równać z dokumentacją szpitalną oddziałów toksykologii?

Wydaje się, że obecne moratorium na doustne preparaty zawierające żywokost jest słuszne, choć zawsze może być zweryfikowane na plus – w obrocie zaczynają pojawiać się wyciągi „PA-free”, czyli oczyszczone ze wszystkich alkaloidów pirolizydynowych. Dlatego możliwy jest tryumfalny powrót żywokostu, acz zrewidowaniu zapewne uległyby też zalecenia terapeutyczne. Tymczasem nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystywać ekstrakty z korzenia żywokostu w preparatach zewnętrznych. Absorpcja toksycznych związków przez nieuszkodzoną skórę jest niewielka i przy zachowaniu interwałów czasowych nie grozi żadnym negatywnym wpływem na wątrobę lub inne organy. Nawet instytucje unijne nie są przeciwne takiemu stosowaniu wyciągów z korzenia żywokostu – istniejąca monografia wyszczególnia farmaceutyczną formę płynnego ekstraktu z korzenia o DER 2:1 (z dwóch części surowca wytworzono jedną część wyciągu) przy użyciu jako rozpuszczalnika etanolu 65%.

Sąd wydaje werdykt: winny, ale nadający się do resocjalizacji. Zdaję sobie sprawę z tego, iż istnieje grupka malkontentów, która oskarży mnie o to, że nie stoję po stronie zielarstwa, skoro wypowiadam się dość krytycznie o żywokoście. Wolę stać po stronie faktów, gdyż w naszej branży naprawdę brakuje obiektywnego podejścia. Wielu wciąż podchodzi do ziół hurraoptymistycznie i hobbistycznie, traktując rośliny lecznicze jako „ziółeczka”. Jeżeli chcemy, aby fitoterapia zajęła należne jej miejsce w systemie zdrowia, to musimy zajmować się nią na poważnie – nie bójmy się mówić o błędach i wypaczeniach!

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Zapal sobie skręta

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Colorado Springs, lata 80. XIX wieku. Do gabinetu Michaeli Quinn przychodzi kaszlący mężczyzna. Uskarża się na duszności, bóle klatki piersiowej, świszczący […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

Ludowe mieszanki ziołowe

Ostatnio napisałem tekst o polskich apteczkach dworskich, który spotkał się z nadzwyczaj miłym przyjęciem. Nie sądziłem, że internauci łakną informacji o zawartości szaf ochmistrzyń i […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.