Dawne afrodyzjaki i anafrodyzjaki

Istnieją tematy wywołujące intensywne zaróżowienie policzków, zamglenie wzroku, a nawet uczucie niezawinionego zawstydzenia. Zazwyczaj dzieje się to wtedy, gdy zaczynamy rozmawiać o podstawowym i nieodzownym składniku ludzkiej natury, czyli o seksie. Oczywiście czas zmienia pokolenia: młoda część społeczeństwa staje się otwarta i łakomie przyjmuje wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, ale starsze osoby mają niezwykłe opory przed otwartą rozmową na ten temat. Półsłówka rzucane półgębkiem to wszystko, czego możemy od nich oczekiwać. To efekty tabu, doktryny nakazującej zachować ciszę, bo „po prostu o takich sprawach się nie mówi”. Ale jak można milczeć, jeżeli chodzi o fundamentalny element piramidy Masłowa?

Jeżeli jeszcze dziś zdarzają się osoby, które nie chcą na ten temat rozmawiać, to jak mieli się zachowywać i czuć pacjenci z problemami seksualnymi w XIX wieku? Owszem, medycyna już w tych czasach zajmowała się dysfunkcjami, stawiano pierwsze kroki w dziedzinie seksuologii – może nie były jeszcze zbyt pewne, ale intensywnie pracowano nad podstawami teoretycznymi. W praktyce przekładało się to najczęściej na jeden rozdział w podręcznikach medycznych, w którym opisywano afrodyzjaki i anafrodyzjaki. I to o nich będzie poniższy artykuł.

Zawiodą się ci, którzy liczą na szczegółowe opisy przypadków, albo długie rozważania nad substancjami roślinnymi. W XIX, a nawet i w połowie XX wieku dysponowano naprawdę małą liczbą namacalnych dowodów skuteczności tego czy innego środka w leczeniu zaburzeń erekcji i braku libido. A i te pochodziły z drugiej albo trzeciej ręki i wynikały raczej z długotrwałej tradycji stosowania oraz subiektywnych odczuć, przez co były kwestią ludzkiej psychiki, niżby realnego wpływu związków chemicznych. W efekcie dysponujemy nader skąpymi opisami, z których większość brzmi dosłownie „afrodyzjak” albo „anafrodyzjak”, czyli składa się z jednego słowa. Z tego tekstu nie da się zbudować, dlatego przejrzałem naprawdę wiele książek i źródeł, aby zbudować obraz XIX-wiecznej fitoterapii zaburzeń seksualnych. Nie będę weryfikował prawdziwości ówcześnie podawanych danych, lecz przedstawię je takimi, jakie są.

Wspomniałem o podziale na afrodyzjaki i anafrodyzjaki – wyróżniano tylko te dwie grupy, przy czym bardzo wyraźnie rozgraniczano substancje do nich przynależące. Afrodyzjaki to substancje, które wywołują zwiększenie pobudzenia seksualnego. Mogą również przyczynić się do wywołania wzwodu oraz poprawienia jego jakości – usztywnienia członka i wydłużenia czasu trwania erekcji. Środków roślinnych i zwierzęcych mających to zapewniać naliczyłem prawie kilkadziesiąt – lista zalecanych substancji podlegała pewnym zmianom w zależności od państwa i roku wydania pozycji. Jednak prawie zawsze na pierwszym miejscu znajdowały się sławne kantarydy. Nigdy nie słyszeliście o nich? Być może znacie je pod nazwą „hiszpańskiej muchy”!

autor: H. Well

Kantarydy (Cantharis, Cantharides) to chrząszcze należące do gatunku pryszczel lekarski (Lytta vesicatoria). Są relatywnie niewielkie (długość do 21-28 milimetrów), podłużne, niemal walcowate, a ich pancerz ma piękny, złocistoszmaragdowy kolor z metalicznym, niebieskim połyskiem. W tych chrząszczach występuje kantarydyna, czyli silnie działający związek z grupy terpenów, który podrażnia zakończenia nerwowe oraz układ moczowo-płciowy. Przetwory z kantaryd miały powodować nabrzmienie żył w męskich genitaliach oraz zwiększać dopływ krwi do penisa i w konsekwencji wywoływać erekcję. XIX-wieczni lekarze byli pod wrażeniem ich skuteczności i siły działania, ale powszechnie obawiano się negatywnego wpływu stosowania takich środków na ludzkie zdrowie. Kantarydyna miała stymulować wzwód, jeżeli stosowano dawki wysokie, bliskie toksycznym, zaś przedawkowana skutkowała priapizmem, czyli bardzo bolesną, znacznie wydłużoną w czasie erekcją. Ponadto co bardziej konserwatywni lekarze, wcale nie chcieli kantaryd stosować, zasłaniając się sprawami moralnymi, które dla nich miały prym nad farmakologią i potrzebami pacjentów. Znacznie mniejsze obiekcje wykazywali weterynarze oraz hodowcy koni, bydła i trzody. Ci chętnie wykorzystywali „hiszpańskie muchy” w swych stajniach i oborach do zainicjowania kopulacji zwierząt.

Innym, bardzo popularnym afrodyzjakiem – choć niekoniecznie zalecanym przez samych lekarzy – było opium (Opium crudum). To wysuszony sok mleczny wyciekający z uszkodzonych niedojrzałych makówek maku lekarskiego (Papaver somniferum), który w swym składzie zawiera głównie alkaloidy – morfinę i kodeinę. Jako środek zwiększający podniecenie seksualne, był stosowany przede wszystkim przez narody azjatyckie – Japończyków, Chińczyków, Persów oraz Hindusów, Egipcjan i Turków. Ostrożnie podchodzono do tych doniesień, gdyż znano jego uzależniające właściwości, a te powoli stawały się wielkim problemem po amerykańskiej wojnie domowej. Ponadto wątpiono w jego skuteczność, która miała być efektem odurzenia i pomieszania zmysłów. Twierdzono, iż jest on raczej jedną z przyczyn występowania problemów z erekcją, a nie środkiem mającym je leczyć. Dlatego pod koniec XIX wieku sława opium jako afrodyzjaku w krajach anglojęzycznych (z wyjątkiem Indii) znacznie zmalała, ale natura nie lubi próżni, dlatego w to miejsce wskoczyły konopie indyjskie (Cannabis sativa). W tych czasach były bardzo uznanym i popularnym surowcem zielarskim o wszechstronnym zastosowaniu, dlatego przypisywano im również silne właściwości afrodyzyjne. Należy pamiętać, że ówczesna medycyna preferowała typowo farmaceutyczne sposoby przetwarzania suszu z kwiatostanów, czyli pacjentom ordynowano nalewkę bądź pigułki z ekstraktem. Papierosy oczywiście znano, ale nie były w powszechnym użyciu tak, jak to ma miejsce obecnie.

Skoro już jestem przy temacie alkaloidów, to nie mogę nie wspomnieć o kulczybie wronim oku (Strychnos nux-vomica) będącym wiecznie zielonym drzewem występującym w Azji Południowo-Wschodniej. Nasiona (choć nie tylko one) charakteryzują się obecnością tych związków z tej grupy, a zwłaszcza silnie toksycznej strychniny oraz brucyny. Do terapii zaburzeń seksualnych wprowadził je francuski lekarz Trousseau, który podczas swych badań miał odkryć ich charakter afrodyzyjny działający zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Wkrótce zaczęto powszechniej stosować leki z kulczybą i najwyraźniej uzyskiwano dobre, choć często krótkotrwałe rezultaty. Johathan Pereira (1853) wspomina przypadek młodego, 25-letniego atletycznego mężczyzny, który nie miał żadnych problemów zdrowotnych i małżeńskich prócz „problemów łóżkowych” Po terapii z użyciem przetworów z kulczyby odzyskał swą męskość, lecz niebawem ją stracił, gdy tylko odstawił przepisane leki.

W Europie całkiem chętnie używano salepu, czyli sproszkowanych bulw storczyka samczego (Orchis mascula) oraz innych, pokrewnych gatunków występujących w Azji Mniejszej. Przez Turków i narody azjatyckie salep był uważany za bardzo silny afrodyzjak, ale mniemanie to wywodziło się z kształtu części podziemnych, którzy przypominały jądra (podobno lisie). Ponieważ bardzo chętnie importowano nowinki, a już zwłaszcza o orientalnym zabarwieniu, salep w tym charakterze wcześnie trafił na salony oraz do aptek. Nie podlega dyskusji fakt, iż bulwy wykorzystywano jako surowiec o charakterze odżywczym i wzmacniającym. Zresztą do dzisiaj podaje się rekonwalescentom i starszym osobom proszek salepowy gotowany z mlekiem, aby dodać im sił – i to niekoniecznie seksualnych.

Afrodyzjaki mógłbym wyliczać w nieskończoność, ale przyjęte standardy zwięzłości tekstu mi na to nie pozwalają, więc skrótowo opiszę resztę. Nieprzemijającą sławą cieszyły się dwa surowce pochodzenia zwierzęcego – piżmo i kastoreum. Piżmo to wydzielina gruczołów okołoodbytniczych piżmowca syberyjskiego, natomiast kastoreum (strój bobrowy) jest wydzieliną produkowaną przez gruczoły skórne bobra europejskiego i kanadyjskiego. Substancje te wykorzystywano do produkcji perfum ze względu na ich mocny, ale przyjemny aromat, który jednocześnie utrwalał całą kompozycję. Nie tylko zapach miał pobudzać pożądanie seksualne – lekarze zalecali przyjmowanie pigułek z piżmem co 3-4 godziny, aby utrzymać popęd i poprawić wzwód. Zresztą wszystkie przyjemnie pachnące surowce roślinne zaliczano do afrodyzjaków – w spisach pojawiała się mirra, wanilia czy ambra. Oprócz nich na listach lekarskich znajdował się między innymi aloes, macerowany w winie pieprz kubeba, zarodniki widłaka, trufle, szparagi, guarana, asafetyda, pieprzowiec roczny, damiana, pieprz ostrogorzki, ruta (tylko dla mężczyzn) oraz bieluń dziędzierzawa. Ale nawet najlepszy afrodyzjak mógł niewiele pomóc, gdy nie przestrzegano podstawowych warunków. Wypisał je w swej książce doktor Farre w 1866 roku:

Jednak przede wszystkim należy unikać tradycyjnych bezużytecznych metod wywoływania pożądania, trzeba żyć spokojnie, przebywać na świeżym powietrzu, unikać ogrzewanych pomieszczeń, późnych godzin oraz miękkich łóżek, należy ćwiczyć ciało i umysł, stosować środki wzmacniające i odżywcze, ubierać wygodne ubrania i myć się w chłodnej wodzie.

Porady Farre’a inni autorzy rozszerzyli o alkohol oraz dietę mięsną. Nie, nie należało ich unikać – wprost przeciwnie! O brak erekcji i problemy łóżkowe oskarżano nadmierną trzeźwość i dietę jarską, która miała osłabiać ludzkie siły – w tym również seksualne.

Anafrodyzjaki są zupełnym przeciwieństwem afrodyzjaków. To substancje, które tłumią popęd seksualny – częściowo lub całkowicie. Często łączy się je z lekami uspokajającymi, aby uzyskać pożądany, sedatywny efekt. Ich spis w XIX-wiecznych podręcznikach medycznych był naprawdę krótki, ale znacznie treściwszy. Jako najskuteczniejszy anafrodyzjak uważano kamforę (Camphora), która od dawna miała reputację środka zniechęcającego do czynności seksualnych, przez co wykorzystywano ją w leczeniu onanizmu (masturbacji), nimfomanii oraz satyryzmu. Ostatnie dwa określenia dotyczą żeńskiej i męskiej hiperseksualności, czyli ponadnormalnego popędu seksualnego. Kamforę lub przetwory z cynamonowca kamforowego (olejek z tego drzewa był źródeł naturalnej kamfory, dopóki nie opracowano metody jej syntezy) podawano doustnie, choć zdarzało się również nacieranie ciała – już sam zapach miał zmniejszać przyjemność z doznań seksualnych. We włoskim Salerno ukuto nawet powiedzenie „Camphora per nares castrat odore mares” – „Wąchanie kamfory czyni kastratem”.

Kamforę wyparł chmiel, a właściwie lupulina (Lupulinum) będąca gruczołami wydzielniczymi chmielu. Glandulae Lupuli zawierają olejek eteryczny, żywice oraz kwasy goryczowe. Jest to jeden z nielicznych surowców roślinnych o potwierdzonym działaniu uspokajającym, usposabiającym do snu oraz anafrodyzyjnym. Lupulinę dodawano do cukrowych pigułek – najpierw łączono ją z innymi substancjami, a później zaczęto stosować samodzielnie. Oto przykład receptury z 1887 roku na lek anafrodyzyjny i sedatywny:

Camphorae – gr. XXX

Lupulini – gr. XX

Fiat massa, et div. in pil. XX.

Sig – One thrice daily.

Kamfora – 30 granów (nie gramów!)

Lupulina – 20 granów

Zrób z tego masę i podziel na dwadzieścia pigułek.

Oznacz – jedną pigułkę trzy razy dziennie.

Starsze pozycje literaturowe brały pod uwagę szczwół plamisty (Conium maculatum) jako możliwy środek anafrodyzyjny, wywodząc jego skuteczność jeszcze z dawnych czasów. Zdarzały się przypadki przepisywania nalewek z ziela lub owoców w przypadku męskiej i żeńskiej hiperseksualności, podobno nawet z pozytywnymi efektami, ale praktyka ta zaniknęła w latach 80. XIX wieku. Inne anafrodyzjaki – o często historycznym charakterze – to sałata, naparstnica, psianka słodkogórz, tytoń i pokrzyk wilcza jagoda. Co ciekawe, w latach 60. XIX wieku chyba najmocniej przestrzegano przed spożywaniem napojów musujących, do których sporządzenia użyto wodorowęglanu sodu, czyli sody oczyszczonej. W opinii doktora Farre’a miała ona moc zmniejszania popędu seksualnego porównywalną ze szczwołem, co mogło mieć przykre konsekwencje dla niczego niespodziewającej się młodzieży gaszącej pragnienie orzeźwiającymi lemoniadami. Całe szczęście, że dziś możemy pić napoje gazowane bez obawy o nasze libido. Na zdrowie!

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

One thought on “Dawne afrodyzjaki i anafrodyzjaki

Pozostaw odpowiedź Daria Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Ludowe mieszanki ziołowe

Ostatnio napisałem tekst o polskich apteczkach dworskich, który spotkał się z nadzwyczaj miłym przyjęciem. Nie sądziłem, że internauci łakną informacji o zawartości szaf ochmistrzyń i […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.