Antropozofia: fałszywe tezy w fitoterapii

Zajmuję się aspektami teoretycznymi oraz praktycznymi fitoterapii od ładnych paru lat, więc już wiele widziałem, sporo słyszałem, a i trochę zdążyłem przeczytać. Dlatego nie mogłem nie dostrzec pewnych nieprawdziwych koncepcji, błędów czy też najzwyczajniejszych błędów, jakie zaczęły występować w tematach związanych z ziołolecznictwem. Wypaczenia powstają z naprawdę najróżniejszych powodów: mylnej interpretacji źródeł, ich niewłaściwego doboru, czy też braku krytycznego podejścia do sprawy. Tak, drodzy Czytelnicy! Optymizm w fitoterapii jest wielce niepożądany. Zdarzają się jednak jednostki, które odznaczają się nieomal patologicznym zachowaniem: pomimo naukowych argumentów i potwierdzonych twierdzeń, będą wciąż akceptować błędy i fałszywe tezy, biorąc je za pewnik i prawdę objawioną. Za ich sprawą oraz pomocą, złe teorie rozrastają się do tak pokaźnych rozmiarów, że zaczynają funkcjonować jako zupełnie odrębne działy. Takie spróchniałe gałęzie szkodzą nie tylko zdrowemu drzewu, jakim jest fitoterapia, ale również pacjentom oraz nauce. Taką chorą gałęzią, której istnienie razi, przez co trzeba definitywnie ją usunąć, jest farmacja antropozoficzna.

Twórcami tej pseudonauki (jak to opisują źródła naukowe) są Rudolf Steiner (1861-1925), założyciel antropozofii będącej ruchem filozoficzno-ezoterycznym oraz austriacki chemik Oskar Schmiedel (1887-1955). Oboje doszli do wniosku, iż klasycznie pojmowana farmacja i medycyna nie zważają na potrzeby człowieka i natury oraz na stan równowagi pomiędzy nimi, co odbija się na skuteczności terapii i zdolnościach regeneracyjnych. Rudolf Steiner był mistykiem, wielkim zwolennikiem koncepcji zakładających istnienie bytów nadnaturalnych, więc nadał im rolę w procesie leczenia. Uważał je za najzupełniej rzeczywiste, zgodne z jego koncepcją i wizją świata. Samymi siłami duchowymi osiągnąłby niewiele, co jasno wybrzmiewa z definicji farmacji antropozoficznej opracowanej przez International Association of Anthroposophic Pharmacists (IAAP).

Farmacja antropozoficzna wywodzi się z dwóch źródeł: nauk „materialnych” oraz „duchowych”, a żadna nie może istnieć samodzielnie.

Istniejące braki teoretyczne i praktyczne Steiner i Schmiedel uzupełnili wybranymi zagadnieniami z farmacji, fitoterapii i homeopatii, czerpiąc z nich sporo i interpretując je w sposób nadzwyczaj dowolny. W efekcie powstał specyficzny synkretyzm, który sprawia wrażenie kompletnego i opartego na solidnych podstawach teoretycznych, lecz w kwestiach naukowych, a zwłaszcza medycznych jest dziurawy jak durszlak.

Antropozofowie podzielili wzajemne relacje pomiędzy człowiekiem a naturą na cztery stopnie, choć sami określają to frazą „trzy plus jeden”. Stopień fizyczny, czyli to, co mierzalne i widzialne, odpowiada światowi minerałów. Stopień życiowy – wszystkie funkcje fizjologiczne i odtwórcze organizmu, przyporządkowano roślinom. Poziom doznań: uczucia, pasje i aktywność psychiczną powiązano z królestwem zwierząt, zaś samego człowieka definiowanego jako osobowość i jej składowe elementy pozostawiono osobno, jako rzecz niepowtarzalną, charakterystyczną tylko dla ludzkości – stąd wzięło się to „plus jeden”.

Wspomniane relacje przyporządkowano trzem systemom obecnym w ciele ludzkim. Pierwszym z nich jest system nerwowy, który antropozofowie opisują jako „zimny”. Kojarzą go ze spowolnieniem i osłabieniem, a jego główne ośrodki znajdują się w głowie, w nerwach i w skórze. Kolejny system – metaboliczny – wiąże się z wysoką aktywnością fizjologiczną, co określa się jako „gorąco”; jako jego centrum jest uważany układ trawienny. Wyróżnia się również system rytmiczny, utrzymujący życiową równowagę pomiędzy zimnym a ciepłym, zaś mają go kontrolować układy krążeniowy i oddechowy. Według koncepcji medycyny antropozoficznej choroby biorą się z zaburzeń działania tych układów, a „leczyć” można je za pomocą antropozoficznych produktów leczniczych składających się (w teorii) z minerałów, części roślin oraz zwierząt.

Specyfiki antropozoficzne zostały unormowane w ramach dyrektyw unijnych. W żaden sposób nie świadczy to o ich skuteczności ani słuszności koncepcji Steinera, ale umożliwiło kontrolę ich obrotu. Dyrektywa 2001/83/EEC definiuje antropozoficzny produkt leczniczy jako sporządzony według norm i zasad przygotowywania preparatów homeopatycznych oraz widniejący w oficjalnych wydaniach farmakopei. Z tego powodu procedury rejestracji, wprowadzania do obrotu i pozostałe aspekty prawne są tożsame jak dla produktów homeopatycznych. Innymi słowy, pod tym względem specyfiki antropozoficzne zrównano z homeopatycznymi z powodu podobnych technik wytwarzania. Podobne rozwiązania zastosowano w prawodawstwie niemieckim, szwajcarskim oraz brazylijskim.

Według Anthroposophic Pharmaceutical Codex (APC 4.1), antropozoficzny produkt leczniczy jest uzyskiwany dzięki antropozoficznej wiedzy o człowieku i naturze oraz odpowiednim substancjom i właściwemu postępowaniu. Skupię się na kwestiach roślinnych, jako najbardziej Was interesujących; mineralne i zwierzęce pominę – ale i tu należy mieć sporo zastrzeżeń, również etycznych. Jakie bezwzględnie potwierdzone działanie lecznicze może mieć królicza aorta, żuchwa świńskiego płodu albo skóra pięciomiesięcznego bydlęcego płodu?

Preparaty antropozoficzne wykorzystują znane fitoterapeutom części roślin, ale powinny one pochodzić z upraw biodynamicznych, czyli ekologicznych, uwzględniających ruch Księżyca i stosujących specyficzne preparaty odżywcze np. fermentowany krowi nawóz. Ich przetwarzanie na produkty lecznicze, odbywa się na drodze różnych procesów farmaceutycznych: maceracji, ekstrakcji, destylacji i tym podobnych. Normalnie dążymy do tego, aby dzięki nim wydobyć określone związki czynne, które oddziałują na konkretne receptory, narządy i układy. W antropozofii to wszystko postawiono na głowie – to proces technologiczny definiuje skuteczność terapeutyczną!

Zimna maceracja (2-8°C) jest wykorzystywana do uzyskiwania produktów wpływających na system nerwowy; płyny poddane procesowi rytmicznego schładzania i ogrzewania (4-37°C) mają oddziaływać na system rytmiczny (równowaga zimno-gorąco); napary, odwary i destylaty w teorii regulują pracę układu trawiennego, a właściwie systemu metabolicznego. W ten sposób (i w wiele innych, oczywiście nie wymieniłem wszystkiego) uzyskuje się preparaty płynne, natomiast w celu uzyskania suchych produktów leczniczych, surowce antropozoficzne praży się (100°C), zwęgla (200°C) bądź spopiela (500°C). Bardzo ważnym etapem jest potencjonowanie, czyli rozcieńczanie lub rozcieranie i wstrząsani, co ma „energetyzować” preparat i wzmacniać jego właściwości terapeutyczne. Niektórzy producenci uzależniają wykonanie potencjonowania od położenia Księżyca i Słońca. Wyjątkowo specyficznym procesem charakterystycznym dla farmacji antropozoficznej jest wegetabilizacja metali, czyli wykorzystanie naturalnej właściwości roślin do pobierania pierwiastków z gleby. Przy określonym reżimie uprawy, pozyskuje się surowiec, z którego następnie wykonuje się preparaty – służy do tego m.in. tytoń (miedź, Tabacum Cupro cultum APC) oraz skrzyp (krzem, Equisetum arvense, Silicea cultum APC).

Antropozoficzne preparaty lecznicze nie są badane oraz standaryzowane na zawartość ciał czynnych, zresztą nie są one istotne w procesie terapeutycznym w tej medycynie. Znacznie większą rolę przykłada się do spełnienia norm biodynamicznych albo dostosowania metody produkcji do określonej dolegliwości. Ponadto szczegółowe opisanie w APC metody potencjonowania, nakazuje nam sądzić, iż w niektórych próżno w nich szukać cząstek aktywnych, a miast tego serwuje się zwykłą wodę, do której dorobiono ideologię. Swego czasu wielką popularność zdobyły iniekcje z jemioły, które miały hamować rozrost, a nawet zmniejszać i likwidować guzy nowotworowe. Opisywał je sławny doktor R., który nawet ubolewał nad niedostępnością niektórych preparatów. Podawał również ich nazwy handlowe, wymieniając właśnie preparaty antropozoficzne!

Jemioła w medycynie antropozoficznej jest wykorzystywana szczególnie chętnie; zwraca się baczną uwagę na drzewo żywicielskie, gdyż ma ono mieć wpływ na skuteczność na określony rodzaj nowotworu. Nie pokazano ani akapitu badania naukowego, który potwierdzałby, że jemioła pozyskana rodzaju A wpływa na nowotwór X, a z rodzaju B na Y. Publikacji opisujących iniekcje i ich rzekome działanie jest sporo, ale jeżeli uważnie przyjrzymy się stopkom lub autorom, to zauważymy konflikty interesów – autor miał grant od firmy produkującej preparaty antropozoficzne (a podobno to big pharma przekupuje naukowców), albo prowadzi gabinet lekarski i był na stażu w ośrodkach medycznych założonych przez Steinera i specjalizuje się w ordynowaniu takich specyfików. Jeżeli antropozoficzne produkty lecznicze są tak skuteczne, jak zarzekają się ich producenci i sami antropozofowie, to dlaczego chowają się za normami własnymi oraz homeopatycznymi, zamiast podlegać tym samym zasadom i regulacjom jak wszystkie inne komercyjne preparaty? Przecież było tyle czasu na przeprowadzenie badań klinicznych przez poważną jednostkę naukową, a zamiast tego podrzuca się zainteresowanym artykuły z pisemek alternatywno-medycznych. Owszem, są duże perspektywy wykorzystania jemioły w onkologicznych terapiach uzupełniających, ale muszą być potwierdzone doświadczalnie, wedle norm evidence-based medicine przez rzetelne instytucje – zresztą jak każdego leku w lecznictwie zamkniętym. A takich dowodów zwolennikom antropozoficznych lekarstw brakuje.

Mam nadzieję, że dobrze wyjaśniłem, czym są preparaty antropozoficzne. Są reklamowane jako naturalne i skuteczne, a wręcz nawet jako leki roślinne, ale w rzeczywistości nie mamy żadnej gwarancji co do zawartości ampułki. Antropozofowie nie zwracają uwagi na związki czynne, w rzeczywistości interesuje ich tylko wykonanie swoistego rytuału – w zgodzie z zaleceniami dawno zmarłego ezoteryka i mistyka. To nie jest fitoterapia ani medycyna – a zwykłe szamaństwo. Napisałem na wstępie, że to chora gałąź – teraz dochodzę do wniosku, że medycyna antropozoficzna to zwykła jemioła, pasożyt na solidnym dębie, jakim jest fitoterapia.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

10 thoughts on “Antropozofia: fałszywe tezy w fitoterapii

Pozostaw odpowiedź Lena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Ludzka czaszka i inne leki

Zdrowie to naprawdę wielka wartość, dla niektórych wręcz największa, więc drapieżnie walczymy o zachowanie każdej jego cząstki w nas pozostającej, bo przecież żadnej sensownej alternatywy […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.