Therapia popularna. O ziołach w XIX-wiecznej homeopatii polskiej

Autor jest krytykiem homeopatii!

Wydawać by się mogło, że oszalałem i porzuciłem naukę na rzecz homeopatii. Coś jak te ogary, które poszły w las – tak samo mój umysł mógł rozpuścić wartościowe neurony, pozostawiając jedynie zwitki istoty szarej, wypełnione nic nieznaczącą treścią. Nie tym razem! Wciąż jestem zdrowy na umyśle i na duchu, a dzisiejszy tekst bynajmniej pochwałą homeopatii nie jest. Od dawna nosiłem się z myślą o napisaniu czegoś, co zahaczałoby o tę dziedzinę. Powód jest bardzo prozaiczny: do produkcji preparatów homeopatycznych wykorzystuje się rośliny. Ten aspekt jest wystarczający abym uznał, iż należy w tej materii dysponować pewną podstawową wiedzą. Rzecz jasna nie chodzi o wiedzę dzisiejszą, aż tak daleko nie sięgam – wystarczy mi XIX-wieczna.

Z powodu zdroworozsądkowej natury, należę do osób negatywnie nastawionych do homeopatii. Cukier wykazuje korzystne działanie wyłącznie w syropach, natomiast w pigułkach homeopatycznych może najwyżej osłodzić gorycz przełknięcia cen takich preparatów. Nie wierzę w homeopatię, lecz z powodu luźnego umysłu jestem w stanie zaakceptować jej skuteczność, jeżeli zostaną przedstawione na to wiarygodne dowody. Jednak wątpiąc w pojawienie się takowych mogę publicznie zadeklarować, iż w takim przypadku, wydrukuję dziesięć razy tę notkę i zjem ją publicznie, składając tym samym samokrytykę.

Za główne źródło wiedzy o XIX-wiecznej homeopatii na ziemiach polskich, posłużyła mi książka doktora Stefana Kuczyńskiego pt. “Therapia popularna, czyli wskazanie sposobu radzenia sobie i innym w razie nieobecności lekarza…”, wydana w Warszawie w 1868 roku. Wydaje się ona odpowiednia – powstała nieco ponad 50 lat po pierwszych dziełach Hahnemanna, przez co zawiera zarówno oryginalne jego tezy, jak i pierwsze obserwacje i wnioski płynące zarówno od samego Kuczyńskiego oraz znanych mu homeopatów z Niemiec, Francji i Brukseli. Autor był praktykującym lekarzem, przez co należy zakładać, iż napisał owo dzieło w sposób uczciwy, nie zatajając niczego.

Homeopatia w XIX-wieku na ziemiach polskich, nieco różniła się od tej, którą praktykowano w tym samym czasie w Paryżu czy też Londynie. W zagranicznych ośrodkach wciąż eksperymentowano i wysnuwano nowe teorie dotyczące rozcieńczeń. Przytaczany przez Kuczyńskiego Mouremans z Brukseli stosował stężenia 10-200 a całkiem poważnie rozważano potencję 10-10000. Tamtejsze prądy z dużym opóźnieniem docierały do Warszawy, Krakowa oraz innych miast w rejonach zaborów, co miało wpływ na lokalną praktykę. Homeopatią zazwyczaj zajmowali się lekarze – osoby wykształcone, które mogły zaakceptować niewielkie rozcieńczenia, natomiast nie mogły przekonać się do dużych potencji, podświadomie czując pewien zgrzyt logiczny. W efekcie w swojej książce Kuczyński z rzadka opisuje jakikolwiek preparat homeopatyczny o potencji 10-30, traktując takowe raczej jako swego rodzaju ciekawostkę lub używając ich jako “bezpiecznika” dla substancji wyjątkowo niebezpiecznych, niwelując toksyczność bardzo dużymi rozcieńczeniami.

Autor “Therapii popularnej” był przekonany, iż stosowanie homeopatii nie wymaga lekarskiej wiedzy, a wszystko co potrzebne do jej praktykowania można wyłożyć w książce. Aby zrealizować zadanie które przed sobą postawił, Kuczyński opracował swego rodzaju bazę, podstawę domowej homeopatii – listę 51 preparatów mających leczyć znakomitą większość chorób i ich objawów. 29 preparatów oparto na roślinach, 22 na związkach chemicznych oraz produktach odzwierzęcych. Wszystkie wymienione środki znajdowały się w potencji 3 lub 6, co oznacza rozcieńczenie w potędze 10-3 (0,001%) lub 10-6 (0,000001%). Zazwyczaj substancje i rośliny działające toksycznie, poddawane były wyższym rozcieńczeniom (6), niż powszechnie stosowane i używane rośliny (3).

Pierwszym opisanym roślinnym preparatem homeopatycznym na liście Kuczyńskiego jest ACON. 3, co należy interpretować jako Aconitum w potędze 3 – Aconitum napellus w stężeniu 0,001% (10-3). W “Therapii popularnej” nie jest zawarta szczegółowa informacja o gatunku tojadu, lecz należy przyjąć, iż jest to tojad mocny z racji jego popularności, otoczki “medialnej” jaką się wówczas cieszył oraz z dostepności surowca. Stosowano go chętnie przy udarze mózgu (apopleksji), początkach “krupu”‘ – ostrego podgłośniowego zapalenia krtani, wszelkiego rodzaju “wzburzeniach” krwi, gorączce, zapaleniach oraz “asphyxyi” będącej stanem w którym występuje niedotlenienie organizmu (zadławienie, utonięcie itd.).

Na stłuczenia, zranienia, zwichnięcia, obrażenia mechaniczne i wszelkie choroby z nich wynikłe, doktor Kuczyński zalecał arnikę (Arnica montana ARN.) w potencji 3. Przy zapaleniach skóry i gardła, szkarlatynie, zawrotach głowy i majaczeniach wynikłych z gorączki, miano stosować pokrzyk wilczą jagodę (Atropa belladonna – BELL.) w szóstej potencji. Swoją drogą jest to nieco dziwne, iż uznano ją za bardziej niebezpieczną od tojadu, podczas gdy ponura opinia krąży własnie o Aconitum.

Gorączki z kłuciem w boku, poranne biegunki oraz tyfus (swoją drogą piękna kombinacja), miał leczyć przestęp biały – Bryonia alba (BRY.) w 3. potencji. Kamforę – frakcję stałą olejku z cynamonowca kamforowego (Cinnamomum camphoratum – CAMPH.) rozcierano do 6. potencji. W takiej postaci miała być niezawodnym antidotum na większość trucizn oraz kurować początki cholery. Znane i lubiane dzisiaj konopie indyjskie (Cannabis indica – CANN.), rozcieńczano do 3. potencji, tworząc w ten sposób preparat na rzeżączkę (trypr) i kamicę układu moczowego. Na dziecięcy zielony stolec, niespokojność, rozwolnienia u szkrabów i “kataralne ochrypnięcie” stosowano rumianek (CHAM.) w 3. potencji.

Dwie kolejny nazwy surowców są do siebie bardzo podobne – China (CHIN. 3) i Cina (CIN. 3) a oznaczają kolejno drzewa z rodzaju chinowiec (Cinchona) oraz bylicę cytwarową (Artemisia cina). CHIN. 3 używano przy “ziębnicach w miejscowościach błotnistych”, co należy interpretować jako malarię oraz przy osłabieniu wynikłym z utraty “soków życiowych”. CIN. 3 była zalecana przez Kuczyńskiego na robaki i koklusz połączony z bladością twarzy. Rośliny na literę C zamyka Coffea – kawa arabska (Coffea arabica – COFF.) w 3. potencji, polecana przy niespokojnych snach, jako środek uspokajający oraz jako antidotum na większość lekarstw.

Na silny koklusz używano pasylek z rosiczki (Drosera – DROS) w 3. potencji, a do terapii skutków przeziębień gdy “pogorszenie większe w nocy niżeli w dzień” i leczenia liszajów stosowano psiankę słodkogórz – Solanum dulcamara (DULC. 3). Bóle oczu i łzawienie połączone z katarem, niezawodnie miał likwidować świetlik łąkowy (Euphrasia rostkoviana – EUPH.), również w rozcieńczeniu trzecim.

Lulek czarny w 3. potencji (Hyoscyamus niger – HYOS.) wykorzystywano przy epilepsji, nocnym kaszlu i niektórych nerwobólach. Bób świętego Ignacego (Strychnos ignatia – IGNAT. 3) – roślina bogata w strychninę i brucynę, znajdowała się w pigułkach na cierpienie z przyczyn moralnych, zmartwień, tęsknoty i histerii. Wymiotnicą prawdziwą (Carapichea ipecacuanha – IPEC.) w 3. potencji leczono kaszel bez flegmy, krwotokach żylnych, rozwolnieniach. Zarodniki widłaka (Sporae Lycopodii) rozcierano do 6. potencji i jako LYC. 6 stosowano przy bólach “powiększających się przez naciskanie zewnętrzne”, kołtunie, skrofułach oraz gruźlicy.

Nasiona Strychnos nux-vomica, czyli kulczybę wronie oko w 3. potencji (NUX. VOM. 3) zalecano przy problemach trawiennych, zatwardzeniom i “następstwom pijaństwa”. W poważniejszych przypadkach – w “białej gorączce od pijaństwa” i “silnym zatwardzeniu żołądka” polecano Opium (OP.) również w 3. potencji. Sasankę (Pulsatilla – PULS. 3) zalecano kobietom na bóle i problemy menstruacyjne. Natomiast na sytuację gdy “odchody pachną kwasem”, doktor Kuczyński chwalił Rheum – rzewień (RHEUM) w rozcierce trzeciej. Amerykański bluszcz trujący – Toxicodendron radicans d. Rhus toxicodendron (RHUS. 3) stosowano na piekące liszaje, bolesne nocne rozwolnienia i bóle “zmniejszające się przy ruchu”.

Jałowiec sabiński (Juniperus sabina – SABIN. 3) scharakteryzowano krótko: “we wszystkich krwotokach”. Azjatycką roślinę ozdobną Spigelia anthelmia w 3. potencji (SPIG. 3) polecano “gdy włosy są bolesne przy dotknięciu”, w przypadku robaczycy i “w cierpieniach serca”. Delphinum staphisagria – ostróżka pchła (STAPH. 3) znalazła swoje miejsce na liście Kuczyńskiego jako środek na “bóle swędzące w kątach oczu” oraz ból w zepsutym zębie. Wysoce trujący bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium – STRAM.) rozcierano do trzeciej potencji w celu wyleczenia niektórych rodzajów “wariacyi” i gorączki z maligną. Popularny żywotnik zachodni – Thuja occidentalis (THUJ. 3) stosowano na rzeżączkę (trypr) i wszelkie narośle wywołane chorobami wenerycznymi. Toksyczną ciemiężycę białą (Veratrum album – VERATR.) w trzeciej potencji stosowano w zaawansowanym stadium cholery i kokluszu z wymiotami.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

6 thoughts on “Therapia popularna. O ziołach w XIX-wiecznej homeopatii polskiej

  1. Interesujący tekst, Bartku! Cieszę się, że zaszłeś tak daleko i gratuluję! Życzę dalszych sukcesów i z chęcią przeczytam resztę Twoich wpisów. Masz ogromną wiedzę. Brawo.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Ależ nie ma za co dziękować! Prawdę należy mówić głośno i szczerze. W pewnym stopniu znam Twoje umiejętności i możliwości, wiem jak bardzo inteligentnym człowiekiem jesteś, więc cieszę się, że mogę widzieć jak ta Twoja mądrość wydaje naprawdę dobre owoce. Oby tak dalej.

  3. Witam
    Podobnie jak autor bloga wszystko co związane z roślinami jest mi bliskie, czytam i zbieram wiedzę na ten temat.
    I coraz częściej czuję się że im wiem więcej to wiem jeszcze za mało. Ale do rzeczy.
    Teorie homeopatyczne można by spokojnie włożyć między bajki. Tyle tylko, że to nadal nie rozwiąże problemu poznawczego.
    Homeopatia ma niby opierać się na pewnej specyficznej cesze wody. Czy woda posiada tą cechę, nie wiem i nie zamierzam się o to kłócić, ale wiem, że nauka nadal nie wyjaśniła wszystkich jej (wody) zagadek. Wystarczy przytoczyć pracę dziewięciu naukowców z wielkich ośrodków badawczych jak uniwersytet Oxford, Instytut fizyki w Meksyku czy Instytut fizyki materiałowej w Madrycie. Już we wstępie mówią, że naukowcy badają wodę od ponad stu lat i nadal nie jest ona w pełni poznana.
    W swojej pracy zauważają, że woda zachowuje się jakby inaczej niż zawsze w określonej temperaturze. Artykuł opublikowany w International Journal of Nanotechnology Vol. 13, Nos. 8/9, 2016.
    Chciałbym jeszcze powołać się na słowa prof. Andrzeja Huczko, który mówi, że w mikro-świecie działają takie prawa o których nam się nie śniło.
    Oczywiście to nie może tłumaczyć tego, że będziemy brać za prawdę każdą bzdurę, ale nic nie jest wykluczone i przesądzone.
    Ktoś powyżej napisał, że prawdę należy mówić głośno i szczerze. Dlatego właśnie to piszę. Moim zdaniem poznanie w nauce jest bezgraniczne i bezwarunkowe.
    Dlatego jak mówię na przykład, że teoria względności ma niewiele wspólnego z działaniem GPS a dokładnie to GPS nie potrzebuje teorii względności do działania to ludzie się oburzają, że jak to? Ano tak to, prawdę trzeba mówić szczerze i głośno.
    Nie bronie homeopatii i nie wiem czy woda ma takie cechy o które się ją posądza czy nie, ale wiem, że nie należy wszystkiego odrzucać. Ja (świadomie) nie używam homeopatii, wystarczy mi kiedy robię swoje nalewki, napary, octy, oleje czy maceraty to, że one działają, bo oczywiście mają składniki aktywne, ale czy tylko to?
    Jeszce nie tak dawno nie mieliśmy pojęcia, że drzewa i rośliny komunikują się ze sobą w bardzo skomplikowany sposób używając grzybów, pleśni i swojego systemu korzeniowego. A i teraz jest to dla nas gratka i nadal wielka niewiadoma.
    A i oczywiście sama medycyna miała na przestrzeni dziesięcioleci wiele wpadek i trzeba było korygować teorie, ale to jest oczywiście rozwój.
    Pozdrawiam Rob

  4. Dziękuję za tak obszerny komentarz. Być może popełnię zbrodnię, lecz nie odniosę się do niego – są pewne rzeczy, przy których wskazane jest pomyśleć samemu, bez cudzej pomocy. Usiąść, na spokojnie zastanowić się nad biegiem rzeczy. Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

O upadku mandragory

Zgodnie z tradycjami najlepszych antycznych historyków, powinienem zacząć opowieść od samego początku i zmierzać do końca – stanu obecnego. Rzecz w tym, że ani ja, […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.