Alkaloidy pirolizydynowe: wiele odcieni szarości

Mam pewne skrzywienie zawodowe na punkcie bezpieczeństwa fitoterapii. Przypadłość tą zawdzięczam doktorowi Różańskiemu i to innemu, niż ten, o którym teraz myślicie (nieprawdopodobna zbieżność zainteresowań oraz nazwisk). W Polsce jeszcze do niedawna o działaniach niepożądanych i toksyczności ziół mówiło się tylko półgębkiem i to jedynie w odniesieniu do najbardziej charakterystycznych przykładów takich jak lulek, szczwół czy tojad. Zamierzchła ludowa koncepcja terapii w zasadzie nie przewidywała negatywnego wpływu ziół na organizm ludzki – przecież były darem boskim, a taki może działać na człowieka tylko dobrze. Całe szczęście, że nauka mocno poszła do przodu i możemy podejść do roślin leczniczych w najzupełniej obiektywny i krytyczny sposób.

Niestety, historyczne prądy wciąż rzutują na współczesne pojmowanie fitoterapii, o czym miałem okazję przekonać się na Festiwalu Viva Zioła w Poznaniu, gdzie prowadziłem wykład o surowcach zielarskich wczesnej wiosny. Spora część słuchaczy nie miała pojęcia o alkaloidach pirolizydynowych, zaś inni nie wiedzieli o ich szkodliwości. Po wykładzie podchodziły do mnie osoby (niektóre dość wystraszone) z pytaniami dotyczącymi ryzyka związanego z tą grupą związków. Podczas prelekcji było zdecydowanie zbyt mało czasu, aby szerzej poruszyć zagadnienie, zresztą i moje wystąpienie dotyczyło czegoś zupełnie innego – dlatego dedykuję im ten artykuł.

Alkaloidy pirolizydynowe (w skrócie AP) niegdyś były na ustach wielu amatorów terapii roślinnych ze względu na obiekcje unijnych instytucji względem obrotu, standaryzacji i wykorzystywania niektórych substancji zielarskich, o których było wiadomo, że takowe związki z tej grupy posiadają. Fora internetowe były pełne głosów krytycznych względem Unii Europejskiej i deklaratywnych stwierdzeń, że zagraniczni biurokraci nie będą polskim babciom odbierać ziółek. Czas ochłodził gorące głowy, obostrzenia weszły w życie, ale naukowe argumenty nie zdołały przekonać najbardziej zapalczywych. Cóż, wolna wola. Teraz do rzeczy.

Alkaloidy to nadzwyczaj szeroka i różnorodna grupa związków, dla których niezwykle trudno wypracować jedną, kompleksową definicję, gdyż istnieją liczne wyjątki. Najbardziej książkowe są alkaloidy właściwe, czyli pochodne aminokwasów, które zawierają azot w układzie heterocyklicznym. Oznacza to, że gdzieś w pierścieniu znajduje się atom tego pierwiastka. Pod tym względem alkaloidy pirolizydynowe są jak najbardziej typowe, gdyż są syntetyzowane z aminokwasu o nazwie ornityna. Oczywiście AP mają dość skomplikowaną budowę. Jeżeli występują w postaci wolnej, tworzy je pirolizydyna, natomiast będąc estrami, są zbudowane z aminoalkoholu typu necyny (czyli pochodnych wspomnianej pirolizydyny) i jednego z kwasów necynowych. Teraz będą rzeczy bardzo ważne, więc proszę czytać dalej. Alkaloid alkaloidowi nie jest równy – w układach heterocyklicznych mogą występować wiązania pojedyncze i podwójne. Wszystkie AP, które pomiędzy C1 i C2 posiadają podwójne wiązanie (nienasycone), uznawane są za toksyczne. Nie jest rzecz jasna to jedyne kryterium, ale uważana się je za najważniejsze. AP nasycone postrzega się za nieszkodliwe, przy czym kwestią otwartą jest wpływ ich metabolitów na organizm ludzki. Aktualnie w świecie nauki panuje konsensus i obojętne AP nasycone przeciwstawia się toksycznym związkom nienasyconym. Zatem nie wszystko należy w tej sprawie postrzegać jako czarne – wszak jeszcze istnieją różne odcienie szarości!

Jak nienasycone alkaloidy pirolizydynowe wpływają na nasz organizm? To zależy od tego, jak są metabolizowane przez wątrobę – niestety, to ten organ najsilniej odczuwa ich toksyczność. Nie dzieje się to od razu – wcześniej zauważono by to i powiązano z konkretnymi roślinami, przez co dziś postrzegalibyśmy je zupełnie inaczej. Najczęstszym efektem długotrwałego przyjmowania AP jest choroba zarostowa żył wątrobowych (HVOD). Początkowo dolegliwości mogą być „rozmyte” i zrzucane na karb problemów trawiennych albo stresu. Możliwości regeneracyjne i metaboliczne wątroby systematycznie maleją i następuje forma ostra. Objawia się tępym bólem górnej części brzucha, wodobrzuszem oraz obrzękami, niekiedy występują krwiste wymioty. Tkanki wątroby zaczynają powoli obumierać i włóknieć, co prowadzi do nieodwracalnej degradacji struktury i poważnego upośledzenia funkcjonowania – prowadzącego w skrajnych przypadkach do śmierci. AP zażywane podczas ciąży mogą uszkodzić wątrobę płodu, ponadto substancje te przechodzą także do mleka matki. Metabolity AP wpływają szkodliwie również na płuca, nerki oraz układ nerwowy, powodując – początkowo łagodne – zaburzenia funkcjonowania, które w miarę postępującego zatrucia przybierają na sile, utrudniając poprawną pracę kluczowych narządów. Nie ma bezsprzecznych dowodów, które wiązałyby alkaloidy pirolizydynowe z nowotworami, ale uważa się, iż związki te przyczyniają się do powstawania mutacji materiału genetycznego, przez co znacznie zwiększają szansę wystąpienia choroby nowotworowej.

Można byłoby zakończyć sprawę, wypisując gatunki zawierające nienasycone alkaloidy pirolizydynowe i dosadnie przestrzec przed ich stosowaniem. Byłoby to jednak pójściem na łatwiznę i nieprawdziwym postawieniem sprawy – okazuje się, że w pewnych przypadkach to nie wystarczy. Jeżeli rośliny zawierające te związki są składnikiem diety zwierzęcej (na przykład pasz), alkaloidy będą wykrywane w mięsie czy jajkach. Także miody nie są od nich wolne, zwłaszcza te o dużej koncentracji pyłku i z rejonów z licznymi stanowiskami określonych roślin. Fragmenty młodych liści mogą zanieczyszczać pożywienie – choćby najzwyklejszą sałatkę. Nie są to główne źródła ekspozycji, lecz należy mieć je na uwadze. Problem jest szerszy, niżby mogłoby się powszechnie sądzić.

Teraz zapewne zastanawiacie się, jakie kroki należałoby podjąć, aby ograniczyć wpływ AP na nasz organizm. Z miodu, jajek czy sałatki nie ma co rezygnować, ale należy zwrócić baczną uwagę na surowce zielarskie oraz preparaty lecznicze. Komitet do spraw Produktów Leczniczych Pochodzenia Roślinnego przy Europejskiej Agencji Leków opracował wytyczne określające bezpieczne limity ekspozycji na alkaloidy pirolizydynowe. Mniej restrykcyjny i obecnie obowiązujący próg wynosi 1 µg (mikrogram) na dobę, ale celem jest osiągnięcie 0,35 µg/dobę. To wysoka poprzeczka, która może być nie do przeskoczenia dla niektórych surowców, czego osobiście bardzo się obawiam.

W Poznaniu wspominałem o podbiale pospolitym (Tussilago farfara), więc i od niego zacznę – zwłaszcza że to w kierunku tej rośliny wyrażam troskę o spełnienie standardów EMA. Surowcem podbiału jest liść (Folium Farfarae), jak i kwiatostan (Inflorescentia Farfarae). Obecnie widzę tendencję do zbierania żółtych koszyczków, co o tej porze jest niezwykle proste. Znacznie trudniejszy jest zbiór liści, bo można się po prostu pomylić, a takie omyłki już odnotowywano w literaturze toksykologicznej.

Liście są znacznie uboższe w alkaloidy pirolizydynowe niż kwiaty – te zawierają 0,004-0,03% AP w przeliczeniu na senkirkinę, zaś w liściach mamy jedynie do 0,007% AP. Z tego powodu producenci preparatów zawierających w składzie podbiał (chodzi o tabletki do ssania), wykorzystują ekstrakty sporządzone z liści, a nie kwiatów. Ułatwia to kontrolowanie zawartości AP w pastylce i przy okazji umożliwia zawarcie w pojedynczej dawce sensownej terapeutycznie ilości wyciągu. Dla przykładu jedyny lek OTC z podbiałem – Original Tymianek i Podbiał – zawiera w każdej tabletce do 0,15 µg AP, dzięki czemu stosując nawet kilka sztuk dziennie, wciąż znajdujemy się w bezpiecznych granicach naznaczonych przez EMA.

Sławna – i przez niektórych znienawidzona – niemiecka Komisja E Federalnego Urzędu Zdrowia RFN działająca pod koniec lat 80., tworząc monografię liści podbiału, również uwzględniła ryzyko związane z AP, lecz jej regulacje były nieco liberalniejsze. Z naparem można było przyjąć do 10 µg AP, zaś z sokiem i ekstraktami do 1 µg AP na dobę, a kuracja mogła trwać nawet do 6 tygodni w ciągu roku.

Nie znalazłem danych o zatruciu AP, które wynikałyby z przyjmowania przetworów zawierających podbiał. Najprawdopodobniej odpowiada za to stosowany surowiec – czyli liście – który jest najzwyczajniej ubogi w AP, z których tylko część ma formę nienasyconą. W mojej ocenie Folium i Inflorescnetium Farfarae nie są surowcami niebezpiecznymi dla zdrowia i przy zachowaniu pewnych rozsądnych zasad (o których na koniec) można śmiało wykorzystywać je w fitoterapii zgodnie z ich przeznaczeniem. 

O żywokost lekarski (Symphytum officinale) toczono wielkie boje, a niektórzy do dziś nie pogodzili się z ich wynikiem. To gatunek należący do rodziny ogórecznikowatych (Boraginaceae), a tak się składa, że wśród jej przedstawicieli szczególnie często występują nienasycone alkaloidy pirolizydynowe. Zawartość AP znacząco różni się w zależności od organu – w liściach 0,012-0,16%, a w suszonym korzeniu 0,3-0,6%. Nie są to jednak bezsporne dane, gdyż zaistniał problem zanieczyszczenia surowca S. officinale innymi gatunkami żywokostów, które są bogatsze w AP o większej toksyczności. Z tego powodu w monografiach AHPA (American Herbal Product Association) dotyczących Symphytum officinale wyrażono powątpiewanie w winy żywokostu lekarskiego, lecz wiele przypadków klinicznych trudno wyjaśnić pomieszaniem gatunków.

Choroba zarostowa żył wątrobowych (HVOD) jest wykrywana u osób, które zażywały przetwory z żywokostu, przy czym niemożliwym jest wyznaczenie granicy interwału czasowego. Bardzo możliwe, iż indywidualne predyspozycje osobnicze mają znaczący wpływ na toksyczne efekty alkaloidów pirolizydynowych. U 23-letniego mężczyzny nastąpiła śmierć z powodu niewydolności wątroby po 2 tygodniach przy dawce 4-5 gotowanych liści dziennie. Dwie kobiety zapadły na HVOD po 6 miesiącach zażywania tabletek z żywokostem. a zawierały one znaczne ilości AP. 47-letnia kobieta zachorowała, pijąc 10 filiżanek herbaty żywokostowej dziennie przez 4 lata. Ale są również badania ankietowe, których wyniki wskazywały, iż można pić napary z liści żywokostu przez 20, a nawet 30 lat bez odczuwalnych negatywnych efektów zdrowotnych.

W przeciwieństwie do podbiału dysponujemy szeregiem przypadków klinicznych, które mają bezpośredni związek z alkaloidami pirolizydynowymi obecnymi w surowcach pozyskanych z żywokostu. Nie możemy ich zignorować, dlatego stanąłbym po stronie całkowitego wykluczenia tego surowca z przyjmowania wewnętrznego – ryzyko przeważa nad korzyściami. Odwrotnie jest w przypadku zewnętrznej drogi podania. AP bardzo słabo wnikają przez skórę, zatem zagrożenie dla ludzkiego zdrowia jest nikłe.

Skoro wspomniałem o rodzinie ogórecznikowatych, to nie mogę nie napisać choćby akapitu o jej tytułowym przedstawicielu – ogóreczniku lekarskim (Borago officinalis). Chemizm AP w zielu ogórecznika poznaliśmy bardzo dobrze – poza tesniną wszystkie związki są nienasycone, a zatem szkodliwe. Jednak powszechnie wykorzystujemy nie części zielone, a nasiona z których tłoczymy wartościowy olej. W tym przypadku nie musimy obawiać się toksycznych AP, gdyż proces uzyskiwania tłuszczu w zasadzie uniemożliwia ich przenikanie – wykrywa się tylko kilka cząstek na miliard. Nawet gdyby było inaczej, to tym alkaloidem pirolizydynowym byłaby obecna w nasionach nietoksyczna tesnina, zatem nie oddziaływałaby negatywnie na naszą wątrobę.

Wspomniałem o zasadach, jeżeli decydujemy się stosować przetwory, które mogą zawierać AP. Tyczy się to doustnych preparatów zawierających podbiał oraz zewnętrznych z ekstraktem z żywokostu. Najlepiej ich ze sobą nie łączyć, aby uniknąć szansy na kumulację AP w organizmie. Jeżeli cierpimy na infekcje górnych dróg oddechowych, to sprawdźmy skład, aby uniknąć przyjmowania kilku leków/suplementów mających w swoim składzie ekstrakt z podbiału. Skupmy się na jednym preparacie (najlepiej leku), nie przekraczajmy zalecanej dawki. Nie łączmy go z naparami, czy też herbatkami mającymi w swoim składzie liść, bądź kwiatostan podbiału. Może to są banały, ale gdyby wszyscy je znali, to nie napisałbym tego artykułu.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

One thought on “Alkaloidy pirolizydynowe: wiele odcieni szarości

  1. Witam
    Dzięki za te wiadomości. W zasadzie żywokost stosuję tylko zewnętrznie ale podbiał to chyba będę czymś zastępował albo dawał małe porcje. Jeśli chodzi o suplementy to trudno mi powiedzieć czy producenci dają wersję toksyczną i w dużych ilościach. Zazwyczaj składników czynnych w suplementach jest tak mało, że ich stosowanie nie będzie toksyczne. Ale czytać ulotkę tak czy siak trzeba.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Theriaca Mithridatum

Studiując dawne receptury liczące sobie trzysta, czterysta a nawet tysiąc lat, zawsze uciekam myślami do czasów w których zostały napisane. Ich autorzy korzystając z dzieł […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.