Pobożne życzenia, czyli femiAGE Herbapolu

Przedstawiony poniżej tekst jest opinią subiektywną.

Mam wrażenie, że ode mnie jako studenta kierunku ‘zielarstwo i terapie roślinne’, oczekuje się co najmniej czołobitności w kierunku największej firmy zielarskiej w Polsce – Herbapolu Lublin. Zdaję sobie sprawę, że zwrócenie uwagi na pewne sprawy dotyczące produktów tej firmy, nie przysporzy mi przyjemności ani fanów w tym biznesie, ale pewne sprawy trzeba postawić jasno. Produkty Herbapolu są zwyczajnie kiepskie.

Zacznę od suplementu diety o nazwie femiAGE. Jest to herbatka ziołowa, która to jest „idealnym dopełnieniem Twojej zdrowej diety” a jej „aktywne składniki zawarte w naszym suplemencie diety wspomagają odchudzanie w każdym wieku”. Czegoś tutaj nie łapię. Jeżeli ktoś odżywia się prawidłowo, czyli stosuje ową „zdrową dietę”, nie potrzebuje odchudzania ani tym bardziej suplementów. Bardzo razi również zwrot „w każdym wieku”. To znaczy, że możemy podać herbatkę czterolatkowi? A jedenastolatce? A osiemdziesięcioletniej staruszce? Nie, nie i jeszcze raz nie!

Skład femiAGE wygląda następująco:

kwiat hibiskusa (46%), owoc dzikiej róży (14%), herbata zielona (14%), jabłko, liść mięty pieprzowej, owoc truskawki, morszczyn (2,5%), liść mate (2%), liść jeżyny, suszony sok z owoców goji (1%). 30 torebek po 2 gramy.

Rozbiór zacznę od surowców o nieznanym stosunku procentowym. Mogę spokojnie założyć, że liść jeżyny występuje w śladowej ilości 1,5 procenta, wobec czego do podziału pomiędzy jabłko, liść mięty pieprzowej i owoc truskawki jest 19% czyli 0,38 g. Przyjmuję, że ich stosunek do siebie jest taki sam, więc każdego z tych składników jest 0,126 g (6,3%). Jabłka i truskawki nie będę analizował, szkoda na to czasu. Istotny jest liść mięty, będący oczywiście surowcem zielarskim. Przyznam się szczerze, że jest to żenująca ilość, którą z trudem wyczujemy. Jej wpływ na układ trawienny będzie żaden. European Medicine Agency rekomenduje, aby zażywać od 4,5 do 9 gramów liścia mięty, podzielonych na trzy dawki. Stosując zgodnie z wytycznymi Herbapolu trzy torebki dziennie, uzyskamy około 0,4 grama tj. jakieś 9% zalecanej dawki minimalnej dobowej! To nie ruszy żadnego układu pokarmowego, nawet u anorektyczki. Może faktycznie, chodziło o dodatkowy posmaczek, więc się nie czepiam.

Jest też kwiat hibiskusa wspomagający usuwanie nagromadzonej w organizmie wody”.

O ile dobrze rozumiem, chodzi o sugerowane działanie moczopędne. W herbatce mamy 46% tego surowca, co przekłada się na jednorazową dawkę 0,92 g i dzienną 2,76 g. Przyznam się szczerze, że trudno jest mi ocenić, czy kwiat hibiskusa faktycznie wzmaga diurezę. Milczy o tym AHPA w swojej Botanical Safety Handbook, w Herbal Medicines (3rd Edition) tego surowca nie ma. Capasso w Racjonalnej Fitoterapii wspomina jedynie o użyciu kwiatu hibiskusa jako corrigens. Jedynie Ross w Medicinal Plants of the World wspomina o działaniu moczopędnym odwaru (odwaru – nie naparu!) z suszonych kwiatów, wykazanym na szczurach przy dawce 1 g/kg masy ciała. Kwiat hibiskusa być może takie działanie, wynikające raczej z kwaskowatego smaku – po prostu pije się go dużo i przyjemnie, lecz nie jestem przekonany, czy niecały jeden gram surowca cokolwiek zmieni, wszak Capasso proponuje 1,5 grama jednorazowo. W połączeniu z innymi składnikami, ten 1 gram – może i da efekt, ale nie będzie to wyraźna zmiana.

Znajdziesz tu Owoc Dzikiej Róży, który korzystnie wpływa na witalność organizmu i właściwy poziom energii.”

Pomijając dziwną praktykę Stosowania Wielkich Liter, ciekawi mnie, co to jest właściwy poziom energii? Czy jest w stanie zapewnić go 0,28 g owocu w torebce herbatki i 0,84 g w dziennej kuracji? Dziennie spożyjemy napar z aż jednego owocu, jednej szupinki, co mnie bardzo bawi i śmieszy. Załóżmy, że Matka Natura nie poskąpiła Herbapolowi dobrego surowca i w surowcu znajduje się 1,7% witaminy C, która to jest najważniejszym związkiem występującym w surowcu. Dziennie teoretycznie wypijemy 14 mg (840 mg owocu/dobę w herbatce), co stanowi blisko 25% dobowego zapotrzebowania. Ale witamina C jest nietrwała. Nie lubi światła, wysokiej temperatury, odczynu kwaśnego – będzie jej o wiele, wiele mniej. Prawie tyle co nic.

Co prawda Herbapol nie zamieścił cytatu dotyczącego Zielonej Herbaty, ale i tak ją przeanalizuję. Jest jej tyle co dzikiej róży – 0,28 g / 0,84 g. European Medicine Agency mówi o stosowaniu 1,8 – 2,2 g zielonej herbaty od 3 do 5 razy dziennie. Przyjmując minimum dobowe, kuracja femiAGE zapewnia 15% tego, co powinniśmy wypić. O czym my tutaj rozmawiamy? Na co ma to wpłynąć? W mojej ocenie to tani wypełniacz.

Teraz mamy creme de la creme. „Z kolei Morszczyn zwiększa uczucie sytości i wspomaga naturalne funkcje układu trawiennego, pomagając w utrzymaniu prawidłowej masy ciała. W naszej herbatce znajduje się również Jod, którzy przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego przyczyniający się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego (sic!).”

Należy wyjaśnić zdezorientowanym czytelnikom, że Jod znajduje się oczywiście w herbatce, ale pod postacią morszczynu (Morszczynu!). Herbapol tak zamotał i zamącił, że ma się wrażenie, że do torebeczki herbatki dosypano troszkę jodu, tak dla zdrowia. Morszczynu jest, uwaga, uwaga – w każdej paczuszce 0,05 g! Trzy filiżaneczki naparu dają nam sumarycznie aż 0,15 grama morszczynu dziennie! Jest to niebywałe osiągnięcie homeopatii, chociaż czytając skład, natrafiamy na suszony sok z jagód goji, którego jest o ponad połowę mniej (0,02 grama). Samuel Hahnemann byłby dumny widząc, jak to firma mająca się za lidera rynku produktów zielarskich, promuje jego idee rozcieńczeń.

Wracając do morszczynu. Bez wątpienia jest on surowcem roślinnym wspomagającym walkę z nadwagą. Jednakże jest zawsze ale. European Medicine Agency w finalnej monografii dla Fucus nie podaje naparów a sproszkowaną substancję roślinną. Aż zacytuję:

Dorośli i osoby starsze.

Sproszkowany surowiec roślinny: 130 mg, dwa razy dziennie ze szklanką wody, dwie godziny przed posiłkiem.

Najwyraźniej Herbapol oczekuje od klientów, że będą spożywać torebki z herbatą. Nic to jednak nie da, skoro EMA podaje dobową dawkę 260 mg, a Herbapol zapewnia jedynie 150 mg. Ale jest przecież jeszcze Jod! Zaktualizowane normy żywienia dla ludności Polski podają, że Estimated Average Requirement (EAR) dla osób powyżej 19 r.ż niezależnie od płci, wynosi 95 µg. Zakładając, że Herbapol postępuje zgodnie z Farmakopeą i w morszczynie jest co najmniej 0,1% jodu, to dzienna kuracja zapewnia nam go około 0,15 mg, czyli 150 µg! Czyli firma odniosła na tym polu sukces? Nie mam pewności, czy jod przejdzie do naparu i jak jest z jego biodostępnością. Ale niech im będzie – pięć do jednego. Dobrze, że nie do jaja. Mój komentarz – lepiej zjedzcie jabłko. Będzie z tego więcej korzyści.

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ POZOSTAŁE WPISY

Życie w życie

Wyjątkowo długo zbierałem siły do napisania jakiegokolwiek tekstu do Manuału Zielarskiego. Pogoda zupełnie nie rozpieszczała: a to piękne słońce zachęcało do wiosennych spacerów, a to […]

Czytaj dalej…

CZYTAJ DALEJ

SZUKAJ WPISÓW

PATRONITE

ARCHIWUM

Archiwa
error: Kopiowanie zawartości wzbronione.